Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Category Archives: widziane przez szkło

Znak

Właśnie dziś, jedenastego września, coś nie stąd ni zowąd kazało mi spojrzeć na mikrofalówkę.

Zobaczyłem:


 
Nieco później naszła mnie nagła potrzeba spojrzenia na dekoder kablówki.

Zobaczyłem:

Właśnie dziś, jedenastego września, w rocznicę tamtych zamachów. Zrobionych, jak wiadomo, przez rząd

Czy to może być przypadek?

Reklamy

Pozdrowienia dla Futrzaka

Poniższe zdjęcia zrobiłem kilka godzin temu w „normalnym sieciowym supermarkecie jak Safeway czy inny”. Akurat w innym niż Safeway, bo do innego mam najbliżej i w innym robię zakupy. Po etykietach można poznać, że nie jest to wcale Whole Foods (który naturalnie jest również sieciowym supermarketem, tyle, że wyrobił sobie snobistyczny „organiczny” imydż, np. nie sprzedając coca-coli oraz obstawiając kasy nie – jak „zwykły” supermarket – batonami, tylko homełkiem), ni żaden specjalistyczny rzeźnik.

Jak widać, w normalnym sieciowym supermarkecie były do kupienia, w porządku alfabetycznym:
flaczki wieprzowe,

flaki wołowe,

 kości szpikowe (wołowe),

nerki wołowe,

nóżki wieprzowe,

serca wołowe,

wątroby wołowe,

wątróbki drobiowe (zwracam uwagę, $1.39 za funt, Futrzaku przepłaciłaś za organikę ;-) )

żołądki drobiowe,

oraz żołądki wieprzowe.

P.S. Uprzejmie przepraszam jeśli kopsnąłem się w tłumaczeniu którejś z nazw; entuzjastą podrobów i innych rzadziej spożywanych części zwierzątek zasadniczo nie jestem, przeto rozeznanie w nich takoż mam nieszczególne.

Montrealskie pueblo

czyli magisterka Moshe Safdiego. Więcej o osiedlu.

Zdjęcia nawet wyszły, mimo ciężkich warunków. Warunki wzięły się z przeoczenia. Rozradowany ucieczką z subtropiku, czyli domowych 38°C, przeoczyłem drobny fakcik. Taki mianowicie, że uciekłem do kanadyjskiego, zimnego, północnego Montrealu, w którym było zaledwie 30-32°C i pełne słońce. Konsekwencją przeoczenia takich arktycznych warunków była decyzja dłuższej wycieczki rowerem wypożyczonym z montrealskiej automatycznej wypożyczalni rowerów. Dodajmy, po jakichś 15 latach nieużywania dwóch kółek. Konsekwencją dalszą był przeto pot zalewający oczy, zaparowujący wizjer aparatu, i kapiący na sam aparat, co groziło zwarciem, pożarem, i porażeniem prądem. Ale jednak się udało, aparat przeżył, ja również, nawet bez udaru, a jedynie poprzypalany tu i ówdzie.

Z botaniki… fail!

Gdzieś w czeluściach Podziemnego Miasta Montrealu…

 

Dla niedobotanicznych: dalia, miłorząb.

Informacja turystyczna

Czwartego lipca, w dniu narodowego święta, w terminalu A lotniska o lakonicznej nazwie Ronald Reagan Washington National Airport, przyjezdnych (oraz wyjezdnych) witała videotablica zachęcająca do zwiedzania Kapitolu. Wielce pouczająca…

Messerschmitt

Po motylku, następnej nocy, przyleciała ważka (tym razem naprawdę ważka). Też polatała wokół lamp (ach ta ekologia, jasne energooszczędne świetlówki kompaktowe ściągają mnóstwo owadów, mam wrażenie, że sporo więcej niż edisonowskie poprzedniczki) łomocząc w ściany, po czym uczepiła się dziurek w suficie i odpoczywała.  13 cm rozpiętości. Gatunku nie udało mi się oznaczyć, ale rodzaju Aeshna jestem w zasadzie pewien.

Zdjęcia znów klikalne.

%d blogerów lubi to: