Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Category Archives: pozdrawiamy blogerów

Diabłu ogarek

Noteczka powstała początkowo jako komentarz do notki Józef Życiński, ale uznałem, że zasługuje na bardziej niezależny byt.

Cytaty z rzeczonej notki Piotra Panka, o Życińskim w kontekście członkostwa tegoż w Komitecie Biologii Ewolucyjnej i Teoretycznej PAN:

” Co prawda nigdy nie złożyło się, aby był na tych warsztatach, w których uczestniczyłem”

„Jako filozof przyrody Józef Życiński więcej uwagi poświęcał ewolucji kosmosu niż ewolucji życia”

„mniej wnikał w szczegóły biologii, pozostając przede wszystkim teologiem i filozofem.”

Nie mogę więc nie zapytac: na czym więc dokładnie polegało i czym było uzasadnione członkostwo Życińskiego w Komitecie Biologii Ewolucyjnej?

I jeszcze: moim zdaniem, twierdzenie:

 „Bóg […] jest kreatorem, który stworzył taki system, który sam wygeneruje te wzorki”

w sposób oczywisty przeczy ewolucji jako procesowi funkcjonującemu dzięki przypadkowej zmienności. Nie można zrobić systemu, który wygeneruje „te” (z góry założone) wzorki.

Innymi słowy, moja ocena jest taka, że Życiński był diabłu ogarkiem, ustępstwem Komitetu PAN na rzecz obyczaju, że w każdej sprawie należy wysłuchać i uwzględnić zdanie Kościoła Katolickiego. Jak tu.

Reklamy

Odstraszanie samarytan

Ztrewq/Biokompost napisał ważną notkę o używaniu AED, automatycznych defibrylatorów. Urządzeń które, gdy ktoś pada na serce, każdy laik ma podłączyć i nie tyle ratować, co umożliwić ratowanie. Bo urządzenie samo diagnozuje pacjenta, i jeśli oceni że defibrylacja może pomóc, defibryluje.

Dlatego ważne jest wpojenie – jak to czyni Ztrewq – wiedzy, że AED nie wymaga umiejętności lekarskich, że zrobiony jest tak, by nie zaszkodzić, że nie będzie strzelał prądem w osobę tego nie potrzebującą. Że zaniechanie użycia grozi pacjentowi gorszymi następstwami, niż niepotrzebna próba użycia.

Cóż jednak przyjdzie z edukacyjnego zapału blogera, jeśli producent sam odstrasza (powiększenie w fałszywych kolorach by napis był czytelny):

Uwagi o WikiCieku

Tylko parę słów, może bardziej pytań. Trochę zainspirowanych Węglarczykiem, trochę dyskusją u futrzaka.

Dyskusją, którą niestety tłukła się między dwoma stanowiskami: a. Wikileaks to rycerz na białym koniu, walczący z faszystowskim systemem rządowo-bankierskim wprowadzającym faszyzm w USA i b. Assange to terrorysta, którego należy powiesić za jaja, dobrze, że na Midweście zachowały się tradycyjne wartości i kalifornijski bolszewizm nie ma tam wstępu. Wyrażano również nadzieję, że Wikileaks ujawnią, kto naprawdę zabił Kennedy’ego, kto naprawdę stał za 9/11, kto wylądował w Area 51, oraz wspominano grożący nam rząd światowy. Prawo Goodwina po raz pierwszy (i nie ostatni) spełniło się w już w piątym komentarzu. Jeden z dyskutantów uważa, że niezbywalnym prawem człowieka jest wolność używania Paypala, a skorzystanie przez prywatną spółkę z zaakceptowanego przez użytkownika zapisu regulaminowego PayPal, at its sole discretion, reserves the right to close an account at any time for any reason nazwane zostało bandyctwem. Panopcykum.

Uczyniłem tam kilka uwag, które tu postaram się tu zebrać do kupy, tudzież coś dodać do Węglarczyka.

Więc po pierwsze, nie rozumiem o co ten szum. Nie czytałem oczywiście wszystkich ujawnionych dokumentów, tylko streszczenia prasowe. Nie widzę w nich nic przełomowego, nic wartego uwagi, nic, czego każdy przeciętnie inteligentny człowiek by się nie domyślał. Że dyplomaci nie owijają w bawełnę w tajnych depeszach? Że Putin to samiec alfa, a Berlusconi to pacan i Putina kumpel? Że Chiny wcale nie mają ochoty do upadłego bronić Dżucze i raczej wolałyby jedną, bogatą i przewidywalną Koreę pod bokiem? Że niektóre muzułmańskie kraje Zatoki Perskiej wcale nie są zachwycone, że ich równie muzułmański sąsiad ma ochotę zbudować broń jądrową? No kaman! Węglarczyk pisze: Depesze ujawnione przez Wikileaks są fascynujące – a ja takie dictum, niczym osioł przed dwoma żłoby, nie wiem czy skwitować „może dla twojej starej” czy „KJP”.

Jak dotąd, chyba jedyne co może się komuś przydać – komuś, czyli amatorskim terrorystom, bo ci zaawansowani już to wiedzą – to lista obiektów uważanych przez USA za strategicznie ważne.

Nie rozumiem więc, skąd się bierze entuzjazm wolnościowych antysystemowców, nie ma jak dotąd żadnej kompromitacji USA czy innego imperium zła, nawet akcje przeciwko Assange’owi, zamykanie kont itd., są raczej prowadzone bez wielkiego entuzjazmu. Chyba bardziej dla zasady, czy odstraszenia naśladowców, którzy może kiedyś dotarliby do czegoś ważniejszego.

Dalej, Wikileaks stosują budzącą we mnie niechęć nieelegancką metodykę. Assange jest przedstawiany jako dziennikarz. To ma być dziennikarstwo? Wyciągnięcie setek tysięcy dokumentów i wywalenie ich hurtem w internet, i niech inni czytają i oceniają? Taśmociąg, nie dziennikarz.

Zgadzam się z Węglarczykiem, że przecieki są dziwnie skupione na Stanach Zjednoczonych. Niby Assange straszy Rosję, niby mówi w ogóle o rządach, też ma ujawniać coś o korporacjach, ale nie da się ukryć, że jak dotąd dostaje się przede wszystkim USA. Albo USA to jest główny cel Assange’a, i wtedy trudno wierzyć w święte intencje, bo choć rząd USA do świętoszków na pewno nie należy, to parę brzydszych by się znalazło. Albo po prostu amerykańskie materiały dostać było łatwo, co znów wystawia marne świadectwo Wikileaks, które – pożyczając od Lema – szukają rzeczy zagubionej nie wszędzie, lecz tylko pod płonącą latarnią bo tam jest jasno.

Natomiast dziwi mnie trochę, że Węglarczyk w zasadzie pomija jedną ważną sprawę, pisząc: Nie jestem zwolennikiem tezy, zgodnie z którą ludzie mają prawo do każdej tajemnicy państwa, ale zupełnie nie uzasadniając tego poglądu. Pomijając, że rząd jest wszak pełnomocnikiem społeczeństwa, więc społeczeństwo ma niejako z definicji prawo do tych tajemnic. Można próbować uzasadniać ograniczenie dostępu do takich tajemnic zachowaniem skuteczności działania, i to jest materiał do głębszej refleksji o granicach między rządem a społeczeństwem, ale Węglarczyk raczej ogranicza się do stwierdzenia „bo tak”. Podobnie, gdy pisze: obyczajowe informacje są potrzebne dyplomatom[…]. Ale dyplomaci zbierają je, zakładając, że nie wyciekną one do gazet. I tak powinno pozostać. Dlaczego są potrzebne? Bo tak?

A na koniec jeszcze jeden problem, jaki mam z Assangem. Oskarżenie o gwałt. Które, w mediach przynajmniej, jakoś zamiatane jest pod dywan. Assange nie zaprzecza spędzeniu mniej lub bardziej upojnych chwil ze skarżącymi paniami, twierdzi jedynie, że odbyło się to za zgodą wszystkich zainteresowanych. Albo kłamie, i jest gwałcicielem. Albo nie kłamie, a kłamią owe panie (wszystko jedno, czy z własnej inicjatywy, czy z nakazu CIA). Ale tak czy owak, Assange spał z nimi – co czyni go idiotą. Jak bowiem nazwać faceta, który w tym samym czasie gdy zadziera z mocarstwem, gdy może się spodziewać szczegółowej uwagi ze strony mediów i kontrwywiadów, sypia z nieznajomymi? I w roli zbawcy światowej wolności ani gwałciciel, ani idiota nie budzi mojego szczególnego entuzjazmu.

Biedny aktywista

czyli w odpowiedzi Futrzakowi.

Futrzak ulitowała się na losem biednego „ekologicznego aktywisty”, Roda Coronado. Że dostał 4 miesiące w pudle za zrobienie kogoś swoim przyjacielem na FB. Serduszko futrzacze może poczciwe, ale chyba naiwne. A wystarczyło się choc trochę rozejrzeć po internecie….

Rodney Coronado to terrorysta. Ma związki z ALF (link prowadzi do strony ostro prawackiej, ale warto zajrzeć, bo nawet jeśli po prawacku przesadzają w szczegółach, to obraz się dość dobrze składa z innymi źródłam). ALF to organizacja terrorystyczna, stosująca bomby, włamania, zniszczenia, podpalenia, a nawet tortury. Coronado ma na koncie, poza „drobiazgami” o charakterze bardziej wandalskim, co nie znaczy że mało znaczącymi, współudział w zatopieniu dwóch statków wielorybniczych oraz w podpaleniu i podłożeniu materiałów wybuchowych na Michigan State University. M.in. za to ostatnie dostał prawie pięć lat więzienia oraz nakaz wypłacenia prawie 2,5 mln. dolarów odszkodowań za dokonane zniszczenia; ciekawe, czy to spłacił… Pod linkami są również informacje wiążące Coronado z innymi atakami ALF.

Ale jeśli nawet pominąć przeszłość tego pana, jest jedna bardzo prosta sprawa: w swojej długiej historii zatargów z prawem Coronado ma między innymi dwa wyroki, jeden z 2006 roku za Conspiracy to Impede or Injure an Officer of the United States, Interfering with a U.S. Forest Service Officer, oraz Aid and Abet and Depredation of Government Property, drugi z 2008 roku za Distribution of Information Relating to Explosives, Destructive Devices and Weapons of Mass Destruction.

Oba wyroki składały się z pewnego czasu odsiadki oraz następujących trzech lat nadzoru. Podczas każdego z tych trzyletnich okresów Coronado miał przestrzegać ściśle określonych zasad. W tym: 

  • No association with activists involved with animal rights or environmental organizations that have a history of violence or condoning violence as a means of protest or demonstration, including but not limited to Earth First!, the Earth Liberation Front and the Animal Liberation Front.
  • not knowingly associate with activists involved with animal rights or environmental organizations that have a history of violence or condoning violence as a means of protest or demonstration, including but not limited to the Earth Liberation Front and the Animal Liberation Front (w zasadzie to samo, bo to z drugiego wyroku)
  • shall not personally, or through third parties, access, own, use or possess any type of computers, computer-related devices, or forms of wireless communication without advance written approval; shall be subject to computer monitoring or search
  • consent to computer monitoring, with payment for same

Jeśli chodzi o komputery, dostał zezwolenie na używanie jednego komputera w domu lub w pracy, używanie monitorowane.

Skoro jednak zdecydował się na friendnięcie się z jednym z założycieli Earth First! oraz na użycie niemonitorowanego komputera, czyli jawne i niewątpliwe złamanie reguł zawieszenia (do czego zresztą się przyznał), to sam prosił się o odwieszenie wyroku. I tak potraktowano go łagodnie – tylko 4 miesiące, po czym 31 miesięcy kolejnego zawieszenia, tym bardziej pod jeszcze ostrzejszymi warunkami (biedactwo musi zamknąć konta na FB!).

Doprawdy biedny, niewinny, nieszkodliwy tree-hugger, którego złe państwo wrzuca do więzienia za nic właściwie.

Pozdrowienia dla Futrzaka

Poniższe zdjęcia zrobiłem kilka godzin temu w „normalnym sieciowym supermarkecie jak Safeway czy inny”. Akurat w innym niż Safeway, bo do innego mam najbliżej i w innym robię zakupy. Po etykietach można poznać, że nie jest to wcale Whole Foods (który naturalnie jest również sieciowym supermarketem, tyle, że wyrobił sobie snobistyczny „organiczny” imydż, np. nie sprzedając coca-coli oraz obstawiając kasy nie – jak „zwykły” supermarket – batonami, tylko homełkiem), ni żaden specjalistyczny rzeźnik.

Jak widać, w normalnym sieciowym supermarkecie były do kupienia, w porządku alfabetycznym:
flaczki wieprzowe,

flaki wołowe,

 kości szpikowe (wołowe),

nerki wołowe,

nóżki wieprzowe,

serca wołowe,

wątroby wołowe,

wątróbki drobiowe (zwracam uwagę, $1.39 za funt, Futrzaku przepłaciłaś za organikę ;-) )

żołądki drobiowe,

oraz żołądki wieprzowe.

P.S. Uprzejmie przepraszam jeśli kopsnąłem się w tłumaczeniu którejś z nazw; entuzjastą podrobów i innych rzadziej spożywanych części zwierzątek zasadniczo nie jestem, przeto rozeznanie w nich takoż mam nieszczególne.

Znów pozdrowienia

Tym razem nie dla Jurgiego, tym razem dla Sporothrix.

Wykład dla studentów na Georgetown University, żeby nie było wątpliwości wkleiłem powiększenie katedry…

%d blogerów lubi to: