Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Category Archives: boska niekomedia

Zamiast spadochronów i poduszek powietrznych

Jak donosi internetsowa prasa, w Nowym Jorku pewien młodzian, muzyk in spe, zadeklarował na TwarzoKsiążce „I hate my life”, po czym skoczył z dużej wysokości. Czy z balkonu, okna czy dachu, i czy z 40. czy 39. piętra, media nie są pewne. Tym niemniej młodzian trafił do mediów, bo przeżył, tylko sobie nóżki połamał. [Proszę, proszę, człowiek sobie tylko łamie nogi spadając z 40. piętra, a nam salon próbuje wmówić, że po ciut nieudanym lądowaniu ze wszystkich pasażerów samolotu zostają tylko kawałki!].

Spadł na samochód, na tylną szybę*. Samochodem był Dodge Charger, taka luksusowa parasportówa z silnie nachyloną tylną szybą, więc się nie ześlizgnął, tylko stłukł szybę i wylądował na tylnej kanapce.

Media nazwały to cudem, a bohaterem doniesień został, nieomal na równi z młodzianem, właściciel Dodge’a. Który zaraz wiedział, co uratowało desperata. Ochronę przed śmiercią zapewnił mu mianowicie znajdujący się w samochodzie różaniec.

Niniejszym nakłaniam ministerstwa obrony całego świata, by natychmiast rozpoczęły wymianę spadochronów na różańce, oszczędność będzie niebagatelna. 10% zaoszczędzonych pieniędzy uprzejmie proszę przelać na moje konto. Myślę, że należy również seryjnie montować różańce w samochodach i samolotach, by uchronić je przed katastrofami, a pasażerów przed śmiercią. Oh, wait.

Lakonicznie w Washington PostAP, barwniej w Daily News.

* Miałem trochę zagwozdkę, bo media pisały o tym per windshield, co wg mojej wiedzy, wikipedii i słowników oznacza szybę przednią. A przednia szyba kłóci się  z ostatecznym lądowaniem na tylnym siedzeniu tudzież ze zdjęciami. Znajomy Amerykanin wyjaśnił mi jednak, że wbrew słownikom i zdrowemu rozsądkowi, słowa windshield (ochrona przed wiatrem!) używa się również wobec tylnej szyby. Za to nigdy wobec bocznej, która, wydawałoby się, chroni przed wiatrem w stopniu większym nawet niż tylna.

Kasia terrorysia

Przemyślenia Katarzyny Kolendy-Zaleskiej.

Przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu spotykali się religijni fanatycy z antyklerykalnymi bojownikami. Obydwie grupy budzą sprzeciw.

Sprzeciw? Zależy czyj. Są tacy, ja na przykład, którzy czują się całkiem przyjemnie widząc, że w sferze publicznej spoza tłumów religijnych fanatyków, religijnych entuzjastów, religijnych zadumanych, religijnych pochylonych (nad), religijnych łagiewnickich, religijnych toruńskich – wreszcie wychynęli, dotychczas niedostrzegalni, niereligijni. Pani Autorko, chyba wypadałoby się wyraźnie podpisać pod swoimi poglądami, zamiast głosić je niczym uniwersalne prawdy. Na przykład: obydwie grupy budzą mój sprzeciw?

Nawiasem mówiąc, przeciwstawianie religijnych antyklerykalnym jest poplątaniem pojęć, wszak można być religijnym antyklerykałem (znam takich). Jak to powiedział pewien dominikanin (tak się pani Autorka entuzjazmuje dominikanami ze Służewca, a klasyków ulubionego zakonu pani nie zna?): Uważam, że w Polsce, ale nie tylko w Polsce, uczciwy katolik powinien być antyklerykałem. Sądzę, że niereligijnych proklerykałów znalazłoby się także niemało.

Wracając do rzekomo antyklerykalnych bojowników spod krzyża, lecz nie porzucając pomieszania pojęć. Zapewne gdyby „bojowników” zapytać, wielu zaiste zadeklarowałoby antyklerykalizm. Ale przecież nie o to, nie o walkę z władzą kleru chodziło na Krakowskim. Nie tym razem, nie bezpośrednio. To był protest po części przeciw sakralizacji i fetyszyzacji zimnego prezydenta, a po części przeciwko panoszeniu się religijnych (łagiewnickich, toruńskich, zadumanych, fanatycznych, wszystko jedno) w przestrzeniach publicznych – przestrzeni fizycznej, przestrzeni dyskusji, przestrzeni opinii. Przeciwko traktowaniu poglądów, przepisów, wrażliwości religijnych jako absolutnych, jedynych słusznych, stanowiących wyłączny punkt odniesienia. Przeciwko ignorowaniu i wykluczaniu tych, dla których Trójca Święta jest równie niepotrzebnym i dziwacznym konceptem jak Flying Spaghetti Monster. I żeby dołożyć dodatkowy wymiar: nie tylko o głos ateistów i głos religijnych chodzi. Jeśli w poprzednich zdaniach podmienić „religijnych” na „katolickich”, i przeciwstawić ich nie ateistom, a religijnym niekatolicko, pozostaną one prawdziwe.

Może więc, pani Autorko, warto sobie uświadomić, że żyją obok pani ludzie, dla których nie ma nic dziwnego ani strasznego w tym, że krzyż, symbol męki Chrystusa, był dzień po dniu odzierany z sacrum. Za chwilę zostanie kawałkiem zwykłego drewna. Dla nich po prostu jest to kawałek drewna. Nazywanie ich postawy skrajną jest równie uzasadnione, jak nazwanie skrajnymi poglądów samej pani Autorki. Która sądzi, że krzyż to więcej niż kawałek drewna, dla której jest to „najświętszy symbol”, w dodatku odziany w jakieś wielce tajemnicze „sacrum”, z którego go można odrzeć.

Wróć.

Nie.

Równie uzasadnione?

Zaraz.

Pomyślmy, czyja postawa jest skrajna, kto właściwie zasługuje na miano ekstremisty?

Ludzie, którzy zrobili krzyż z puszek piwa? Człowiek, który przebrał się za papieża? Ci, co jedli spaghetti pod pałacem prezydenckim? Ci z drugiej strony, co śpiewali „ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”?

Czy może jednak osoba, która w wielkonakładowym dzienniku ogólnopolskim pisze:

Dziwi tak długa wstrzemięźliwość Kościoła, odcinanie się od „tytułu własności”. Nawet teraz gdy w końcu padają mocne słowa, są to tylko słowa. […]

Pamiętamy, jaką wściekłość świata muzułmańskiego wywołały karykatury Mahometa drukowane w duńskiej prasie. Umiarkowany katolik ma dziś prawo czuć taką samą wściekłość, bo ludzie pod Pałacem Prezydenckim robią sobie z symbolu jego wiary zwyczajny cyrk. Jedni i drudzy. W przypadku Mahometa zareagowali muzułmańscy przywódcy duchowi na całym świecie, potem doszło do protestów wiernych. A chodziło o jeden rysunek w lokalnej gazecie. Tu chodzi o najświętszy symbol w stolicy wielkiego europejskiego kraju. Kraju, który Watykan wciąż uważa za bastion wiary wyróżniający się na tle laicyzującego się kontynentu. I nic.

Co więc pani Autorka proponuje w duchu umiarkowanego katolicyzmu łamanego przez islam? Podpalenia? Próbę morderstwa? A może od razu wysadzić jakiś samolot?

Rosyjski dylemat

Co prawdziwy polski narodowo-katolicki prawicowiec winien sądzić o Rosji?

Z jednej strony wiadomo: toż to bolszewia okrutna, z którą Mesjasz Narodów zmaga się od wieków. Chrobry Kijów Szczerbcem, Moskwa nasza w 1610, Kościuszko, Listopad, Styczeń, kibitki na Sybir, Cud nad Wisłą, 17. września, Katyń 1940, lanie na Powstanie (przez Wisłę), jarzmo komunizmu, wygwizdywanie Kozakiewicza, 13. maja 1981, no i last but definitely not least morderstwo jedynego prawdziwego prezydenta Polski powojennej, czyli Katyń 2010. Wszystko Ruscy.

Z drugiej strony gdzież Jurki, Gowiny i Romaszewskie znajdą tak cudne przykłady wierności ideałom wiary, nawet jeśli wiara ta jest nie całkiem koszerna z racji Filioque i niesłusznej kwaśności chleba co staje się ciałem?

Weźmy wytwarzający produkty mleczne pod marką Рузское молоко (od miasta Ruza, w którym mieści się mleczarnia) agroholding Русское молоко (od wiadomo czego, wierność nie tylko ołtarzowi ale i tronowi). Cóż więc czyni ów holding (oдин из крупнейших, oczywiście), oprócz przetwarzania mleka krów karmionych paszą z własnego zakładu Богородское (nazwa!) w gamę niesłychanie wartościowych produktów?

Wspomaga społeczeństwo na różne sposoby, wozi dzieci na wycieczki, wspiera sierocińce, emerytów, szkoły, organizuje konkursy, sponsoruje drużyny sportowe, a także remontuje cerkwie. Bardzo zacnie. Ale na tym nie koniec.

Propaguje „kulturę prawosławną” – organizował i finansował nieobowiązkowe lekcje tejże w niemal wszystkich szkołach okręgu rejonu ruzskiego, na które uczęszczały setki uczniów, zaopatrzonych przez holding w pomoce naukowe oraz wykształconych odpowiednio nauczycieli. Nadto, firma deklarowała współpracę z kim się da w dziedzinie promowania kultury prawosławnej i wartości chrześcijańskich celem formowania kulturnej, wysoce moralnej oraz zdrowej duchem i ciałem osoby, a także oferowała swoje doświadczenie w temacie nauczania prawosławnego w związku z rozważanym wprowadzeniem tegoż do publicznych szkół rosyjskich. Użyłem w poprzednich zdaniach czasu przeszłego, bo strona internetowa Русского молока jest cokolwiek przestarzała, słowo stało się ciałem, ziarno siane przez holding padło na żyzną glebę, i religia niedawno weszła do publicznych szkół (a kapelani do wojska). Co więcej, dalsze kroki celem skierowania edukacji na słuszne tory są czynione.

No dobrze, powie polski prawicowiec, co w tem wszystkiem nadzwyczajnego? Wszak powyższe (może z wyjątkiem nawoływania Kościoła do słusznych torów) w Polsce mamy od dawna, a działalność Русского молока niczym przełomowym się nie odznacza.

But wait, there’s more! Otóż prezes naszego miłego agroholdingu na uzdrawianiu moralności okolicznej dziatwy nie kończy. Jak doniosła BBC, teraz będzie uzdrawiał własnych pracowników. Pracownicy nieprawosławni – na prawosławne nauki! Pracownicy żyjący w grzechu (znaczy, tylko ślub cywilny) – marsz do cerkwi i brać ślub jak należy! A matki co zabiły nienarodzone dzieciątko spod swych serc – won z roboty. „Z morderczyniami pracować nie chcemy.”

To co drodzy prawicowcy, w obliczu tak spiżowej postawy moralnej chyba wypada rosyjskiemu narodowi przebaczyć zbombardowanie Tutka, przesunięcie pasa startowego i brak stu polskich trumien na składzie w Smoleńsku?

Miętcy na Krakowskim

Miętcy okazali się harcerze. To w końcu ich własny krzyż, własnymi młotkami zbity. Zamiast zakrzyknąć z młodej piersi „Czuwaj!”, zrobić podchody, machnąć finką i saperką, i dechy po prostu zabrać, stali z boku i rozglądali się niepewnie.

Miętkim okazał się Bronek, gospodarz przecież terenu, miętka była jego drużyna. Nawet nie o to mi idzie, że siłom porządkowym rozkazu szarży szwoleżerskiej nie wydali. Ale czy po Świtoniu rozsądnym było przypuszczać, że obrońcy pod presją kilku słów księżowskich i kordonu stójkowych poddadzą szaniec katolicko-narodowy? A tu najwyraźniej żadnego planu B nie było, żadnego konceptu jak ich przesunąć. Siły postały, postały, i postały.  Czy naczelny wódz sił zbrojnych w razie potrzeby ojczyzny będzie bronił z równym zdecydowaniem, jak broni własnego domu przed oblężeniem zewnętrznym i wewnętrznym (do córki zimnego prezydenta piję)?

Miętkim był kler. Ale jak co do Bronka nie wiem, czy jechał strategią przygarnięcia krzyżoszołomów do POwskiego łona, czy bezradnością, tak co do kleru nie mam wątpliwości. Udając, że nie chcą zadzierać z obecną władzą, stanęli po stronie nowych Świtoniów.

Bo, proszę państwa, gdyby kler chciał, to by mógł. Wziąłby megafon lepszy niż ten podkrzyżowych, by ich Bożecośpolskę przekrzyczeć swoim, zebrałby kupę Nyczów w złotych ornatach, sztandary, baldachimy, szeregi diakonów, puzonów, wazonów, ministrantów, dzieweczki z kwieciem, panów z kościelnej służby porządkowej w furażerkach. Na byle Boże Ciało potrafią, że nie wspomnę o wizytach watykańskich wodzów. Zrobiłoby wrażenie i uwiarygodniło stanowisko. A oni posłali trzy znudzone kruczyska z niepodłączonym chyba do niczego mikrofonem, które sobie postały gawędząc między sobą. Pewnie o obiedzie.

Powie ktoś, trzeba było być miętkim, by nie eskalować. Gucio prawda. Co by się stało gdyby ktos odważył się być twardym? Neoświtonie uznaliby, że policja i straż miejska to ZOMO, księża zdrajcy, i w ogóle precz z komuną. Ale byliby przegrani. A na miętko myślą dokładnie to samo, tylko urośli w dumę i poczucie racji – wszak ich bataliony były słabsze, a więc po czyjej stronie stanął Bóg? Prawicowi poeci niedługo wierszem opiewać będą nowy cud nad Wisłą, gdy niezliczone hordy policji na usługach wnuków Wehrmachtu i przyjaciół Moskali ugięły się przed redutą niezłomnych.

I przepadło. Będziemy mieli Pałac Prezydencki u podnóży krzyża jeszcze bardziej.

Co z tym zrobić? Nie wiem. Ale tak sobie myślę, marzę może, czy po lewszej stronie nie znalazłaby się grupka chłopaków i dziewczyn z wielkimi włochatymi cojones, porządna lewacka bojówka, i w duchu Kedywu i Szarych Szeregów nie zrobiła z tym porządku. Tak sobie imaginuję, jak podchodzą do desek imienia Lecha śpiewając Barkę czy inną kolędę, jak pomstują do obrońców na Tuska Iskariotę, a potem myk, myk, sztuczny tłoczek, i dwoje najbardziej rączych sprintem przerzuca dechy do św. Anny. Albo rowerem, by w duchu lewicy XXI-wiecznej przy okazji popropagować eko styl życia.

Po udanej akcji zachęcam bojówkę do wycieczki krajoznawczej do Sejmu. Tam też trzeba posprzątać.

Królowa za kratki

Linkowałem tę historię we wcześniejszej notce, dziś, po wyroku, wracam i opisuję dokładniej.

Toni Sloan, lepiej znana pod wcalenieczerstwym pseudem Queen Antoinette przewodziła baltimorskiej sekcie o równienieczerstwej nazwie One Mind Ministries. Jeden z członków sekty, Javon Thompson, mimo nakazu Queen Antoinette, nie mówił „amen” po posiłkach. Albo przed, doniesienia mediów tu są sprzeczne. Tak czy owak, nie mówił kiedy miał mówić, i Queen zdiagnozowała w nim „ducha rebelii”. I nakazała post – całkowity, ani wody, ani jedzenia. Niech się nauczy!

Post Javona nie nawrócił, nie zaczął mówić „amen”. Może dlatego, że nie dostawał posiłków przed/po których miał to robić? Po jakimś tygodniu przeniósł się do krainy wiecznych łowów. Uparciuszek. Miał 16 miesięcy.

Queen kazała się modlić o jego zmartwychwstanie i pielęgnować go by wrócił do życia. Matka Javona, Ria Ramkissoon (wcalenieczerstwa ksywka: Princess Marie), starała się jak mogła: tańczyła dla syna, śpiewała, nawet próbowała poić trupka wodą. Inni członkowie sekty klęczeli przed zwłokami i się modlili. A Javon nic, zaiste wredny „duch rebelii”. W końcu zapakowali ciało do walizki i jeszcze ponad rok wozili je ze sobą, no bo przecież kiedyś zmartwychwstanie. (You’re doing it wrong, trzeba zawinąć w całun i przywalić głazem, wtedy zadziała już po dwóch dniach!)

Podobnie jak dwoje innych oskarżonych członków sekty, Queen Antoinette nie przyznała się do winy. Najbardziej przejęta była tym, że podczas procesu One Mind Ministries były określane mało pochlebną nazwą „cult”, czyli sekta.  Stwierdziła, że – jako przecież niewinna – nie odczuwa skruchy, i że prawda wyjdzie na jaw. Sąd nie wiedzieć czemu nie uznał tak głębokiej wiary za okoliczność łagodzącą (ciekawe, czy tak samo byłoby nad Wisłą), trzy dni temu Queen dostała 50 lat więzienia. Współoskarżeni tyle samo, ale 35 lat z ich wyroków zostało zawieszone – sędzia uznał, że jest jeszcze dla nich jakaś nadzieja na poprawę. Trochę inne wyroki niż w tej sprawie.

Princess Marie nie pójdzie siedzieć – przyznała się do winy, współpracowała z oskarżeniem, jej sprawa została zawieszona, przechodzi terapię. Pewnie łajdacy terapeuci zniszczą jej wiarę, która jest tak głęboka, że nawet w układzie z oskarżeniem ma klauzulę: jeśli Javon zmartwychwstanie może wycofać przyznanie się do winy, a prokurator wycofa zarzuty. Klauzula ma zastrzeżenie: reinkarnacja się nie liczy.

Źródełka: 1, 2, 3, 4, 5.

By przypadkiem nie pomóc Bolkowi, kopnij Lolka

Od środy pary jednopłciowe mogą składać papiery do ślubu w DC. Pierwsze śluby pewnie dziewiątego marca. Urzędnicy przygotowują się porządnie – spodziewając się dużej liczby zgłoszeń wynajęto dodatkowych pracowników, przygotowano się nawet na ściągnięcie posiłków w razie czego, zmieniono też procedury. W formularzu rubryczki z nazwiskiem groom i bride pytają teraz o nazwisko spouse. Sędzia na zakończenie ceremonii ogłosi nowożeńców legally married, a nie husband and wife. Jak to powiedział główny sędzia: „We want this court to serve the community and be in a position to add to the joy and excitement we expect to see in the couples who come to the court”.

Ale, jak pamiętamy, niektórzy mają z nowym prawem o małżeństwa homoseksualnych zagwozdkę. Katolickie organizacje charytatywne dostają pieniądze od miasta, więc muszą nowego prawa przestrzegać. I obawiając się, że nie daj Panie Jezu będą musiały dawać ubezpieczenie zdrowotne i inne benefits żonom i mężom żon i mężów, zboczeńcom jednym, groziły wycofaniem się z programów prowadzonych wspólnie z miastem.

Zmienili zdanie, znajdując wyjście zaiste salomonowe. Albo raczej herodowe: na wszelki wypadek rozdziabali mieczem wszystkie dzieci. Od wtorku, dzień przed wejściem w życie prawa zezwalającego na małżeństwa gejowskie, Catholic Charities przestają dawać ubezpiecznie zdrowotne małżonkom wszystkich nowozatrudnionych lub nowozaślubionych, homo czy hetero. Podpisano: prezes Catholic Charities, Edward Orzechowski. I kropka.

%d blogerów lubi to: