Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Dwieście lat tłuczenia i nadal nie dociera

Przy okazji wyjaśniania szanownej publice dlaczego Andrzeja Kulisza nie należy słuchać (tu i tu), natknąłem się na przepiękną publikację o szczepionce przeciw ospie prawdziwej.

Autor, Sir Gilbert Blane, analizuje dane o śmiertelności z powodu ospy w Londynie (i nie tylko) wykazując dużą skuteczność szczepienia wirusem krowianki (wakcynacji) i małą skuteczność wariolacji (czyli stosowanego wcześniej szczepienia nieosłabionym wirusem ospy prawdziwej).

Ubolewa, że upowszechnianie szczepień natrafia na opór podsycany nieodpowiedzialnymi publikacjami.

Opisuje podobną nieco do ospy, ale znacznie lżejszą chorobę występującą po dawnych szczepieniach przeciw ospie, analizując jej przebieg i potencjalne niebezpieczeństwa. Innymi słowy analizuje NOPy.

Zwraca uwagę, że skuteczność szczepionki nie jest stuprocentowa, i w związku z tym podkreśla znaczenie powszechności szczepień. Innymi słowy pisze o odporności grupowej.

Wreszcie, pisze o całkowitej eradykacji ospy.

Wszystko niby oczywiste i jakby nienowe, więc czemu o tym piszę? Otóż Blane popełnił tę publikację w roku 1819. Tu cały artykuł – polecam przeczytanie, dziś takim językiem artykułów naukowych się nie pisuje…

Poniżej kilka smakowitszych fragmentów.

 

Wyliczenie liczby ocalonych przez szczepionkę w Londynie

 

O eradykacji ospy w Peru

 

O antyszczepionkowcach i zmarłych, których mają na sumieniu

 

O tym, że niestuprocentowa skuteczność szczepionki jest argumentem za powszechnością szczepień, czyli o odporności grupowej.

 

O eradykacji

Reklamy

16 responses to “Dwieście lat tłuczenia i nadal nie dociera

  1. Pingback: Kulisz część 2 « Miski do mleka

  2. inspektor Kot 8.6.2012, piątek o 11:52:08

    Szczypionki zabijajom!!!!!!

  3. Dr. Andre Kulisz 8.6.2012, piątek o 13:23:48

    Dziekuje za rozpropagowanie mojego nazwiska. Nasze telefony sie urywaja od nowych pacjentow Bede musial dolozyc dodatkowy dzien pracy (z 3 do 4 dni w tygodniu). Jeszcze raz dziekuje.

  4. miskidomleka 8.6.2012, piątek o 13:29:44

    Mam nadzieję, że znacznie więcej osób przekona się i zrozumie, że opowiadasz o rzeczach, o których nie masz pojęcia, nie rozumiesz ich, i że to, co propagujesz, czyli nieszczepienie, będzie kosztowało wiele istnień ludzkich. Kiedy przyjdzie kolejna spowodowana nieszczepieniem epidemia krztuśca (jak niedawno w Kaliforni) czy odry (jak w niektórych krajach Europy), ty będziesz miał na sumieniu ofiary.

    I pomyliłeś notki.

  5. Shinji 9.6.2012, sobota o 18:04:34

    ciekawe czy to w ogóle on czy jakiś troll się podszywa

  6. Magda 12.7.2012, czwartek o 15:41:16

    Rece opadaja,szkoda tylko, ze niektorzy wierza takim postaciom jak ten andre.pierwszy raz poczytalam o tych debilizmach i zabobonach szczepionkowych, ogolnie nie moje tematy, ale rzeczywistosc wymaga zeby sie w niej orientowac przynajmniej. doskonaly research zrobiles o tej pseudo uczelni.

  7. Marek Cyzio 20.7.2012, piątek o 8:36:58

    Ja osobiście jestem za daniem ludziom wyboru czy chcą szczepić dzieci czy też nie. Niech ewolucja działa i eliminuje z puli geny jednostek które nie szczepią dzieci.

  8. miskidomleka 20.7.2012, piątek o 11:04:24

    Marek, Twój pogląd jest dość popularny ale zdradza niezrozumienie istoty sprawy. Ochrona zaszczepionego to tylko część zadania, jakie szczepienie ma do spełnienia. Równie ważna jest ochrona innych osobników, z tego czy innego powodu nieodpornych, którym zaszczepiony nie grozi zarażeniem. Taki osobników jest trochę – osoby, które nie mogą się szczepić z przyczyn medycznych, bardzo małe dzieci które jeszcze nie zostały zaszczepione, czy osoby zaszczepione, o których szczepionka nie okazała się skuteczna (żadna nie jest skuteczna w 100%). Były obliczenia wskazujące, że w pewnym zakresie parametrów niezaszczepiony w wysoko zaszczepionej populacji ma mniejsze szanse złapania choroby niż zaszczepiony w populacji o niskim procencie zaszczepionych. Utrzymywanie tej odporności grupowej („herd immunity”) jest bardzo ważnym zadaniem szczepień, i utrzymanie jej wymaga powszechności szczepień, a więc przymusu. I tylko powszechność szczepień może zaowocować całkowitą eliminacją pewnych chorób, jak to się już stało z ospą prawdziwą czy kięgosuszem u bydła, i czego jesteśmy bliscy z polio (i co mogą zniszczyć talibowie którzy szczepień nie lubią).

    Twoja propozycja jest bliska propozycji, by dać ludziom wolny wybór jeśli chodzi o przestrzeganie czerwonych świateł.

  9. Marek Cyzio 20.7.2012, piątek o 13:51:00

    Widzisz, ja stoję na pozycji że wolność wyboru jest ważniejsza niż dobro ogółu. Tak jak jestem zwolennikiem prawa do posiadania broni (choć dzisiejsze wydarzenia pokazały jakie są koszty tego), tak też jestem za prawem do wyboru czy chcemy szczepić dzieci czy nie. Wolność jednostki jest ważniejsza niż dobro ogółu i nie powinno się jej ograniczać. Natomiast można edukować ludzi, tak by szczepili dzieci dobrowolnie.

  10. miskidomleka 21.7.2012, sobota o 22:28:50

    Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że to co piszesz to marna demagogia, bo „ogół” to nie jest żaden mityczny byt, tylko po prostu inne jednostki. A więc „wolność jednostki jest ważniejsza niż dobro ogółu” należy po prostu tłumaczyć: „wolnoć Tomku w swoim domku, wiszą mi inni”.

    Nie wiem, czemu nie jesteś (czy może jesteś?) zwolennikiem skasowania kar za łamanie przepisów o ruchu drogowym. W końcu wolność jednostki do przejeżdżania na czerwonym świetle nie może być ograniczana. A że taki delikwent oprócz siebie zabije pewnie kogoś innego – cóż, ten inny to tylko „ogół”.

  11. rozie 25.8.2012, sobota o 4:54:47

    Ale o jakich ilościach mówimy? Jaki jest procent ludzi, którzy nie chcą się zaszczepić za darmo porządną szczepionką? Jaka jest skuteczność tejże szczepionki (także procentowo)? Skoro ogół jest ważniejszy, to może niech chcący szczepić wszystkich przymusowo zrzucą się na ubezpieczenie dla ofiar powikłań po szczepieniach (co prawda pomogą jak umarłemu kadzidło, ale)? W końcu szczepionki są bezpieczne, więc w czym problem?

    Poza tym, odporność na daną chorobę nie gwarantuje, że nie będzie się nosicielem. Szczególnie w przypadku chorób bardziej zakaźnych, krótki w odstęp kontaktu osoby odpornej między chorą a zdrową osobą może spowodować zarażenie.

    Przy okazji, miałem psa, który prawie zszedł po szczepieniu na wściekliznę. Dostaliśmy od weterynarza zaświadczenie o tym fakcie, zwolnienie z obowiązku szczepienia przeciw wściekliźnie (o ile nie ze szczepień w ogóle – nie pamiętam). Oczywiście w określonych sytuacjach ma to określone konsekwencje, ale obyło się bez.

  12. miskidomleka 25.8.2012, sobota o 13:20:22

    @rozie
    Jaki jest procent ludzi, którzy nie chcą się zaszczepić za darmo porządną szczepionką?
    Wystarczająco duży by spowodować znaczący wzrost zachorowań na niektóre choroby.

    Jaka jest skuteczność tejże szczepionki (także procentowo)? Zleży której. Jednych większa innych mniejsza. Zresztą wyrażenie skuteczności szczepionki procentowo nie ujmuje złożoności problemu. Osoba, która mimo zaszczepienia zachorowała, zwykle choruje krócej i mniej poważnie niż niezaszczepiona. A więc mniej powikłań i krócej jest potencjalnym źródłem zakażenia. Nie mówiąc o szczepionkach, które wcale lub słabo chronią przed typowymi postaciami choroby ale chronią przed postaciami szczególnie groźnymi.

    Skoro ogół jest ważniejszy, to może niech chcący szczepić wszystkich przymusowo zrzucą się na ubezpieczenie dla ofiar powikłań po szczepieniach
    Dobra, jak już odmawiający szczepień pokryją odszkodowania dla tych, którzy zostali zakażeni i zachorowali z powodu spadku odporności grupowej, jak również koszta społeczne tych zachorowań (nieobecność w pracy, inwalidztwo, obciążenie służby zdrowia).

    Przy okazji, miałem psa, który prawie zszedł po szczepieniu na wściekliznę Aha. Jeśli to w ogóle prawda, to jeden na ile zaszczepionych? A jaki procent nieszczepionych psów (i ludzi) jest w stanie przeżyć zachorowanie na wściekliznę?

  13. rozie 25.8.2012, sobota o 15:09:17

    „Wystarczająco duży by spowodować znaczący wzrost zachorowań na niektóre choroby.” Jakiś konkret może, zamiast końcowej oceny? Bo z kontaktu z okolicami „lobby antyszczepionkowego” (IRL, na imprezie z dzieciakami), przedszkola i znajomych mam wrażenie, że to jest totalny margines, a na dodatek znaczna część z nich jest typu „szczepić, ale później”, po negatywnych doświadczeniach ze szczepionkami i poprzednim dzieckiem. Pomijam, że obecnie (stan na parę lat temu) w Polsce wariant darmowy nie jest porządny – pierwsze szczepienie to kilkukrotne kłucie małego dziecka igłami (co uważam za barbarzyński hardcore i chyba nikt, kogo znam nie zdecydował się na to). „All-in-one” jest płatne.

    „Zleży której. Jednych większa innych mniejsza.” – mówmy o obowiązkowych. To jest proste pytanie. http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/show.html?id=59269 daje takie dane:
    87—99% dzieci nie zachoruje na błonicę, u pozostałych zaś choroba będzie miała łagodny przebieg
    70—100% dzieci nie zachoruje na tężec
    około 85% dzieci nie zachoruje na krztusiec o cięższym przebiegu, a 71–78% wcale nie zachoruje.
    http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/show.html?id=64394 :
    98–100% dzieci po podaniu 3 dawek szczepionki IPV wytwarza przeciwciała ochronne w liczbie zabezpieczającej przed zachorowaniem na wirusowe porażenie dziecięce.

    http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/show.html?id=65179 :
    ponad 95% dzieci nie zachoruje na odrę, świnkę i różyczkę

    Dodanie do tego 1-2% niezaszczepionych (na tyle „wyceniam” antyszczepionkowców) nie zmienia w większości przypadków (poza polio) statystyki (przy widełkach biorę średnią arytmetyczną).

    „Osoba, która mimo zaszczepienia zachorowała, zwykle choruje krócej i mniej poważnie niż niezaszczepiona. A więc mniej powikłań i krócej jest potencjalnym źródłem zakażenia.” – za to więcej powikłań poszczepiennych. Krótszy okres bycia źródłem zakażenia jest IMO pomijalny – osoby chore są przecież izolowane.

    „Dobra, jak już odmawiający szczepień pokryją odszkodowania dla tych, którzy zostali zakażeni i zachorowali z powodu spadku odporności grupowej” – odpada, niemierzalne. Nie jesteś w stanie określić, czy dana konkretna osoba zachorowała na skutek „spadku odporności grupowej”. W przypadku powikłań po szczepieniach jest to stosunkowo proste do ustalenia.
    „jak również koszta społeczne tych zachorowań (nieobecność w pracy, inwalidztwo, obciążenie służby zdrowia).” – jestem za. Tym bardziej, że to jest dość proste do ustalenia – jeśli zachorował (lub dziecko) na chorobę, na którą są „obowiązkowe” szczepienia i nie był szczepiony, to ponosi koszty.
    Przy czym dość niebezpiecznie zbliżasz się do dyktatury pracodawców pt. „ryzykuj swoim zdrowiem i życiem, szczep się na absolutnie wszystko, bo inaczej ja mogę mieć straty”.

    „Aha. Jeśli to w ogóle prawda, to jeden na ile zaszczepionych? A jaki procent nieszczepionych psów (i ludzi) jest w stanie przeżyć zachorowanie na wściekliznę?” Ano prawda. Papierów pewnie już nie wygrzebię, bo pies zszedł parę lat temu, więc pewnie ich już nie ma w domu. Jeden na bardzo wiele zaszczepionych (psów; BTW ciekawe ile z nich jest realnie szczepionych, jeśli wliczymy wsie, zwierzęta bezpańskie itp.), ale już w przypadku kotów masz zupełnie inne proporcje. No i pies żyjący w mieście jest w grupie raczej niskiego ryzyka. Alternatywą było szczepienie i praktycznie pewien zgon psa.

    Co do procentu przeżywających ludzi – żeby zachorować, to najpierw musisz mieć kontakt z chorym zwierzęciem, musi to być kontakt zakaźny (zwykle ugryzienie, przy czym nie każde ugryzienie przez chore zwierzę kończy się zarażeniem człowieka) i dodatkowo musisz zrezygnować z leczenia do czasu wystąpienia objawów. Właśnie dlatego, że ryzyko zakażenia „tak po prostu” jest minimalne, nie szczepi się profilaktycznie ludzi przeciw wściekliźnie. A przecież można by to robić, skoro to taka groźna choroba, prawda?

    Zauważ też, że nawet przeciwko tężcowi nie szczepi się jak leci, cyklicznie przez całe życie, choć w celu utrzymania odporności należałoby to robić.

    I jeszcze jedno pytanie na koniec: co sądzisz o przymusowym obrzezaniu mężczyzn w kontekście „dobra ogółu”, w tym przypadku przenoszenia HIV i HPV?

  14. miskidomleka 25.8.2012, sobota o 20:24:52

    @rozie
    Jakiś konkret może, zamiast końcowej oceny? Bo z kontaktu z okolicami “lobby antyszczepionkowego” (IRL, na imprezie z dzieciakami), przedszkola i znajomych mam wrażenie, że to jest totalny margines,
    Dodanie do tego 1-2% niezaszczepionych
    Gdyby tak rzeczywiście było i pozostało, może problem byłby niewielki. Obejrzyj sobie jednak trzeci rysunek tutaj – z powodu strachów antyszczepionkowych spadek szczepień był o kilkadziesiąt puntów procentowych. Z odpowiedzią w postaci wzrostu zachorowań.

    Albo zobacz sobie obrazek 1 tutaj: http://yakimahealthdistrict.org/documents/providersonly/vaccinerrefusalsnejm2009may.pdf
    Może zaczyna się od 1-2%, kończy się na 10, 15, 25%.

    Niewielki procent odmawiających szczepionek w dużej populacji może brać się z niewielkich geograficznie rejonów gdzie ten procent jest wyższy, co może skutkować mini-epidemiami w tych rejonach
    http://aje.oxfordjournals.org/content/168/12/1389.short

    Tu jest ciekawa analiza (model) jak takie zjawisko lokalnych mód na nieszczepienie może łatwo prowadzić do epidemii choroby http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2607358/?tool=pmcentrez

    za to więcej powikłań poszczepiennych.
    Jakich powikłań poszczepiennych? Częstość poważnych powikłań czy niepożądanych efektów jest znikoma. Pamiętaj, że do baz danych o niepożądanych efektach zazwyczaj wrzuca się wszystko, co się zdarzyło w jakimś czasie po szczepieniu, również bez związku z nim. Jak również rzeczy takie jak jednodniowy ból mięśnia po zastrzyku.

    Do znudzenia będę powtarzał moje porównanie szczepień do zatrzymywania się samochodem na czerwonym świetle. Jest jakieś znikome prawdopodobieństwo, że wskutek dziwnego zbiegu okoliczności niezatrzymanie się na czerwonym może uratować ci zdrowie czy życie. Ale znacznie bardziej prawdopodobne jest zrobienie krzywdy sobie i innym.

    Krótszy okres bycia źródłem zakażenia jest IMO pomijalny – osoby chore są przecież izolowane.
    Chyba żeby nie – już nie mówię o ludziach którzy idą do pracy chorzy, ale w pewnych chorobach zakaźność występuje przed wystąpieniem objawów. Poważnie chorymi ktoś się musi opiekować, może nawet muszą trafić do lekarza/szpitala. Wszystko okazje żeby siać, siać.

    Tym bardziej, że to jest dość proste do ustalenia – jeśli zachorował (lub dziecko) na chorobę, na którą są “obowiązkowe” szczepienia i nie był szczepiony, to ponosi koszty
    Nie jest proste, bo jak ustalisz z winy którego z odmawiających szczepień zachorowała osoba, która nie mogła być zaszczepiona z przyczyn medycznych, lub która się zaszczepiła, ale akurat wpadła w te parę procent osób, u których szczepionka nie była skuteczna?

    Właśnie dlatego, że ryzyko zakażenia “tak po prostu” jest minimalne, nie szczepi się profilaktycznie ludzi przeciw wściekliźnie. A przecież można by to robić, skoro to taka groźna choroba, prawda? Zauważ też, że nawet przeciwko tężcowi nie szczepi się jak leci, cyklicznie przez całe życie, choć w celu utrzymania odporności należałoby to robić.
    No ale to chyba nie muszę tłumaczyć, że każda choroba jest inna i dlatego decyzję o powszechnych szczepieniach podejmuje się w stosunku do poszczególnych chorób a nie hurtem? Wścieklizna ma to do siebie, że nie tylko jest rzadka (dzięki szczepieniom zwierząt i nielicznym okazjom do złapania) ale praktycznie nie przenosi się między ludźmi. Czyli w ogóle nie stosuje się koncept herd immunity w populacji ludzkiej. Tężec również, ponadto jest dobra profilaktyka poekspozycyjna. No w grupach ryzyka się szczepi, bodajże w zeszłym roku dostałem DTP bo minęło 10 lat od poprzedniego teżca. Zresztą muszę spytać kolegów, ale w pewnych grupach ryzyka chyba też szczepi przeciw wściekliźnie.

    I jeszcze jedno pytanie na koniec: co sądzisz o przymusowym obrzezaniu mężczyzn w kontekście “dobra ogółu”, w tym przypadku przenoszenia HIV i HPV?
    Z tego co czytałem, wpływ obrzezania na przenoszenie lub zachorowalność HIV czy HPV jest wysoce wątpliwy. Gdyby był znaczący i wysoki, to mogłoby to mieć sens.

  15. rozie 26.8.2012, Niedziela o 3:02:40

    „Gdyby tak rzeczywiście było i pozostało, może problem byłby niewielki. Obejrzyj sobie jednak trzeci rysunek tutaj – z powodu strachów antyszczepionkowych spadek szczepień był o kilkadziesiąt puntów procentowych. Z odpowiedzią w postaci wzrostu zachorowań.”
    Skąd wniosek, że spadek szczepień ok. 1976 wynika ze strachów? BTW z rysunków 1 i 3 wynika, że wystarczy zaszczepić jedynie 80-90% populacji i jesteśmy w domu.

    „Może zaczyna się od 1-2%, kończy się na 10, 15, 25%.” Przyjąłem. Nie zmienia to faktu, że uważam edukację za skuteczniejszą, niż przymus w tym przypadku. Desperaci przymus i tak obejdą. Na wiele sposobów.

    „Jakich powikłań poszczepiennych?” Wszelkich. O wysokiej gorączce i objawach zbliżonych do lekkiej wersji choroby przy niektórych szczepionkach ostrzegają wprost lekarze i miałem okazję widzieć na żywo u moich dzieci (nie że jakiś dramat totalny, że pędzisz do lekarza czy wręcz pogotowie wzywasz, ale nie klasy 37C, gdzie „samo przejdzie”). Bywają reakcje alergiczne na szczepionki, drobna część z nich zapewne kończy się nawet zgonem. Zresztą wspominałem o psie.
    Trafna jest tu analogia z zatrzymywaniem się na czerwonym. Czasem, bardzo rzadko, właśnie zatrzymanie się na czerwonym będzie przyczyną wypadku, także śmiertelnego. W przypadku ospy prawdziwej (akurat znalazłem, myślę, że rząd wielkości będzie przy innych szczepionkach ten sam) http://en.wikipedia.org/wiki/Smallpox było to: „In the past, about 1 out of 1,000 people vaccinated for the first time experienced serious, but non-life-threatening, reactions including toxic or allergic reaction at the site of the vaccination (erythema multiforme), spread of the vaccinia virus to other parts of the body, and to other individuals. Potentially life-threatening reactions occurred in 14 to 500 people out of every 1 million people vaccinated for the first time. Based on past experience, it is estimated that 1 or 2 people in 1 million (0.000198%) who receive the vaccine may die as a result, most often the result of postvaccinial encephalitis or severe necrosis in the area of vaccination (called progressive vaccinia)” Czyli 1 osoba na 1000 ma poważne objawy, 14-500 na milion reakcje zagrażające życiu, i 1-2 zgony na milion. Więc mówmy o tym wprost, bo sporo antyszczepionkowców uważa, że mamy do czynienia z zatajaniem i spiskiem. Gdyby zaszczepić całą ludność Polski, to mamy 40-80 zgonów.

    „Chyba żeby nie – już nie mówię o ludziach którzy idą do pracy chorzy, ale w pewnych chorobach zakaźność występuje przed wystąpieniem objawów. Poważnie chorymi ktoś się musi opiekować, może nawet muszą trafić do lekarza/szpitala. Wszystko okazje żeby siać, siać.” Myślę, że warto rozpocząć edukację nt. (nie)skuteczności szczepień – mam wrażenie, że w społeczeństwie dominuje pogląd „szczepiony znaczy odporny” (i mówię tu o szczepionkach obowiązkowych, nie o fanaberiach typu grypa, gdzie są różne szczepy itd.). Przyznaję, że przed tą rozmową sam zakładałem skuteczność szczepień obowiązkowych na okolice 99%.

    „Nie jest proste, bo jak ustalisz z winy którego z odmawiających szczepień zachorowała osoba, która nie mogła być zaszczepiona z przyczyn medycznych, lub która się zaszczepiła, ale akurat wpadła w te parę procent osób, u których szczepionka nie była skuteczna?” No już nie przerzucaj błędów producentów szczepionek (szczepionki, których nie można podać ze względów medycznych, szczepionki o niskiej skuteczności) na nosicieli. Odpowiadają za swoje nieobecności/choroby/użycie opieki zdrowotnej. W sumie jakie są trwałe powody, że szczepionki nie można podać ze względów medycznych?

    „Zresztą muszę spytać kolegów, ale w pewnych grupach ryzyka chyba też szczepi przeciw wściekliźnie.” – prawie na pewno tak.
    To, że nie przenosi się między ludźmi nijak ma się do koncepcji nieobciążania służby zdrowia i pracodawcy, a taki argument „zbiorowego dobra” podnosiłeś wcześniej.

    Wycofane (1986 ostatnie kraje, Polska IIRC 1980) zostało też obowiązkowe szczepienie przeciwko ospie prawdziwej, które było skuteczne (95% zaszczepionych wykazywało odporność), znacznie obniżało śmiertelność i nadal jest jakieś ryzyko uwolnienia wirusa. Jakoś nie mam poczucia, że szczepionki są totalnie bezpieczne, a decydenci podejmują zawsze słuszne decyzje. No i decyzja, czy szczepić powinna być IMO różnicowana geograficznie i czasowo.

    „Z tego co czytałem, wpływ obrzezania na przenoszenie lub zachorowalność HIV czy HPV jest wysoce wątpliwy. Gdyby był znaczący i wysoki, to mogłoby to mieć sens.” Wg mojej wiedzy obniża ryzyko infekcji o około połowę (HIV; http://en.wikipedia.org/wiki/Circumcision_and_HIV). Znaczące? Wysokie? WHO zaleca obrzezanie (http://www.who.int/hiv/mediacentre/news68/en/index.html). To jak z tym przymusowym obrzezaniem?

  16. miskidomleka 27.8.2012, poniedziałek o 0:09:47

    Skąd wniosek, że spadek szczepień ok. 1976 wynika ze strachów?
    Z tekstu oryginalnej publikacji. https://www.wp.dh.gov.uk/immunisation/files/2012/07/chap-24-dh_125944.pdf

    i jesteśmy w domu.
    Nie jesteśmy. Ani odra ani krztusiec nie zostały całkowicie wyeliminowane. To, że wykres zachorowań wygląda jakby zszedł do zera, nie znaczy, że jest dokładnie na zerze. Popatrz na skalę. Nie mówiąc o tym, że wykresy dotyczą jednego kraju, do którego nawet po całkowitej lokalnej eliminacji można chorobę zawlec skądinąd.

    Nie zmienia to faktu, że uważam edukację za skuteczniejszą, niż przymus w tym przypadku.
    Wszak uprawiam edukację a nie przymus. Niestety dużo jest fałszywej „edukacji”, a ludzie są tacy, że przymus (kara) bardzo pomaga im w przestrzeganiu rozsądnych zaleceń. Patrz np. zapinanie pasów w samochodach.

    W przypadku ospy prawdziwej (akurat znalazłem, myślę, że rząd wielkości będzie przy innych szczepionkach ten sam)Nie, OIP akurat szczepionka przeciw ospie prawdziwej należy do najmniej bezpiecznych spośród szczepionek które są/były powszechnie stosowane.

    Myślę, że warto rozpocząć edukację nt. (nie)skuteczności szczepień – mam wrażenie, że w społeczeństwie dominuje pogląd “szczepiony znaczy odporny”
    Statystycznie jest znacznie odporniejszy niż nieszczepiony, ale w biologii i medycynie rzadko cokolwiek jest na 100%. Za skomplikowane układy. Szczepionki działają zabezpieczają daną osobę na dwa sposoby, z których żadne nie jest 100% skuteczny, ale złożone do kupy są bardzo skuteczne. Jeden to ochrona bezpośrednia, drugi to zmniejszenie szansy na zetknięcie się z patogenem poprzez odporność grupową. A propos, pozwól, że Ci jeszcze polecę poniższą lekturkę, rzucającą trochę inne światło na potrzebę odporności grupowej.
    http://www.slate.com/articles/health_and_science/medical_examiner/2009/10/a_pox_on_you.html

    No już nie przerzucaj błędów producentów szczepionek (szczepionki, których nie można podać ze względów medycznych, szczepionki o niskiej skuteczności) na nosicieli.
    To nie są błędy producentów szczepionek. To jest życie i biologia.

    W sumie jakie są trwałe powody, że szczepionki nie można podać ze względów medycznych?Trwałe – przebyty wstrząs anafilaktyczny po podaniu składnika szczepionki. Szczepionek atenuowanych nie można stosować u osób z immunosupresją. Inne zwykle można, ale mogą być nieskuteczne/mniej skuteczne. Być może coś jeszcze o czym nie pamiętam/nie wiem.

    To, że nie przenosi się między ludźmi nijak ma się do koncepcji nieobciążania służby zdrowia i pracodawcy
    Ma się, pośrednio. To, że się nie przenosi między ludźmi (ORAZ dostaje się ją od rzadkiego zakażonego zwierzęcia podczas jeszcze rzadszej z nim interakcji) oznacza, że jest to choroba bardzo rzadka, i tu koszt społeczny jest niewielki. Chyba, że nie rozumiem do czego pijesz.

    Wycofane (1986 ostatnie kraje, Polska IIRC 1980) zostało też obowiązkowe szczepienie przeciwko ospie prawdziwej, które było skuteczne (95% zaszczepionych wykazywało odporność), znacznie obniżało śmiertelność i nadal jest jakieś ryzyko uwolnienia wirusa.
    Tak jak pisałem wyżej, szczepienie przeciw ospie prawdziwej łączyło się ze szczególnie wysokim (jak na szczepionkę) prawdopodobieństwem poważnych skutków ubocznych. Nawet gdyby tak nie było, skoro nastąpiła eradykacja, nie byłoby uzasadnione ekonomicznie kontynuowanie szczepień. Hm, a podobno wszystkie WHO siedzą w kieszeni producentów szczepionek, jakich cudem ich nie przekonali. Tak czy owak, chyba przyznasz, że ryzyko uwolnienia wirusa jest w tej chwili znikome.

    Jakoś nie mam poczucia, że szczepionki są totalnie bezpieczne, a decydenci podejmują zawsze słuszne decyzje.
    Rany, nikt nie mówi że są totalnie bezpieczne. Tak jak zapinanie pasów czy zatrzymanie się na czerwonym świetlke czasem może Cię zabić. Czy decydenci podejmują zawsze słuszne decyzje? Może nie – ale jakoś w kwestiach szczepień bardziej ufam decyzjom podejmowanym przez epidemiologów niż decyzjom podejmowanym przez nierozumiejących medycyny rodziców pod wodzą gwiazdek Hollywood.

    No i decyzja, czy szczepić powinna być IMO różnicowana geograficznie i czasowo.
    Do pewnego stopnia jest przecież. Czasowo – nie szczepimy już przeciw ospie prawdziwej czy księgosuszowi. Geograficznie – przeciw niektórym chorobom endemicznym szczepi się tylko tam gdzie, występują – np. przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu. Szczepienia BCG przeciw gruźlicy są w jednych krajach stosowane, w innych nie, w zależności od decyzji odpowiednich instytucji oceniających lokalną sytuację epidemiologiczną. Pamiętaj jednak, że w przypadku chorób przenoszącym się między ludźmi, różnicowanie geograficzne jest cokolwiek ryzykowne. Hint – jak szybko można się dostać samolotem z kontynentu na kontynent?

    Wg mojej wiedzy obniża ryzyko infekcji o około połowę (HIV; http://en.wikipedia.org/wiki/Circumcision_and_HIV). Znaczące? Wysokie? Musiałbym doczytać, bo gdzieś niedawno (przy okazji awantur o obrzezanie w Niemczech) widziałem linki do informacji, że wcale nie obniża. Tak jak napisałem wcześniej, gdyby znacząca i wysoka skuteczność została potwierdzona, myślę, że byłbym za.

%d blogerów lubi to: