Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Explicit

Do USA przyszło Spotify. Które na pierwszy rzut oka wydaje się wyjątkowo bliskie mojego ideału dostępu do muzyki. Ryczałtowa opłata miesięczna i dostęp do mnóstwa muzyki (najchętniej do CAŁEJ wydanej muzyki) przez sieć, w dobrej jakości i bez czekania. Spotify istnieje nawet w wersji bezpłatnej, która jednak ogranicza czas odsłuchu na miesiąc i zmusza do wysłuchania co kilka minut reklamy. Nawiasem mówiąc, strzelanie reklamą muzyki country w kogoś, kto na Spotify nigdy nie słuchał niczego poza poważką, jest raczej nieszczególnie mądre.

Wersja bezpłatna jest (niestety) napisana dość sprytnie i wrednie, nadmierne przyciszenie reklamy w programie lub w systemie wstrzymuje reklamę do czasu przywrócenia słyszalności… Na szczęście ja mam na to analogową gałkę, zresztą jakby się za to brać poważnie, to tylko bez-ogłoszeniowo, za kasę.

Co prędko nie nastąpi, bo jak nieomal wszystko, co żeni nowe technologie z muzyką, do muzyki poważnej Spotify nadaje się marnie.

Bo po każdym kolejnym rzucie oka Spotify okazuje się dalej od ideału. Mimo, że jest szybko i w przyzwoitej jakości.

Bo odtwarzacz Spotify nie umie odtwarzać bez przerw!!! W drugim dziesięcioleciu XXI wieku!!!!!!111 A przecież Spotify nie używa formatu mp3, pod tym względem głupio zaprojektowanego, tak że tylko kombinacja odpowiedniego nowoczesnego enkodera i odpowiedniego odtwarzacza zapewnia brak przerw. Spotify gra nowoczesny format Ogg Vorbis, z natury obsługujący odtwarzanie bez przerw, i poza lenistwem tych, co odtwarzacz pisali, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla czknięcia między Adagio quasi un poco andante a Allegro w kwartecie Op. 131.

Bo informacje o ścieżkach ograniczają się do popowych tagów Title/Artist/Album, w dodatku z typowym bałaganem: pod Artist czasem wpisany jest kompozytor, czasem dyrygent, czasem soliści, czasem orkiestra, czasem jakaś kombinacja powyższych.

Bo interfejs jest marny. Lista utworów startuje ze zbyt wąskimi kolumnami Artist, Title, itd. Można je sobie niby poszerzyć, co z tego, kiedy nie jest to pamiętane, i przy przeglądaniu następnej płyty, czy po powrocie do tej samej, są wąskie jak były. W niektórych sytuacjach nawet nie można sobie poszerzyć.

Bo wyszukiwarka jest denna:

nie ma wyszukiwania po właściwych poważce polach, jak Composer czy Conductor (a można);

„gardiner beethoven symphony 5” nic nie znajduje, bo w tytuł wpisali „No.5”, a cóż to byłby za dziwny pomysł, by kropkę traktować jak separator;

„Musicalisches Opfer”, „Musikalisches Opfer”, „Musical Offering” to dla Spotify zupełnie różne utwory;

gdy zapytamy o coś w rodzaju Don Giovanniego Mozarta, czyli wieloczęściowy utwór z wieloma wykonaniami do wyboru, wyników nie da się sensownie przejrzeć. Dostajemy listę wszystkich ścieżek (kilkadziesiąt na wykonanie!), najpierw niekompletną, po przeskrolowaniu na koniec rosnącą stopniowo do rozmiarów kilometrowych, i nadal nie wiem czy kompletną. Owszem, nad listą ścieżek jest lista znalezionych albumów. Nawet w dwóch formach: tytuły albumów oraz obrazki okładek. Tytułów zmieściło się na moim ekranie aż 8 (niektóre wiele mówiace, np. Mozart – Don Giovanni by Wolfgang Amadeus Mozart). Obrazki są w jednym rządku, więc choć małe i nieczytelne, zmieściły sie dwadzieścia trzy. A wykonań Don Giovanniego Spotify ma więcej. Dupa.

Bo katalog jest przyzwoicie spory, ale nietrudno też namierzyć poważne luki. Koncerty fortepianowe Brahmsa, Gilels/Jochum – nie ma. Symfonie Beethovena pod Immerseelem – nie ma. Missa solemnis pod Gardinerem – nie ma. Herreweghe, pasje Bacha – nie ma żadnego z czterech nagrań. No proszę państwa.

Bo jest też inny, znacznie bardziej wkurzający rodzaj luk. Na 38 ścieżek składających się na komplet symfonii Beethovena pod Gardinerem dostępne jest tylko 15. Co z pozostałymi? The artist/label has chosen to make this track unavailable. If you have the file on your computer you can import it. Nosz jakbym już sobie to kiedyś kupił i miał na komputerze, przecież nie szukałbym na Spotify i nie rozważał płacenia abonamentu za dostęp! Oczywiście Beethoven Gardinera to nie wyjątek. Mesjasz pod Minkowskim – w zasadzie jest, ale He was despised i Surely he hath borne our griefs trzeba dokupić(?). Trzecia symfonia Saint-Saënsa pod Dutoit – z czterech części dostępna jedna (i to nawet nie ta z muzyką ze świnki Babe).

Więc może trochę się pobawię wersją bezpłatną. Ale dopóki te „bo” nie pójdą precz, dopóty moich pieniędzy Spotify nie zobaczy. Żaden produkt nie jest idealny (nawet foobar2000!), ale czy obsuwy nie mogłoby się ograniczać do takich jak na obrazku poniżej?

Reklamy

15 responses to “Explicit

  1. miasto-masa-maszyna 9.8.2011, wtorek o 5:05:46

    Myślę, że nie doczekamy się serwisów dobrze obsługujących powagę dopóki ktoś (chmura Jobsa?) nie opanuje całej reszty rynku. Wtedy może w ramach „domykania luk i nisz” (chmura Jobsa? a może jakaś alternatywa, która zagospodaruje tą konkretną niszę) ktoś się wreszcie za to weźmie porządnie. A do tego czasu pozostaje nam kupno muzyki w detalu (CD, pliki).

  2. mamula66 12.8.2011, piątek o 13:46:16

    Rhapsody (Rhapsody.com) istnieje od co najmniej paru lat (5 albo 6). Oferuje muzyke subskrybowana (do sluchania), muzyke „to go” (do sciagniecia na autoryzowany MP3 player; co miesiac trzeba odnawiac licencje przez podlaczenie playera do komputera), umozliwia kupowanie muzyki w formacie MP3 oraz „burning” wprost na CD.

    Sluchac tez mozna na telefonie z Androidem

    Odtwarza sie albo przy pomocy aplikacji zaladowanej do peceta (ta jest potzrebna w wersji „to go”) albo wprost ze strony webowej Rhapsody. Jakosc odtwarzania doskonala, bez pzrerw itede. I nei dziwota, Rhapsody to spin-off Real Networks i uzywa ich technologii. No i mieli dosyc czasu zeby doprowadzic jakosc do nalezytego poziomu

    Dla milosnikow muzyki klasycznej i jazzu jest serwis firmy plytowej NAXOS (Naxos Music Library, prosze zapuscic google). Oferuje steraming w trzech standardach (FM, near CD, CD) za niewielkie pieniadze. Subskrybuje „near CD” z pelna satysfakcja

  3. miastomasamaszyna 12.8.2011, piątek o 13:52:58

    @mamula66
    Ale żaden szanujący się meloman nie wejdzie w serwis dający mu dostęp do płyt tylko jednej wytwórni. Bo co jeśli mój ulubiony dyrygent podpisze kontrakt z inną? Albo inna wytwórnia wyda nagle jakieś objawienie? Będę korzystał z 4-7 różnych serwisów? To bez sensu nie tylko z punktu widzenia wygody użytkowania, ale nawet finansowego (płacę 7 różnych abonamentów, choć korzystam tylko z jednego na raz – może nawet kupowanie płyt wyjdzie taniej).

    Jeśli już zgodzę sie płacić tylko za prawo do słuchania muzyki, bez jej posiadania, to muszę mieć dostęp do naprawdę szerokiego katalogu.

  4. miskidomleka 12.8.2011, piątek o 16:04:51

    @mamula66

    test: „gardiner beethoven”
    Spotify:
    – Leonora/Fidelio (całość, 3 CD)
    – komplet dziewięciu symfonii (niestety, jak pisałem z poważnymi lukami „The artist/label has chosen to make this track unavailable”, 5 CD)
    – komplet pięciu koncertów fortepianowych + Fantazja Op80 + 2. symfonia (całość, 4 CD)
    – Leonora (2 CD)
    – symfonie 5+6 (1 CD, te same luki co w komplecie symfonii)
    – msza C-dur op. 86 + drobiazgi (dużo luk)
    – komplet 9 symfonii (inna okładka, te same luki)
    – 9. symfonia (te same luki)

    Rhapsody:
    – 9. symfonia,

    test „mozart currentzis”
    Spotify: jest co trzeba
    Rhapsody: nie ma nic

    test „herrweghe bach”
    Spotify:
    – msza h-moll (x2 to samo nagranie)
    – motety (2 CD)
    – kantaty (4 CD)
    – 4 małe msze (2 CD)
    – oratorium bożonarodzeniowe (2 CD)
    – jeszcze 1 CD C.P.E. Bacha
    Rhapsody:
    – 0 (ZERO) albumów, trzy ścieżki z mszy h-moll, pietnaście z 22-ścieżkowego C.P.E.

    Podsumowując, Spotify jest słabe, Rhapsody jest beznadziejne

    Naxos – kolega miastomasamaszyna już podsumował. Duży repertuar, ale wykonawców wielu nie mają, w dodatku zazwyczaj z drugiej półki.

    Co do odtwarzania bez przerw przez Rhapsody, nie masz racji:
    http://forum.rhapsody.com/rhapsody/topics/rhapsody_needs_gapless_playback
    oraz:
    „Rhapsody is 192k MP3 CBR (and not encoded for gapless support). Spotify is either 160k or 320k Vorbis VBR and is gapless (although ironically not in their own desktop or mobile apps). ”
    http://forums.slimdevices.com/showthread.php?p=643060

    Spotify mimo zastrzeżeń coraz bardziej mi się podoba, luki w repeartuarze wyglądają (na tle podobnych alternatyw) na stosunkowo niewielkie, a wpierdalające się co kilka ścieżek wrzaskliwe reklamy popu powoli popychają mnie do wyłożenia mimo wszystko kasy na wersję płatną.
    Gdyby tylko nie brakowało tych pojedynczych ścieżek z albumów tu i ówdzie…

  5. mamula66 12.8.2011, piątek o 17:09:06

    miastomaszyna: „Ale żaden szanujący się meloman nie wejdzie w serwis dający mu dostęp do płyt tylko jednej wytwórni”

    No pewnie, lepiej nie miec nic. Tak na marginesie, NML mial bardzo dobre recenzle w The Gramophone i Stereophile. Oba pisma maja dosyc wysoko ustawiona poprzeczke jak idzie o wymagania

    Naxos Music Library jest serwisem firmy NAXOS a nei sklepem firmy NAXOS i ow serwis bynajmniej nie ogranicza sie do plyt produkcji NAXOS.

    Zas zastzrezenia co do Rhapsody…. Moze i nei ejst najlepsza, ale byla na rynku gdy nic innego nie bylo. A za 10 dolcow miesiecznie wymaganie mozna miec tylko za 10 dolcow miesiecznie. Dobrze ze Spotify sie pokazalo bo pojawi sie konkurencja

  6. miastomasamaszyna 12.8.2011, piątek o 17:14:51

    @mamula66
    No pewnie, lepiej nie miec nic.

    To Twoje problem. Ja mam naprawdę sporo płyt, więc dla mnie serwis sieciowy nie jest alternatywą typu coś albo nic.

    Naxos Music Library jest serwisem firmy NAXOS a nei sklepem firmy NAXOS i ow serwis bynajmniej nie ogranicza sie do plyt produkcji NAXOS.

    Ale i tak jest żałośnie wąski.

    Moze i nei ejst najlepsza, ale byla na rynku gdy nic innego nie bylo.

    To postawmy jej za to pomnik w internecie, ale to żaden argument w biznesie.

  7. mamula66 12.8.2011, piątek o 17:30:13

    miastomaszyna: „To Twoje problem. Ja mam naprawdę sporo płyt, więc dla mnie serwis sieciowy nie jest alternatywą typu coś albo nic.”

    Ja tez mam sporo plyt. Ale nie mam i nigdy nie bede mial tyle ile bym chcial miec. Wiec serwis sieciowy, nawet byle jaki jest dla mnie wartosciowy.

  8. miastomasamaszyna 12.8.2011, piątek o 17:31:56

    Nie ilość się liczy a jakość. Jeśli nie mają tego na co mogę mieć w danej chwili ochotę, to nie widzę żadnego powodu by płacić za taki serwis. End of story.

  9. mamula66 12.8.2011, piątek o 17:54:47

    miastomaszyna: „Nie ilość się liczy a jakość. Jeśli nie mają tego na co mogę mieć w danej chwili ochotę, to nie widzę żadnego powodu by płacić za taki serwis. End of story.”

    Fajnie. Zgodzimy sie ze twoje zabawki sa najladniejsze. Na calym podworku

    No i jak nie chcesz, to nie plac. Zyjemy w wolnych krajach

  10. miastomasamaszyna 12.8.2011, piątek o 17:57:04

    Fajnie. Zgodzimy sie ze twoje zabawki sa najladniejsze. Na calym podworku

    A tłumacząc na polski, to o co Ci chodzi?

  11. A.L. 12.8.2011, piątek o 19:06:33

    miastomaszyna: „A tłumacząc na polski, to o co Ci chodzi?”

    End of story

  12. miss.take 3.10.2011, poniedziałek o 3:37:35

    Polazłem za linkiem, który wstawiłeś u wo. Przeczytałem i ok, Spotify nie jest doskonałą i wyśnioną usługą dla wielbicieli m. poważnej. Myślę jednak, że jest najlepsza z obecnie istniejących, chociaż mogę się mylić, bo nie używam innych. Nie wiem jakie przewagi ma groveshark czy zune pass.
    Co do wyszukiwarki, to nie miałbym pretensji do Spotify, bo oni nie budują przecież własnej bazy danych from scratch ale dostają otagowane tracki z record labels. W tagach jest chaos, bo nie ma standardu tagowania i dlatego dostajesz babole w wynikach wyszukiwania. Amazon też ich używa i też traktuje „Musikalisches Opfer” i „Musical Offering” jako różne albumy.
    Co do brakujących tracków Gardinera, to muszę się pochwalić, że ja mam wszystkie 38. Nie sprawdzałem innych twoich przykładów. Widocznie labele w USA nie zgodziły się na udostępnienie całości w bibliotece Spotify, u nas w Szwecji też tak było na początku ale teraz luki zdarzają się sporadycznie.

  13. miskidomleka 3.10.2011, poniedziałek o 21:17:47

    @miss.take

    Myślę jednak, że jest najlepsza z obecnie istniejących, chociaż mogę się mylić, bo nie używam innych.
    Aha. Po przetłumaczeniu „nie wiem, ale mam rację”.
    Że możesz akurat rację mieć, inna sprawa, ale to tylko bardzo źle świadczy o wszystkich dostępnych rozwiązaniach dla słuchających poważnej.

    Nie wiem jakie przewagi ma groveshark czy zune pass.
    Zune pass nie znam, Groveshark ma słabą wyszukiwarkę (pod pewnymi względami ciut lepszą niż Spotify), marny i źle działający interfejs przez przeglądarkę (nie osobna aplikacja jak Spotify), i nie ma gapless.

    W tagach jest chaos, bo nie ma standardu tagowania i dlatego dostajesz babole w wynikach wyszukiwania. Amazon też ich używa i też traktuje „Musikalisches Opfer” i „Musical Offering” jako różne albumy.
    Hm, jak wejdę w zaawansowane wyszukiwanie muzyki klasycznej i wpiszę jeden z tych terminów jako Album/Work Title, to na dalszych pozycjach wyskakują płyty opisane – o ile dobrze widzę – drugim terminem.
    Zauważ, że Amazon przynajmniej posiada wyszukiwarkę zorientowaną klasycznie, choć zdaje się jest to w znaczym stopniu ściema, wrzucenie Bernstein jako kompozytor wyrzuca na pierwszych miejscach głównie płyty Bernsteina jako dyrygenta. Więc też nie jest dobrze.
    Ale przynajmniej wrzucenie „Don Giovanni” zwraca listę albumów którą da się sensownie przejrzeć, widząc nazwiska dyrygenta i solistów.
    Aha, wyszukiwarka na Passionato nieźle sobie radzi z Bernsteinem kompozytrem. Więc można.

    Co do brakujących tracków Gardinera, to muszę się pochwalić, że ja mam wszystkie 38. Nie sprawdzałem innych twoich przykładów. Widocznie labele w USA nie zgodziły się na udostępnienie całości w bibliotece Spotify
    Masz niestety rację. UK też z tego co wiem ma dużo lepiej niż USA.

  14. Pingback: Spotify coraz gorzej « Miski do mleka

%d blogerów lubi to: