Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Tag Archives: demonstracja

O co szło?

Zanim ktoś zarzuci, że nie mam prawa komentować czy oceniać 11-listopadowych rozrób – bo mnie tam nie było, bo siedzę za oceanem i nic przecież z PL nie rozumiem, bo nie mam dostępu do faktów, tylko do spaczonych doniesień medialnych, odpowiadam: bzdura. Istotą zdarzeń w Warszawie nie jest to, kto naprawdę pierwszy napluł na kogo, i jaką narodowo śliną. Istotą jest to, co poszło w świat. To, jaką opinię o kolorowych czy narodowych wyrobi sobie oglądacz czy czytacz z oddali. Co tam się rzeczywiście działo, w zasadzie nie ma znaczenia – bo to nie rzeczywistość trafia do opinii publicznej, i opinię opinii kształtuje, czyni to imydż.

Zresztą rzeczywistość jest po prostu niedostępna. Że w mediach jej nie ma, to oczywiste – porównanie “sprawozdań na żywo” Rzepy i GW było niesłychanie zabawne. Ale i relacje uczestników wydarzeń tak naprawdę nie mają zbyt dużej wartości, bo przecież podlegają rozmaitym cognitive biases. Wiadomo wszak, że oplucie ich przez nas to usprawiedliwiona samoobrona wsparta słusznością ideologiczną, i przecież to tylko niewinne oplucie, nie róbmy wideł. A oplucie nas przez nich to brutalny bezpardonowy atak za pomocą niebezpiecznego narzędzia, atak nie tylko na nas, ale i na najświętsze wartości cywilizacji, potwierdzający ich niższość moralną i wszelką inną.

Wracając więc do imydżu, pozostaje dla mnie zagadką, pokazanie jakiego imydżu było intencją organizatorów blokady, jakie miało być jej przesłanie dla opinii publicznej?  Przemyślałem kilka możliwych wytłumaczeń.

Może wcale nie było przesłania, może nie była to forma dialogu (czy nawet monologu) z kimkolwiek z zewnątrz, może demonstracja była najzwyczajniejszą ekspresją radości z niepodległości, całkiem niezależną od narodowców. Pewne fakty jednak temu przeczą. Demonstracja bez wątpienia była blokadą – ustawioną na konfrontację z marszem narodowców, i nie zmienia tego podobno wcześniejsze jej zgłoszenie. Od początku przecież reklamowano ją jako “blokadę”, a jej usytuowanie, świetnie widoczne tutaj – w miejscu nijakim, zdefiniowanym wyłącznie przez “w poprzek ulicy”, jej ustawienie od ściany do ściany, nieomal w barykadę – nie budzi chyba wątpliwości co do celu. Zresztą, nawet gdyby cel był jedynie wewnętrzny, jakaś myśl o tym, co sobie pomyślą inni, o wynikającym imydżu, powinna być obecna.

Czy była więc demonstracja próbą dialogu z narodowcami, dialogu potencjalnie nawracającego? Nie mogła być, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie rozpoczyna dialogu od zachowania konfrontacyjnego. Nawracanie ogniem i mieczem, siarką i żelazem wyszło raczej z mody, a konfrontacja prędzej zrodzi usztywnienie postaw i eskalację sporu, niż przemyślenie i nawrócenie, Przypomina mi się historyjka z młodości. Liceum zaczynałem za komunistycznego reżimu, i było to liceum o tradycjach anty. To u nas maturę zdawała najbardziej znana (po żoliborskim księdzu, oczywiście) ofiara śmiertelna reżimu w latach 80-ych. Dla zrównoważenia licealnych tradycji, za moich czasów ster szkoły dzierżyła pani o poglądach twardych i jak najbardziej zgodnych z władzą. Gdy zaczęły świtać jutrzenki, grupa zaangażowanych uczniów, pragnąc zapewne załapać się na późny styropian, udała się do dyrekcji domagając się zezwolenia na założenie niezależnego – ale nie podziemnego – czasopisma szkolnego. Konfrontacja z dyrektorką miała oczywisty cel narobienia szumu, fajowej eskalacji, zostania męczennikami może, przynajmniej poprzez obniżenie stopnia z zachowania. Niestety dyrektorka natychmiast wyraziła zgodę –  i już nikomu nie chciało się zakładać niezależnego pisma. Tyle jeśli chodzi o skuteczność podejścia konfrontacyjnego i unikającego konfrontacji.

Więc może nie chodziło o dialog i nawracanie, może tylko szło o demonstrację własnej słuszności i niesłuszności narodowców, demonstrację skierowaną nie do nich, lecz do opinii publicznej. To atrakcyjna hipoteza. Narodowca – zakutego łba nawrócić się może już nie da, ale pokażmy innym co za nim stoi, a co stoi za nami. Niech zobaczą kto jest po której stronie mocy, i wesprą przyzwoitszych.

Co więc stoi za kim? Narodowiec chce odebrać rozmaite prawa ludziom, których nie lubi (lub ich nie dać, jeśli ich jeszcze nie mają). Narodowiec dąży do fizycznej konfrontacji, do rozróby, do kibolskiej ustawki. A jakie piękne działania “Kolorowa” przeciwstawiła owym narodowym paskudztwom? Hm. Postawiła na drodze narodowego marszu narodowców blokadę – akt fizycznej konfrontacji z marszem, stworzyła okazję do rozróby, ustawiła ustawkę. I podkreślała konieczność zablokowania marszu narodowców – czyli odebrania im jednego z podstawowych praw. Coś tu nie gra, z przeciwstawienia zrobiło się naśladownictwo.

Następne pytanie nasuwające się w ramach tej samej hipotezy przekazu do opinii publicznej, to jakiego efektu publicystycznego “Kolorowa” się spodziewała? Czy telewizja miała pokazać moc nieustraszonych lewicowców, bez trudu odpierających ataki słabych, nielicznych narodowców? A więc podkreślić siłę (fizyczną) lewicy, lewicy która potrafi skutecznie stawić czoła hordom kiboli – ale jednocześnie wpisuje się w poetykę polityki prowadzonej poprzez kibolską ustawkę? Czy może pożądaną ilustracją 11 listopada, ilustracją, która, powtarzana we wszystkich mediach, miałaby się wryć w zbiorową pamięć, miał może być film pokazujący drobną lewaczkę bitą bejzbolami przez pluton dwumetrowych kiboli? Prowokowanie takich zdarzeń nie jest specjalnie sympatyczne, zwłaszcza dla drobnej lewaczki, ale efekt skierowania społecznej niechęci na narodowców byłby nie do przecenienia. Ot, Realpolitik. Ciekawe, czy taka intencja leżała gdzieś u podstaw pomysłu na Kolorową blokadę, może jako możliwy “też w sumie pożyteczny dla sprawy wynik”, jeśli nie wynik najbardziej pożądany.  Nieprzypadkowe wydaje się tu postawienie przez MP Kolorowej blokady w jednym szeregu z ikonicznym studentem stojącym przed czołgami na placu Tiananmen. [Na stronie: zważywszy, że notka MP krytykowała media za symetryczne traktowanie obu stron 11-listopadowego konfliktu, poziom hipokryzji uznaję za ROTFLowy. Polska 2011, Chiny 1989, 100% symetrii].

Podsumowując, żadna z moich prób odczytania intencji organizatorów kolorowej nie dała wyniku spójnego z faktami, bądź z wartościami, jakich wyznawania spodziewałbym się po lewicy. Może więc źle postrzegam lewicę? A może – i jest to myśl dosyć przerażąjąca, zważywszy na olbrzymią potrzebę istnienia w Polsce skutecznej, mądrej i naprawdę lewicowej lewicy – nie było tam żadnej sensownej intencji? Tylko bezmyślne “zbierzmy się do kupy i będzie super”?

Niestety, ostateczny wynik blokady skłania mnie do przyjęcia tej ostatniej hipotezy. Że nikt nie pomyślał. Bo nawet pomijając gigantyczną wtopę PRową jaką byli Niemcy bijący (naprawdę czy medialnie) Polaków w Warszawie w Dzień Niepodległości, blokada skończyła się symetryzacją obu stron w nawet stosunkowo przyjaznych lewicy mediach, i Kolorowa weszła (czy została wstawiona) w rolę awanturniczego lewaka uczestniczącego w zdarzeniach, w których pali się samochodu i demoluje miasta. Może należało lepiej przemyśleć taktykę.

Reklamy
%d blogerów lubi to: