Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Tag Archives: sztuka

Wygibasy wokół homo(?)cycków

Na wystawę Gauguin: Maker of Myth waszyngtońska National Gallery of Art wypożyczyła od nowojorskiego Metropolitan Museum of Art Dwie Tahitanki Gauguina. Wypożyczyła i powiesiła.

Pierwszego kwietnia do National Gallery przybyła Susan Burns. Przybyła, zobaczyła, i postanowiła zwyciężyć. Najpierw próbowała ściągnąć obraz ze ściany, a gdy ten stawił opór, zaatakowała go pięściami. Też bezskutecznie, bo był za pleksiszybką. Chwilę później została obezwładniona przez strażnika. Motyw? Zacytujmy panią Burns: This is evil oraz I feel that Gauguin is evil. He has nudity, and it is bad for the children. He had two women in the painting, and it’s very homosexual. Może bardziej chodziło o to homosexual, bo jak zauważyła Petula Dvorak z Washington Post, golizny nie brak zarówno w National Gallery (choćby tu, tu, tu i tu), jak i w innych, uczęszczanych przez szkolne wycieczki miejscach Waszyngtonu. Ot, chociażby fontanna Dwór Neptuna przed Biblioteką Kongresu, trzech panów full frontal plus dwa razy Szał Podkowińskiego.

Ale, proszę Państwa, ten wyczyn jednej osoby, zapewne niezrównoważonej (podobno twierdziła, że jest z CIA i ma radio w głowie), to dopiero początek. Wyczyn stał się newsem, news trzeba pokazać w telewizji, a telewizja w USlandii ma zasady. I jakie wygibasy między cyckami Gauguina a owymi zasadami niektóre telewizje wyczyniały, już nie będę przepisywał, tylko wkleję niżej kluczowe ekranostrzały, i polecę rozkoszny tekst, z którego się o wygibasach dowiedziałem. Zwracam uwagę na fragment o otwarciu Olimpiady 2004, o którym to otwarciu więcej też tu.

Reklamy

Mieszać czy nie mieszać

Znalazłem taki tekst na BBC. Japoński artysta Takashi Murakami wystawił swoje prace w Wersalu. Prace japońskie i kolorowe, BBC pisze, że Murakami miesza „Japanese classical art with manga-style modernity”. Manga-niemanga, nie wiem, nie znam się. Można sobie pooglądać tu.

Na takie wystawum acerbum niejaki książę Sixte Henri Hugues François Xavier de Bourbon-Parme (z tych Burbonów) wystąpił do sądu o wykopanie wystawy z domu jego przodków, albowiem wystawa hańbi pamięć tychże przodków oraz wynaturza francuską kulturę.

Koncept wyrzucenia – nienowy zresztą, wg. BBC dwa lata temu po sądach w podobnym celu chodził niejaki Charles-Emmanuel de Bourbon-Parme (z tych Burbonów) – uznałem za kretyński. Za kretyńskie uznałem jego uzasadnienie: jakim sposobem japońska wystawa miałaby wynaturzać (cokolwiek to znaczy) kulturę francuską? W dodatku nie do końca zgadzam się, że „Murakami’s work sits in striking contrast to the classical French splendour of Versailles”, złoty Owalny Buddha czy Lew Marzeń pasują do francuskiego splendoru jak ulał. Te plastikowe różowe rzeczywiście jakby trochę mniej. Ale i tak moje myśli po przeczytaniu o arystokratycznym pomyśle na krótko zahaczyły o wieżę Eiffela (też nie chcieliście, głupie Francuzy), po czym złośliwie skupiły się na pojęciu „chów wsobny” i wynikających z tegoż wadach pomyślunku.

Po czym zauważyłem belkę we własnym oku. Słyszałem raz w telewizji Pavarotti & Friends – zęby mnie bolały, dwa muzyczne światy w ogóle mi się nie kleiły. Metallica S&M – marność pod marnościami. Mercury, Caballé, Barcelona – takie sobie. Jarousky jazzujący Monteverdiego – nazwałem go już na blogu skwarkami z bitą śmietaną.

Czy nie powinienem poważnie porozmawiać z przodkami – o historii rodziny i chowie wsobnym?

%d blogerów lubi to: