Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Category Archives: pozdrawiamy blogerów

Discovery przyleciał

Wahadłowiec Discovery przyleciał dziś do nas. Zostanie eksponatem w znajdującym się niedaleko Waszyngtonu (nie w Waszyngtonie, proszę gazeta.pl ;-) ) Steven F. Udvar-Hazy Center, oddziale National Air and Space Museum. Przed lądowaniem na lotnisku Dulles zrobił parę kółek nad miastem, ku uciesze niezbyt licznie zebranej gawiedzi. Nawet latał nad centrum Waszyngtonu, znaczy wpuścili go do strefy zakazanej P-56. Leciał oczywiście nie sam, tylko na grzbiecie Shuttle Carrier Aircraft, przerobionego Boeinga 747 i towarzystwie T-38.

Się wybraliśmy na Hains Point popatrzeć, i oto plon (znaczy, jakieś 5% plonu ;-).

Leciał z Florydy, więc wszyscy patrzyli na południe  – a tu niespodzianka, przyleciał z północnego zachodu. Jako pierwsza wypatrzyła go sokolooka Sporothrix.

 

Pokazał lewy boczek

 

 

Po czym odleciał

 

 

Wszystkim się zdawało, że to by było na tyle, ale nie, pokazał się znowu, tym razem pod słońce

 

Obleciał miasto, w tym pokiereszowaną przez niedawne trzęsienie ziemi National Cathedral

 

Znów nadleciał od strony Pentagonu i pomnika lotnika (wojskowego)

 

Pokazał prawy boczek

 

 

I odleciał już na dobre

 

 

A na lotnisku Reagan National zaczęli rozładowywać zator – bo w czasie przelotu Discovery loty były wstrzymane.

 

Odlot Discovery z Florydy możecie obejrzeć tutaj (tak, na Florydzie mają ładniejszą pogodę, lepsze aparaty fotograficzne, i więcej szczęścia ;-) )

Kłopoty ze Szprotą

Szprota najpierw mnie zapładnia, potem się pozbywa.

Na socjalmediach. 

Zapładnia, bo jakoś tak ostatnio wychodzi, że właśnie u niej na FejsPlusach wdaję się w ciekawsze (i masywniejsze) dysputy.

Pozbywa się, bo zaraz przychodzi, i: „Chłopaki, nie zniechęcam, ale może notkę?”, „kurwa, flejm o akustyce, srsly”, „bardzo fajny, tylko czemu nie na blogaskach”, „Toooooomasz, zrób notkę”… to ostatnie do mojego kontrdysputora.

No to będzie na blogasku.

Najpierw co było tam gdzie nas nie chcą. Wyekstrahowałem relewantne. Bez nazwisk.

Szprota: SLUCHALAM UMBRELLI NA KOSSACH MRW WIEC WIEM CO TO ZNACZY DOBRE BRZMIENIE DZIWKO

Tomasz: kossy i dobre brzmienie, hahaha

Osoba czwarta: ŻEBY OCENIĆ JAKOŚĆ BRZMIENIA, TRZEBA ZAPUŚCIĆ PONADCZASOWĄ I PRZESTRZENNĄ MUZYKĘ, NA PRZYKŁAD BACHA ALBO RAVELA. ZA 20 LAT NIKT NIE BĘDZIE PAMIĘTAĆ O RIHANNIE.

Tomasz: Osoboczwarta, podpimpuj trolla — akurat muzyka klasyczna ma umiarkowane zakresy dynamiczne, więc tak naprawdę nie jest najlepszym sprawdzianem dla sprzętu audio (a także dla algorytmów kompresji stratnej).

Miskidomleka: @Tomasz – akurat zakresy dynamiczne klasyczna miewa ogromne. W klasyce nie ma loudness war. Możesz mieć ppp i fff w jednym utworze, i przy wielkiej orkiestrze to robi gigantyczną różnicę.

Oraz masz instrumenty akustyczne więc dobry standard brzmienia by sprawdzać sprzęt audio. Kiedy instrument jest elektryczny a więc zawsze przetworzony, nie masz standardu barwy.

Oraz fortepian – bogactwo barwowe z perkusyjnością brzmienia, killer sample. Oraz klawesyn z mnóstwem wysokich harmonicznych, świetny test do kompresji stratnych i bezstratnych.

Oraz masz składy od solo po wielkie orkiestry, idealne do sprawdzania przejrzystości i przestrzenności.

No i większa przyjemność ze słuchania ;-P. Jak kupowałem ADAMy na biurko i sobie robiłem testy w sklepie, narody klękały słysząc jak brzmi fortepian przez nie, a subiektowi dałem potem w prezencie moją płytkę testową, bo się zakochał w koncercie na orkiestrę Bacewicz.

I ain’t trollin’

Tomasz: no to po kolei.

ppp i fff „w jednym utworze” to nie jest duży zakres dynamiczny, duży zakres dynamiczny masz kiedy jedno następuje zaraz po drugim. co w klasyce zdarza się bardzo rzadko. oraz albo cała (większość) orkiestry napierdala głośno, albo cicho. dobry zakres dynamiczny masz wtedy, kiedy trzeba się skupiać na wyłuskaniu cichych instrumentów w głośnym fragmencie. w klasyce bardzo rzadki zabieg.

barwy instrumentów akustycznych, a konkretnie ich wąskie i „naturalne” widma (tonika, harmoniki, praktycznie nic poza tym), powodują że klasyka się *rewelacyjnie* kompresuje stratnie, między innymi dlatego że harmoniczne bardzo ładnie się „przesłaniają” (w sensie psychoakustycznym). natomiast przesterowana (pełno składowych nieharmonicznych) gitara ma takie widmo, że wyciska siódme poty z każdego modelu psychoakustycznego.

wiem że to żaden eksperyment, ale weź sobie stratny kodek audio, nastaw go na konkretną jakość (według modelu psychoakustycznego) (np. lame mp3 –prefix standard) i zobacz różnicę w bitrate’ach potrzebnych do zakodowania klasyki i mocnego metalu.

mnóstwo wysokich harmonicznych to masz nie w klawesynie, tylko w blachach perkusyjnych. widmo talerzy potrafi sięgać setki khz, czyli daleko poza zakresem słyszalnym, a jednak dla wielu ludzi są te harmoniki odczuwalne. tak, są ludzie którzy na pierwszy rzut ucha odróżnią perkusję żywą od odtwarzanej z cd. jeden z głównych powodów dla których dvd-a ma częstotliwość próbkowania aż do 192 khz.

przejrzystość i przestrzenność — tu się zgadzam, niestety w muzyce „rozrywkowej” (bo jak wiadomo klasyka służy do nudzenia) po pierwsze klepie nagrywanie każdego instrumentu z osobna (dziś „na setkę” nagrywają chyba już tylko amatorskie kapele punkowe) oraz kompresja dynamiczna w fazie postprodukcji.

miskidomleka, jesteś audiofilcem? może chcesz kupić złote kable zasilające? :D

teraz przykład ode mnie, bardzo łatwy i pierwszy z brzegu: weź sobie queen „we are the chamions” i wyłuskuj partię fortepianu, która zasadniczo leci przez cały utwór, ale jest przez większość przykrywana przez głośne gitary i perkusję.

Miskidomleka: no to po kolei (a nie mógłbyś o tym notki napisać czy coś? nie lubię solidnych flejmów na fejsie bo giną ;-) ) no i właścicielka już fuka

nie sądzę, by w defincji dynamiki było cokolwiek o tym, jaka ma być odległość w czasie między fragmentem cichym a głośnym. i oczywiście „jedno zaraz po drugim” bywa w klasyce. i ile to jest „zaraz”?

zresztą, jeśli w klasycyenie ma rozpiętości dynamicznej, to czemu żona narzeka, że hałasuję – a przecież hałasuję, bo ustawiam gałkę żeby było dobrze słychać ciche fragmenty, i zaraz coś przypierdala 50 dB głośniej i dom się trzęsie

„kiedy trzeba się skupiać na wyłuskaniu cichych instrumentów w głośnym fragmencie. w klasyce bardzo rzadki zabieg.”
rzadki? yyy – chyba nie. zresztą, co to znaczy „trzeba”. jak się chce, to się wyłuskuje, jak nie, to nie.

„barwy instrumentów akustycznych, a konkretnie ich wąskie i „naturalne” widma ”
wąskie? widziałeś kiedyś widmo skrzypiec? bo ja właśnie patrzę, i harmoniczne lecą do 20k, potem chyba filtr jest założony. a klawesyn? w nagraniu, na które patrzę, wszystko skacze do 22050, zobacz:

 

(oczywiście z CD, Nyquist 22050)

o ile mi wiadomo, model psychoakustyczny nie ma nic wspólnego z harmonicznością, bo maskowanie zachodzi we wstęgach krytycznych, z których w normalnej sytuacji na górze pasma każda będzie obejmować wiele składowych, harmonicznych czy nie

„tak, są ludzie którzy na pierwszy rzut ucha odróżnią perkusję żywą od odtwarzanej z cd. jeden z głównych powodów dla których dvd-a ma częstotliwość próbkowania aż do 192 khz.”
pokaż mi poważny i porządnie przeprowadzony podwójnie ślepy test, w którym ludzie odróżnią identycznie zmasterowane nagranie 192/16 od 44.1/16, lub odpowiednika. Wiem, że Oohashi, tylko że nikt tego OIW nie powtórzył.

„oraz kompresja dynamiczna w fazie postprodukcji.”
ano właśnie – i dlatego dynamika w popie (szeroko rozumianym, jako rozrywkowa) jest z reguły znacznie mniejsza niż w klasyce. bo na klasykę nie zakłada się kompresorów (a przynajmniej tak mocno)

„może chcesz kupić złote kable zasilające?”
jakbyśmy byli w ttdkn, to bym ci po ttdknowsku odpowiedział „spierdalaj”

„we are the champions” ale nie wiem o czym to ma świadczyć. weź początek, pierwsze 17 taktów 3. częsci ci 4. symfonii Brahmsa i wyłuskuj oba oboje (grają cały czas oprócz jednego taktu, służę partyturą jakbyś chciał) – i co?

Szprota: Toooooomasz, zrób notkę.

Tomasz: ale po co, skoro właściwie się zgadzamy z miskidomleka (kiedy twierdzę że klasyka _generalnie_ nie powala zakresem dynamicznym, to miskidomleka podaje dwa wyjątki — obaj mamy tu rację)?
@zaraz
sorry, źle się wyraziłem z tym „zaraz”. miałem na myśli ciche instrumenty które trudniej usłyszeć podczas głośnego grania.

@ślepy test abx na nagrania o gęstym samplowaniu:
co prawda nie 192 vs 44, ale za to 88 vs 44. wystarczająco poważny?
http://www.aes.org/events/128/papers/?ID=2252
(18-6)

@widmo klawesyna
piękne i pełne wyraźnych podstaw oraz ich harmonik (a czemu ich tak dużo to nie będziemy sobie wyjaśniać, bo rozumiem że nie chcemy się obrażać). a żeby zrozumieć co mam na myśli, obejrzyj widmo powerchordu (pryma+kwinta) na mocno przesterowanej gitarze (najlepiej na przesterze tranzystorowym i/lub z diodowym obcięciem).

@częstotliwość a maskowanie
przepraszam za linka do wikipedii, ale od lat nie grzebałem w algorytmach kompresji dźwięku i pościągane pejpery nie przeżyły którejś czystki na dysku
http://en.wikipedia.org/wiki/Auditory_masking#Similar_frequencies

ten efekt powoduje, że symfonię — gdzie w danej chwili cała orkiestra gra prymę lub którąś z jej harmonik, a „czystość” instrumentów powoduje że wszystkich tych częstotliwości jest bardzo ograniczona ilość — kompresuje się stratnie o wiele lepiej niż death metal.
w death metalu jedna gitara (a z reguły są dwie, oczywiście niedoskonale zestrojone) robi ci totalną masakrę w widmie. dorzuć jeszcze perkusję rozciągającą się na cały zakres (od stopy po blachy) i o równie niefajnym widmie (budowa bębnów średniotonowych powoduje że mają one naturalny „przester”), a masz muzykę która jest używana jako prawdziwy test dla modeli psychoakustycznych i algorytmów kompresji.

czekaj, zaraz ci znajdę jakiś fragment gitarowej masakry, gdzie jeden akord robi „rurę” z widma fourierowskiego
Tomasz: cholera, nie mam żadnych flaców z ciężkim graniem, same empetrójki i kilka mpc (we flac tylko „talking timbuktu”). niemniej jako ilustracja niech posłużą:

1) dethklok „into the water”, 46. sekunda (a właściwie fragment, żeby nie oszukiwać progresją akordów)

2) hatebreed „another day another vendetta”, samiuśki początek

nie wiem jak tobie, ale mi to bardzo przypomina widmo różowego szumu ;)

Miskidomleka: „miałem na myśli ciche instrumenty które trudniej usłyszeć podczas głośnego grania”
No ale twierdzisz że nie ma czegoś takiego w klasyce, że słychać wszystkie instrumenty zawsze, czy co?

@ślepy test
Ciekawe, choć to tylko prezentacja zjazdowa, czyli nie przeszła peer review. Mam nadzieję, że niezadługo wyjdzie w JASA czy czymś takim.
Ten sam zespół zrobił ciekawą prezentację (niestety znów bez peer review), która zasadniczo potwierdza co mówisz o stratnym kodowaniu, że przy niskich bitrate pop/metal są nieco łatwiej odróżnialne od CD niż muzyka ogólnie rzecz biorąc poważna. http://www.music.mcgill.ca/~hockman/documents/Pras_presentation2009.pdf
Aczkolwiek nie wiem, czy wybraną przez nich symfonię Mahlera uznałbym za „killer sample”, zależy może, który moment. W ogóle ze względu na ogromną rozpiętość składów i faktur trochę trudno pakować całą poważkę do jednego worka.

@maskowanie oraz „że wszystkich tych częstotliwości jest bardzo ograniczona ilość” oraz widmo klawesynu
czekaj, nie chwytam cały czas dlaczego maskowanie składowych nieharmonicznych ma być inne niż harmonicznych.
Poza tym ja ci poprzednio dałem klawesyn solo czy dwa w duecie (nie pamiętam, z którego wziąłem). A jak weźmiesz gęstszy utwór orkiestrowy, to się tych harmonicznych od różnych instrumentów robi zatrzęsienie, a jak jeszcze zdarzy się perkusja zwłaszcza o nieokreślonej wysokości (przecież jest też w poważce) to może mieć wprost tak:

A jeszcze do tego pospekulowałbym czy ocen brzmienia słuchawek (przypominam, wątek zaczął się od słuchawek) i ocena algorytmów kompresji to nie są trochę inne zagadnienia, potencjalnie wymagające innych killer samples – bo inne aspekty dźwięku będą modyfikowane przez słuchawki niż przez kompresję.

„kiedy twierdzę że klasyka _generalnie_ nie powala zakresem dynamicznym, to miskidomleka podaje dwa wyjątki ”

No nie wiem, jake wyjątki? Zarówno duże różnice między fragmentami są dość powszechne (przynajmniej w orkiestrowej), podobnie jak praktyczna niesłyszalność grającego instrumentu w tutti orkiestrowym.
 
 
 
Toooooomasz, do dzieła! Twoja kolej!

(jak znam życie to się nam nie będzie chciało dalej, ale jeśli nawet, to przynajmniej konwersacja została uratowana z czeluści Fejsa)

Dziewczęta w pudełku

Jest sobie blog geekgirls. Żadna ze mnie girl, nie ten wiek, nie te chromosomy.  Na geeka też nie wiem, czy się nadaję. Ale mam w czytniku RSS.

Niedawno dziewczęta rozpoczęły serię postów z zagadkami matematycznymi, nie wiem czy jumanymi z Lilavati lub podobnej książki, czy układanymi samodzielnie.

Pierwszy post z serii wyjaśnia ideę (podkreślenia moje):

Mimo że nasz system nauczania pragnie widzieć samodzielnych absolwentów to tak naprawdę nie uczy ich niczego poza nie wychodzeniem z pewnego schematu myślowego i powtarzalności. W szkole nie uczą nas myślenia ,,out of the box”, czyli takiego z jakim mamy do czynienia na co dzień rozwiązując kreatywnie błędy.

[…] Co to więc jest to Nauczanie łamigłówkowe? Odpowiedź jest zadziwiająco prosta – uczenie się poprzez rozwiązywanie zagadek. Tak zagadek! Oczywiście niebylejakich zagadek, bo łamigłówek matematycznych! Ci z was, którzy własnie kiwają głowami i mówią – ,,O czym ona mówi? Jakim cudem nauka może być ciekawa? Czy to nie coś dla olimpijczyków?” odpowiem: Oczywiście, że może być ciekawa! I nie, nie są to zadania dla olimpijczyków z matematyki a dosłownie dla każdego, kto chciałby nauczyć się lepiej myśleć, myśleć poza schematem.

Nad wołąjącym o pomstę FSM językiem („rozwiązując kreatywnie błędy”) nie będę się znęcał, choć trudno się powstrzymać, nie tylko z umiłowania językowej staranności, ale i dlatego, że język osoby propagującej matematykę doprawdy powinien być precyzyjniejszy. Zwróćmy jednak uwagę na nacisk, jaki autorka kładzie na przełamywanie schematów i twórcze myślenie.

Pierwsze zadanie wyglądało tak:

Masz do dyspozycji dwie klepsydry – jedną 7-minutową, drugą 11-minutową. Znajdź najprostszy sposób na 15 minutowe ugotowanie jajka.

Wysłałem rozwiązanie następujące (znów podkreśliłem kluczowy fragment):

A – klepsydra 11-minutowa, B – 7-minutowa

1. Startuję A i B
2. Po 7 minutach B kończy, A ma jeszcze 4 minuty. Odwracam B, która zaczyna odliczać kolejne 7 minut.
3. Po 4 minutach A kończy, w B przesypały się 4 minuty, zostały 3. Odwracam A, która zaczyna odliczać 11 minut. Kładę B na boku i zatrzymuję ją w stanie 4min:3min.
ZACZYNAM GOTOWAĆ JAJKO
4. Po 11 minutach A kończy. Stawiam B odwrotnie niż poprzednio, czyli nie kontynuuję pozostałych 3 minut, tylko odliczam „z powrotem” uprzednio przesypane 4 minuty.
5. Po 4 minutach B kończy, razem 15 minut, jajko jest gotowe.

Rozwiązanie podane przez geekgirls wygląda na prostsze, chyba przekombinowałem. Ale moja wersja została odrzucona z innego powodu:

Nie można odwracać klepsydry i kłaść na bok niestety. Nie było nic takiego w założeniach zadania. Równie dobrze klepsydra mogła być przyczepiona do ściany gwoździem. Przykro mi, nie mogę zaliczyć tej odpowiedzi.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o przełamywanie schematów.

Całe szczęście, że Einstein już nie żyje. Wszak on zapewne podałby naprawdę najprostsze rozwiązanie:

Włączamy jajko i wysyłamy 11-minutową klepsydrę w podróż kosmiczną z prędkością 2/3 c. Klepsydra wraca na Ziemię, gdy się skończy przesypywać. W tym czasie na Ziemi minęło 15 minut (o ile się nie kopnąłem w liczeniu przekształcenia Lorentza) i jajko jest gotowe.

I jeszcze by się biedak załamał po odrzuceniu rozwiązania przez myślące poza pudełkiem geek girls…

Jak zrobić Fukushimę

Czy zechcecie, panowie, podejść ze mną do okna?

Teatralnym gestem otworzył oba skrzydła, zachęcił nas, byśmy się wychylili, i w oddali, na skrzyżowaniu między uliczką a alejami, wskazał mały drewniany kiosk, w którym zapewne sprzedawano bilety loterii Merano.

— Panowie — powiedział — proponuję, byście poszli i zmierzyli ten kiosk. Zobaczylibyście, że długość podestu wynosi sto czterdzieści dziewięć centymetrów, a więc jedną stumiliardową odległości Ziemia-Słońce. Wysokość od tyłu podzielona przez szerokość okienka daje sto siedemdziesiąt sześć przez pięćdziesiąt sześć, czyli trzy i czternaście setnych. Wysokość z przodu wynosi dziewiętnaście decymetrów, a więc tyle samo, ile liczba lat w greckim cyklu księżycowym. Suma wysokości dwóch narożników przednich i dwóch tylnych daje sto dziewięćdziesiąt razy dwa plus sto siedemdziesiąt sześć razy dwa równe siedemset trzydzieści dwa, czyli datę zwycięstwa pod Poitiers. Wysokość podestu wynosi trzy i dziewiętnaście setnych centymetra, a szerokość framugi okienka osiem i osiem dziesiątych centymetra. Zastępując liczby całkowite odpowiadającymi im literami alfabetu, otrzymamy C10H8, czyli wzór chemiczny naftaliny.

Co to ma wspólnego z Fukushimą?

To, że odpowiednio długo wyszukując i wybierając dane z odpowiednio dużego zbioru liczb o przypadkowej zmienności, znajdziemy potwierdzenie dowolnej hipotezy. Pewną odmianą tego zjawiska jest fakt, że wykonując wystarczająco wiele porównań między subpopulacjami dwóch nieróżniących się zbiorów danych, na pewno znajdziemy takie subpopulacje, które okażą się statystycznie istotnie różne, jeśli nie umiemy poprawnie używać metod statystycznych – o ilustrującym to przypadku fMRI martwego łososia wspominała niedawno Sporothrix.

Co to ma wspólnego z Fukushimą?

To, że po awarii w Fukushimie na zachodnim wybrzeżu USA podobno ogromnie wzrosła śmiertelność niemowląt. „Artykuł” o tem napisali niejacy Janette Sherman i Joseph Mangano. Otchłań i borderline otchłań się oczywiście na to rzuciły, ja przeczytałem o „pracy” u Futrzak.

Śmierdziało mi od początku, dziwaczny dobór miast, dziwaczny dobór okresów badań, wzrost niby „istotny statystycznie”, ale nie wiadomo jak to policzono. Gugiel nazwiska Mangano wyrzucił coś takiego. Pachniało pracowitym wybraniem danych pod z góry założoną tezę.

Postanowiłem to sprawdzić, ale zanim zdążyłem przeryć liczne raporty CDC MMWR i powyciągać z nich dane o śmiertelności niemowląt, analizę zrobił kto inny. Więc tylko zlinkuję post ślicznie pokazujący, co się działo. Owszem, tuż przed awarią w Fukushimie śmiertelność niemowląt w wybranych miastach była niższa niż w wybranym okresie po awarii. Sherman i Mangano „zapomnieli” jedynie zauważyć, że nieco wcześniej niż tuż przed awarią śmiertelność była podobna jak po awarii – ot, przed samą awarią zrobił się przypadkowo dołek w śmiertelności. Mangano zrobił to ponownie dla Filadelfii.

Pozostaje tylko wyszukać jakieś interesujące zjawisko które zdarzyło się miesiąc przed Fukushimą, i przypisać mu zbawienny wpływ na przeżywalność niemowląt na północy Zachodniego Wybrzeża USA. Może wybuch gazu w Pensylwanii? Może pozytywne wibracje z rozdania nagród Grammy, wywołane przez Lady Gagę przybyłą w jajku? A może Natura odpuściła niemowlaczkom z radości po śmierci Żydzińskiego?

 

Cytat na początku, jakby kto nie wiedział, z Wahadła Foucaulta Eco.

Dziewięć odpowiedzi – tłumaczenie

Natchniony konwersacją Anny i Migg u Barta, podjąłem zobowiązanie przetłumaczenia w czynie społecznym tekstu Marka Crislipa Nine Questions, Nine Answers na Science-Based Medicine. Żeby było co linkować podczas dyskusji z polskimi antyszczepionkowcami. Crislip, jakby ktoś nie wiedział, udziela odpowiedzi na Dziewięć pytań antyszczepionkowych.

Panie prezesie, zadanie wykonane.

Uwagi

To nie jest mój tekst, ja go tylko tłumaczyłem. Dlatego proszę nie kierować do mnie osobiście zarzutów o ewentualne błędy merytoryczne. Znaczy, jak kto chce, niech w komciach dyskutuje, ale pretensje do Crislipa. Umywam ręce. [EDIT: w komentarzach poniżej zwrócono uwagę na pewne błędy. Nie zmieniają one w żaden sposób wymowy tekstu jako całości, jednak pewne zjawiska są opisane zbyt skrótowo, tak skrótowo, że wyszedł błąd].

Natomiast epidemiologów, popkulturologów, filologów, immunologów wręcz zachęcam do uwag co do samego tłumaczenia, z przyjemnością poprawię swoje byki. Zwłaszcza tych ostatnich, bo na przykład nie zdołałem dojść (a dochodziłem nawet u Trójcy Gołąb/Jakóbisiak/Lasek) jak w polskiej terminologii określa się zjawisko Pierworodnego Grzechu Antygenowego. Przetłumaczyłem dosłownie, ale niemożliwym jest, by w kraju Jana Pawła II używano terminu będącego obrazą uczuć religijnych.

Tekst jest tłumaczony i publikowany tutaj za zgodą Crislipa, ale jeśli ktoś chce go przeklejać, niech będzie posłuszny nie tylko licencji tego bloga, ale sprawdzi też warunki re-publikacji tekstów Science-Based Medicine. Najlepiej po prostu zlinkować.

Proszę też zwrócić uwagę, że międzyczasie Migg opublikowała własne Dziewięć odpowiedzi. I jeszcze podziękuję nieocenionej Sporothrix za przejrzenie tłumaczenia przed publikacją i wskazanie około miliona błędów literowych, językowych i interpunkcyjnych (ewentualnych merytorycznych prosiłem nie tykać).

Koniec wstępu, oto tłumaczenie. Czytajcie, zwyrole (© Bagman).
 
 
 
Ciężko pisać tego bloga. Doktorzy Novella i Gorski chcą wpisów oficjalnych, akademickich, udokumentowanych, bez zbyt wielu kąśliwych uwag.

Zazwyczaj jestem posłuszny. Lecz czasem… czasem tak trudno się powstrzymać od pisania zjadliwych diatryb o tekstach, które na internetsach udają informację. Jak reagować na potężną ignorację i błędne informacje? Ach, czasem marzę, by też być krewkim komputerem.

Tym razem wkurzyło mnie internetowe dziwactwo zatytułowane „Dziewięć pytań, które zabiją klina każdemu orędownikowi szczepionek i zbiją jego twierdzenia”, napisane przez naturopatę Davida Mihalovicia. Pan Mihalovic przedstawia się jako „lekarz naturopata specjalizujący się w badaniach nad szczepionkami”. Nie jest jednak jasne, gdzie wyniki tych badań są publikowane, albowiem wyszukiwanie nazwiska Mihalovicia w bazie Pubmed zwraca zero artykułów. Ja, nawiasem mówiąc, specjalizuję się w badaniach nad piwem. Mam na to równie dobre papiery.

Dziewięć pytań Mihalovicia pojawia się często na internetsach, podobnie jak pytania, jakie należy zadać, by zabić klina ewolucjoniście. I podobnie jak rzekomo trudne pytania dla ewolucjonistów, pytania o szczepionki opierają się na błędnych informacjach, ignorancji i lenistwie. Przyjrzyjmy się im po kolei.

1. Czy możesz podać choć jedno podwójnie ślepe, kontrolowane placebo badanie, które dowodzi bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek?

Jedno? Znalezienie ”Efficacy of 23-valent pneumococcal vaccine in preventing pneumonia and improving survival in nursing home residents: double blind, randomised and placebo controlled trial” zajęło mi 55 sekund, wliczając uruchomienie przeglądarki i poprawianie literówek w terminach użytych do wyszukiwania. Wyszukiwanie w bazie Pubmed terminów „szczepionka [vaccine]”, „skuteczność [efficacy]”, „zrandomizowana [randomized]” i „próba kontrolowana placebo [placebo control trial]” zwraca 416 odnośników. Dodaj „safety [bezpieczeństwo]”, dostaniesz 126 wyników. 416 to sporo więcej niż jedno. Ale by je znaleźć, trzeba poszukać.

Trzeba tu przyznać, że jestem świetnie wykształconym dorosłym, który ciągle szuka informacji medycznych w internecie. Ale dla rozrywki poprosiłem o wyszukanie badania spełniającego powyższe kryteria mojego dwunastoletniego syna, który interesuje się baseballem i kręceniem zabawnych filmów. Zmierzyłem mu czas.

Nie licząc uruchamiania przeglądarki, znalezienie artykułu “Randomized, Placebo-Controlled Trial of Inactivated Poliovirus Vaccine in Cuba” z New England Journal of Medicine zajeło mu dwadzieścia dwie sekundy. Kto prześcignie mojego syna?

Dwunastolatek : Mihalovic – jeden : zero. Trafiony zatopiony.

Skoro jesteśmy przy tym temacie – ponieważ Mihalovic najwyraźniej przykłada wielką wagę do nauki, czy zechciałby podać podać choć jedno podwójnie ślepe, kontrolowane placebo badanie, które dowodzi bezpieczeństwa i skuteczności naturopatii? Bo chciałbym wiedzieć, czy potrafi wyszukać coś w Pubmedzie, żebym wyszedł na głupiego.

2. Czy możesz podać choć jedno podwójnie ślepe, kontrolowane placebo badanie, które dowodzi długotrwałego bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek?

„Długotrwałe” to mętne określenie. Ile to jest długo? Prawdziwa (czarna) ospa zniknęła w 1977 roku dzięki szczepionce. Nie spotkałem ani jednego przypadku ospy w całej mojej karierze lekarza, czyli przez 31 lat. Brak zgłoszonych późnych efektów toksycznych szczepionki przeciw ospie oraz eradykacja ospy jak dla mnie są przyzwoitymi dowodami na długotrwałe bezpieczeństwo i skuteczność.

Żadna szczepionka nie jest skuteczna w 100%, a odporność immunologiczna, czy nabyta przez zakażenie czy przez szczepionkę, zanika z czasem. W dawnych czasach odporność była odnawiana przez powtarzający się kontakt z patogenami i poziom przeciwciał pozostawał wysoki. W przeciwieństwie do tego, co twierdzą antyszczepionkowcy, to nie samo pierwotne zakażenie prowadzi do wyższego poziomu odporności po naturalnych zakażeniach, ale powtarzające się kontakty z obecnymi w środowisku patogenami.

Interesujące zjawisko zachodzi w przypadku półpaśca. Kiedyś wszyscy przechodzili ospę wietrzną jako dzieci, a później, wychowując własne dzieci czy wnuki, byli wystawieni na ponowne kontakty z wirusem, co podnosiło poziom odporności. Obecnie, z powodu wprowadzenia szczepionki przeciw ospie wietrznej oraz zmian w metodach wychowywania dzieci, dorośli nie mają naturalnego kontaktu z wirusem ospy wietrznej-półpaśca, odporność zanika, i wzrasta częstość półpaśca u starszych dorosłych. Między innymi dlatego potrzebują szczepionki przeciw półpaścowi.

Ależ sprytny spisek by podbić popyt na szczepionkę na półpasiec, nie?

Jeśli nie ma ponownego zakażenia, odporność (mierzona poziomem przeciwciał skierowanych przeciwko czynnikowi zakaźnemu), może się z czasem zmniejszać. Można się tego spodziewać. Fajnym jest, że układ odpornościowy (w przeciwieństwie do wody) pamięta zakażenie. Jest przygotowany, więc kiedy później spotka ten sam patogen, może błyskawicznie wyprodukować mnóstwo przeciwciał i powstrzymać rozpoczynające się zakażenie. Dlatego u ludzi, którzy byli szczepieni dawno, szczepionka może nie zapobiec całkowicie chorobie, jednak będzie ona krótsza i lżejsza, a chorzy będą zakaźni przez krótszy czas, co utrudni szerzenie się choroby.

W New England Journal of Medicine jest dobra przeglądówka o czasie trwania odporności (pierwszy wynik wyszukiwania „długość trwania odporności szczepionka [duration of immunity vaccine]” w PubMed, wyniki po 17 sekundach wliczając poprawianie literówek. Rany, jak trudno jest znaleźć te informacje?). Jak można się było spodziewać, czas trwania odporności zależy od choroby i szczepionki (szczepionki żywe dają odporność na dłużej niż zabite). Autorzy oceniają czas połowicznego zaniku odporności na 50 lat dla wirusa ospy wietrznej-półpaśca, 200 lat dla odry i świnki i 11 lat dla tężca. Jeśli przestudiujecie odnośniki, znajdziecie inne badania pokazujące zmienną, ale trwałą odpowiedź immunologiczną na szczepionki. Na przykład 90% zaszczepionych na ospę prawdziwą utrzymuje odporność do 75 lat po zaszczepieniu.

„Długotrwałe bezpieczeństwo” było trudniejsze. Najdłużej, co znalazłem, to 5 lat w badaniu bezpieczeństwa szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Większość problemów z toksycznością szczepionek ujawnia się w ciągu tygodnia czy dwóch po zaszczepieniu, a badacze kontynuują obserwację pacjentów zazwyczaj przez rok. Prawdopodobnie to nie jest „długotrwałe” dla Mihalovicia.

Przy okazji, czy możesz podać naukowe dowody w postaci choćby jednego badania, które potwierdza długotrwałe bezpieczeństwo i skuteczność naturopatii?

3. Czy możesz podać naukowe dowody pokazujace, że zmniejszenie częstości jakiejś choroby kiedykolwiek w jakikolwiek miejscu na Ziemi było skutkiem szczepienia populacji?

Ospa? Ospa? Ospa? Kto odpowie? Ospa? Bueller? Bueller?

Znów muszę wrócić do tego zero-jedynkowego, czarno-białego podejścia charakterystycznego dla wielu, z którymi przychodzi skrzyżować medyczne szable. Zmniejszenie częstości chorób zakaźnych bierze się z różnych czynników, z lepszego odżywiania, z poprawy higieny (brawa dla spłukiwanej ubikacji!), ze zrozumienia epidemiologii chorób. Wiedza o tym, jak choroba się rozprzestrzenia, była zawsze najważniejsza w ograniczeniu tegoż rozprzestrzeniania. Proszę zauważyć, że żadne, żadne, żadne z działań, które ograniczyły rozprzestrzenienie chorób zakaźnych w ostatnich 200 latach, nie wzięło się z naturopatii.

Jednoznaczne ustalenie wpływu szczepionek na populacje jest zawsze obarczone możliwymi kontrowersjami ze względu na potencjalny wpływ różnych innych czynników. Najlepszy przykład na dobroczynne skutki szczepień pochodzi z Journal of the American Medical Association.

Cel: porównanie zachorowalności i śmiertelności przed i po powszechnym wprowadzeniu zalecanych szczepień przeciw 13 chorobom przeciw którym istnieją szczepionki, które były zalecane już przed 2005 rokiem.

Plan, miejsce i uczestnicy badań: Dla Stanów Zjednoczonych, poziomy odniesienia przed wprowadzeniem szczepionek oceniono na podstawie reprezentatywnych danych historycznych pochodzących z oryginalnych opracowań i porównano do najnowszych danych o zachorowalności (z 2006 roku) i śmiertelności (2004) z powodu błonicy, krztuśca, tężca, poliomyelitis, odry, świnki, różyczki (wliczając wrodzony zespół różyczkowy), inwazyjnego zakażenia Haemophilus influenzae typu b (Hib), ostrego wirusowego zapalenia wątroby (WZW) typu B, WZW typu A, ospy wietrznej, zakażeń dwoinką zapalenia płuc (Streptococcus pneumoniae) i ospy prawdziwej.

Główne mierzone parametry: Liczba przypadków, śmierci i hospitalizacji z powodu 13 chorób przeciw którym istnieją szczepionki. Oceny procentowego zmniejszenia względem poziomu odniesienia dokonano bez korekty ze względu na czynniki mogące wpłynąć na zachorowalność, śmiertelność lub liczbę zgłoszeń.

Wyniki: Wykazano ponad 92% zmniejszenie liczby przypadków i 99% (lub większe) zmniejszenie liczby przypadków śmiertelnych z powodu chorób przeciw którym istniały szczepionki zalecane już przed 1980 rokiem, takich jak błonica, świnka, krztusiec i tężec. W USA zostało wyeliminowane endemiczna transmisja wirusów poliomyelitis, odry i różyczki. Ospa prawdziwa została wyeliminowana na całym świecie. W przypadku większości chorób, przeciw którym szczepionki rekomendowano w 1980 roku lub później, w tym WZW A, ostrego WZW B, Hib i ospy wietrznej zanotowano spadki śmiertelności i zachorowalności o 80% lub więcej. Spadek zachorowań i śmierci z powodu inwazyjnych zakażeń Streptococcus pneumoniae wyniósł odpowiednio 34% i 25%.

Mihalovic, czy możesz podać naukowe dowody pokazujace, że zmniejszenie częstości jakiejś choroby kiedykolwiek w jakikolwiek miejscu na Ziemi było skutkiem naturopatii?

4. Czy możesz wytłumaczyć, w jaki sposób bezpieczeństwo i mechanizm działania szczepionek w ludzkim organizmie są udowodnione naukowo, skoro ich farmakokinetyka (wchłanianie, rozmieszczenie w organizmie, metabolizm i wydalanie składników) nie jest nigdy badana w badaniach szczepionek?

W tym stwierdzeniu jest trochę powierzchownej prawdy. Większość badań farmakokinetycznych jest wykonywana przed klinicznymi badaniami skuteczności. Stąd biorą się faza I i faza II badań klinicznych. Założenie jest takie, że jeśli zbadasz farmakokinetykę szczepionki przeciw grypie w pewnej grupie osób, możesz potem wyniki ekstrapolować na podobne populacje. Jak sądzę, jest to rozsądne założenie. Więc nie, podczas klinicznych badań skuteczności szczepionek nie jest badana farmakokinetyka. Jest ona badana przed badaniami skuteczności. Ale nie jest trudno odszukać badania fazy I i II, jeśli cię to tak wzrusza.

Mihalovic, czy możesz wytłumaczyć, proszę, w jaki sposób bezpieczeństwo i mechanizm działania naturopatycznych medykamentów w ludzkim organizmie są udowodnione naukowo, skoro ich farmakokinetyka (wchłanianie, rozmieszczenie w organizmie, metabolizm i wydalanie składników) nie jest nigdy badana w badaniach naturopatycznych medykamentów?

To już się robi nudne, prawda? Ale powtarzanie jest pożyteczne.

5. Czy możesz podać naukowe uzasadnienie, w jaki sposób wstrzykiwanie do ludzkiego organizmu znanej neurotoksyny ma dobry wpływ na zdrowie i zapobiega chorobie?

Zakładam, że chodzi o rtęć. Może o glin (aluminium). Glinu nie ma w większości szczepionek. A na tym blogu zostało już szczegółowo wyjaśnione, że ilość rtęci czy glinu w szczepionkach jest znikomo mała, i nigdy nie wykazano by powodowały neurotoksyczność po podaniu w dawce i postaci takiej jak w szczepionkach. Nie da się ukryć, że jestem człowiekiem starej daty i uważam, że skutek leku zależy od dawki, i że większa dawka powoduje większy skutek. Natomiast większość naturopatów studiuje homeopatię, gdzie im mniejsza dawka, tym większy efekt. Przypuszczam więc, że moje argumenty wywodzące się z chemii niewiele znaczą dla naturopaty. Ale wolałbym, by mojego appletini nie przygotowywał homeopata.

Oczywiście to nie owa „neurotoksyna” służy zapobieganiu chorobom, tylko antygeny potencjalnego czynnika zakaźnego. Tu zakładam, że autor dziewięciu pytań nie uważa antygenów za neurotoksyny. Choć biorąc pod uwagę rozumienie chorób, jakie demonstruje dalej w tekście, nie jestem szczególnie przekonany, by zasługiwał na domniemanie niewinności, że rozumie o czym pisze.

Czy możesz podać naukowe uzasadnienie, w jaki sposób stosowanie wobec ludzkiego organizmu naturopatii ma dobry wpływ na zdrowie i zapobiega chorobie?

6. Czy możesz podać analizę korzyści i ryzyka pokazującą, że korzyści z wstrzykiwania znanej neurotoksyny są większe niż ryzyko dla ludzkiego zdrowia, gdy celem jest zapobieganie chorobie?

Ponieważ rtęci już nie stosuje się w większości szczepionek, przyjmę na potrzeby dyskusji, że chodzi mu o glin. Ryzyko związane z glinem w szczepionce przeciwko Haemophilus influenzae typu b (Hib), w której glin pełni rolę adjuwantu: zero.

Korzyści z tej szczepionki:

„Na postawie ośmu badań stwierdzono, że skuteczność szczepionki skoniugowanej przeciw Hib wynosiła 84% (iloraz szans [odds ratio, OR] 0.16, 95% przedział ufności [CI] 0.08-0.30) wobec inwazyjnego zakażenia Hib, 75% (OR 0.25, 95%CI 0.08-0.84) przeciwko zapaleniu opon mózgowych i 69% (OR 0.31, 95%CI 0.10-0.97) przeciwko zapaleniu płuc. Poważne skutki uboczne były rzadkie”

Wygląda to na niezły kompromis. Brak ryzyka z powodu aluminium, istotne zmniejszenie zachorowalności i śmiertelności z powodu choroby.

7. Czy możesz podać naukowe uzasadnienie, w jaki sposób ominięcie dróg oddechowych (lub błon śluzowych) jest pożyteczne i w jaki sposób bezpośrednie wstrzyknięcie wirusów do krwi wzmacnia działanie układu odpornościowego i zapobiega zakażeniom w przyszłości?

Cóż, tu pojechał po bandzie. Szczepionek nie wstrzykuje się do krwi, wstrzykuje się je do tkanek miękkich. Pisząc prosto: zakażenie dostaje się do organizmu, organizm produkuje rozmaite przeciwciała skierowane przeciwko elementom czynnika zakaźnego, i kiedy pacjent jest ponownie narażony na zakażenie, wyprodukowane już przeciwciała mogą (o ile pasują do nowego czynnika zakaźnego) unieszkodliwić nowe zakażenie.

Nie ma znaczenia, w jaki sposób antygen jest pokazany układowi odpornościowemu, odpowiedź jest taka sama. Czy grypa jest naturalnie złapana, czy podana jest donosowa, czy domięśniowa szczepionka przeciw grypie – układ odpornościowy wyprodukuje takie same przeciwciała przeciwko białkom wirusa.

Mihalovic pisze dalej:

Propagujący szczepienia nie zdają sobie sprawy, że układ oddechowy człowieka (właściwie wszystkich ssaków) zawiera przeciwciała, które uruchamiajo naturalne odpowiedzi immunologiczne w śluzówce układu oddechowego. Ominięcie śluzówkowej komponenty układu odpornościowego przez bezpośrednie wstrzyknięcie wirusów do krwi prowadzi do uszkodzenia tegoż układu odpornościowego. Z tego powodu chorobotwórcze wirusy i bakterie nie mogą być usunięte przez układ odpornościowy i pozostają w organizmie, gdzie następnie rosną i/lub mutują, podczas gdy osobnik jest narażony na jeszcze więcej antygenów i toksyn ze środowiska, które nieustannie atakują układ odpornościowy.

W branży coś takiego zwiemy bełkotem. Przynajmniej dla mnie ten tekst pozbawiony jest sensu. Niech czytelnicy sami szukują prawdy w powyższym wyimku, może metodami à la kod Biblii.

8. Czy możesz podać naukowe uzasadnienie, w jaki sposób szczepionki miałyby zapobiegać mutacjom wirusów?

To pytanie jest akurat bardzo ciekawe. Nie ma nic wspólnego z powodami, dla których prowadzi się szczepienia, i obawiam się, że nasz nieustraszony naturopata nie za bardzo wie o czym mówi, gdy pisze:

Mimo wstrzyknięcia dowolnego rodzaju szczepionki wirusy nadal krążą w organizmie, mutują i zmieniają się w inne organizmy. Producenci szczepionek potrafią skonstruować szczepionkę przeciw konkretnemu szczepowi wirusa, jednak bez znajomości mutagennych właściwości wirusa umiejętność ta podobna jest strzelaniu w stronę celu, który został już przesunięty w inne miejsce. Strzelaniu w to co było, nie w to co jest!

Mutują i zmieniają się w inne organizmy. Ech. Albo autor pisze niechlujnie (a niechlujne pisanie (nie literówki, logika i dobór słów) to oznaka niechlujnego myślenia), albo jego rozumienie mikrobiologii jest tak głęboko opaczne, że umysł wzdraga się na myśl, że ktoś taki opiekuje się pacjentami. A w Oregonie mógłby przepisywać antybiotyki i inne leki…

Jeśli istnieje populacja wirusów i swoiste przeciwciało przeciw temu wirusowi, wtedy te spośród naturalnie występujących mutantów, które nie są rozpoznawane przez to przeciwciało, mogą mieć przewagę i replikować się częściej. Jest więc możliwe, że szczepionki mogą przyczyniać się do selekcji nowych szczepów czynnika infekcyjnego, ale nie do powstania nowych organizmów.

Zjawisko potencjalnej selekcji nowych mutantów przez szczepionkę przeciw WZW B było badane, i stwierdzono, że nie stanowi problemu.

W przypadku HIV zachodzi ciągła interakcja między odpowiedzią immunologiczną i wirusem, skutkująca powstaniem mutantów, które unikają układu odpornościowego, i, u niektórych pacjentów, prowadząca do narastania replikacji wirusa i pogorszenia obrazu klinicznego choroby. Oh wait, przecież to jest naturalne zakażenie. To się nie może zdarzać. To jest przecież skutek szczepionek.

Nie ma nic niezwykłego w tym, że odpowiedź immunologiczna wywołana przez szczepionki powoduje nacisk selekcyjny na ewolucję czynników zakaźnych. Odpowiedź immunologiczna wywołana przez naturalne zakażenie powinna mieć takie same skutki. Ponieważ odpowiedź immunologiczna na naturalne zakażenie jest szersza – produkowane są przeciwciała przeciwko licznym składnikom czynnika zakaźnego, a nie zaledwie kilka kluczowych przeciwciał indukowanych przez szczepionkę – zastanawiam się, czy naturalne zakażenia nie powinny powodować szybszego tempa mutacji. Zasadą w mikrobiologii jest, że silniejsza presja na organizmy prowadzi do szybszych i bardziej zróżnicowanych mutacji. Skutkiem nadużywania antybiotyków przeciw E. coli jest szybsze, a nie wolniejsze narastanie oporności.

9. Czy możesz podać naukowe uzasadnienie, w jaki sposób szczepienie miałoby być skuteczne wobec wirusa, jeśli pacjent jest zakażony wirusem innego szczepu lub zbudowanym inaczej niż szczep, przeciw któremu stworzono szczepionkę?

Och, pan czarne-białe. Przeciwciała nie działają jak wszystko albo nic, istnieje gradient odpowiedzi między wykształconym przeciwciałem a antygenem, przeciwko któremu jest skierowane. Dobrym przykładem jest grypa H1N1. Osoby, które miały kontakt ze szczepami występującymi w pierwszej połowie XX wieku, posiadały przeciwciała, które częściowo chroniły przed szczepem z 2009 roku. Powód?

Wirus pandemicznej grypy (2009 H1N1) został wprowadzony do populacji ludzkiej niedawno. Gen hemaglutyniny (HA) wirusa 2009 H1N1 pochodzi od „klasycznego świńskiego wirusa H1N1”, prawdopodobnie wywodzącego się od wspólnego przodka z ludzkim wirusem H1N1, który spowodował pandemię w 1918 roku. Wirusy pochodzące od wirusa pandemii 1918 roku nadal są obecne w populacji ludzkiej, a ich antygenowość jest silnie zmieniona. Brakowało dotąd wiedzy o strukturze koniecznej dla porównania antygenowości wirusów 2009 H1N1, wirusa pandemii 1918 roku i wirusa sezonowej grypy H1N1. Używając opartego na homologii modelowania struktury HA, pokazujemy niniejszym, że cząsteczki HA wirusa H1N1 i wirusa pandemii 1918 roku posiadają znaczącą liczbę wspólnych reszt aminokwasowych w znanych determinantach antygenowych, co sugeruje, że istnieją wspólne epitopy dla przeciwciał neutralizujących wiążących krzyżowo obie HA. Zwracano uwagę, że wczesne ludzkie wirusy H1N1 izolowane w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku nadal posiadały niektóre z oryginalnych epitopów, jakie znaleziono również w wirusie 2009 H1N1. Co ciekawe, choć HA wirusa 2009 H1N1 nie posiada licznych N-glikozylacji jakie – jak stwierdzono – są związane ze zmianą antygenową ludzkiego wirusa H1N1, który wywołał dawną epidemię. Zawiera ona jednak szczególne trójkodonowe motywy. Niektóre z tych motywów stały się poprzez mutację pojedynczego nukleotydu miejscami N-glikozylacji u ludzkiego wirusa H1N1. Przeto wysuwamy hipotezę, że miejsca antygenowe HA wirusa 2009 H1N1 zawierające te konserwowane aminokwasy będą wkrótce podlegały wywołanemu przeciwciałami naciskowi selekcyjnemu w populacji ludzkiej. Zaiste, przewidywane przez nas podstawienia aminokwasowe zachodzą w najnowszych wariantach wirusa 2009 H1N1. Niniejsza praca wskazuje, że przeciwciała generowane wskutek naturalnych zakażeń wirusem pandemii 1918 roku lub jego wczesnymi potomkami grają rolę w swoistej odporności wobec wirusa 2009 H1N1, oraz umożliwia wgląd w prawdopodobne przyszłe zmiany antygenowe w ewolucji tego wirusa w ludzkiej populacji.

Oj. Zawiłe.

A wynik?

Ponad 75% potwierdzonych przypadków zakażeń nowym wirusem H1N1 to osoby wieku do 30 lat, maksimum przypadło na zakres 10-19 lat. Mniej niż 3% przypadków wystąpiło u osób powyżej 65. roku życia. Częstość zakażeń malała z wiekiem od 20 do 60 lat. Sekwencjonowanie pokazało, że nowy wirus H1N1 jest szczególnie podobny do wirusów H1N1 obecnych w populacji przed 1943 r. Nowy wirus H1N1 nie posiada miejsc glikozylacji w globularnej „głowie” hemaglutyniny (HA1) w pobliżu regionów antygenowych, podobnie jak szczep pandemii 1918 roku i wirusy H1N1 sprzed wczesnych lat 40. XX wieku. Późniejsze wirusy H1N1 stopniowo uzyskiwały nowe miejsca glikozylacji prawdopodobnie celem osłonięcia epitopów dla przeciwciał, natomiast epitopy dla limfocytów T pozostały względnie niezmienione.

WNIOSKI: W kontekście ewolucji wirusa, Pierworodny Grzech Antygenowy powinien skutkować odpowiedzią immunologiczną tym gorzej dopasowaną do nowego wirusa H1N1, im młodszy jest pacjent. Uważamy, że to właśnie niedopasowanie skutkuje stopniowaniem podatności i niezwykłą zjadliwością wirusa.

Im lepiej przeciwciało jest dopasowane do epitopu (czyli miejsca, z którym przeciwciało się wiąże), tym lepszy skutek, ale nie działa to na zasadzie „wszystko albo nic”. Mihalovic zapewne zapytałby, jaki pożytek z połowy oka, po co komu pół skrzydła? Lub pół mózgu?

Na koniec Mihalovic pisze:

Nigdy nie spotkałem osoby propagującej szczepienia, czy to lekarza czy naukowca, która umiałaby odpowiedzieć na choćby jedno (a cóż dopiero na dziewięć) z tych pytań. Podczas sporu nad dowolnym z tym pytań, osoba taka:

– uzna porażkę i przyzna, że zabito jej klina,

– spróbuje podważyć inne zagadnienia, zupełnie nie związane z pytaniem,

– odpowie opierając się na argumentach historycznych i wynikach wielokrotnie obalonych badań naukowych. Nigdy żaden orędownik szczepionek nie odpowie wprost na te pytania na ogólnie dostępnym forum.

Nie zabito mi klina, nie zadano mi porażki. Umiem szukać informacji medycznych w Pubmedzie.

Moje odpowiedzi odnoszą się bezpośrednio do zadanych pytań.

Moje argumenty opierają się na współczesnych badaniach, które dwunastolatek potrafi znaleźć w czasie poniżej minuty. Wyniki żadnego z tych badań nie zostały obalone nawet raz, a co dopiero wielokrotnie.

Science-Based Medicine to ogólnie dostępne forum.

Czuję się, jakbym wygrał teleturniej Va Banque! grając przeciw profesorowi R.J. Gumby’emu. Żaden honor.

A ludzie dziwią się, że nie uważam za mądre, by naturopaci mogli pracować jako lekarze pierwszego kontaktu.

DODATEK OD REDAKCJI: Medical Voices odpowiedziały emailem na ten post. Naszą odpowiedź opublikowaliśmy tutaj.

 
 
 
Wrrr, pierwsza wersja poszła z mnóstwem błędów, bo wprawdzie Sporothrix je znalazła, ale ja nie umiem obsługiwać WordPressa, coś zapomniałem nacisnąć i poprawki się zapodziały… Teraz powinno być w miarę dobrze.

Trza było jak Mahler

Polecam notkę Doroty Szwarcman traktującą o kretyńskiej prawno-radiowej definicji muzyki polskiej, i co z tego wynika dla Programu 2 Polskiego Radia.

Komentator macias1515 proponuje rozwiązanie: muzyka „poważna” zawsze ma partyturę, która, jeżeli utwór jest oryginalnie polski, zawiera jakieś elementy tekstowe polskie (choćby nazwisko kompozytora, tytuł, cokolwiek) i w ten sposób można ją potraktować jako polską bo z polskim tekstem.

Nazwisko nazwiskiem, ale odpowiedzialność za niepolskość polskich partytur i za kłopoty Dwójki spada na polskich(?) kompozytorów, którzy bezmyślnie podążając za kosmopolityczną modą pisali wskazówki wykonawcze w obcych językach. A nie można było w ukochanej polskiej mowie, o którą nasi dziadowie krew własną przelewali? I to czerpiąc z nieprzebranego skarbca literatury narodowej?

Ot, chociaż by tak:

Zamiast Tutti – pisać: Jednością silni; rozumni szałem

AndanteMaszerują strzelcy, maszerują

Diminuendo – I szła muzyka coraz szersza, coraz dalsza, Coraz cichsza i coraz czystsza, doskonalsza, Aż znikła gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu (trochę długie, ale czego się nie robi dla Ojczyzny)

LentoNajpierw powoli, jak żółw ociężale

Allegro – Szybca!

Allegro assai – Szybca, kruca bomba!

%d blogerów lubi to: