Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

I się doczekałem

Od momentu gdy w Aviation Herald przeczytałem o wczorajszym awaryjnym lądowaniu Tu-154M w Iżmie, czekałem kiedy (nie czy!) wypadek ten wykorzysta w swym wybitnym śledztwie niezrównany poseł Macierewicz.

Długo czekać nie musiałem. Przenikliwy Antoni przeczytał, że pasażerowie powiedzieli „ścinaliśmy czubki drzew” – ergo skrzydło polskiego Tutka nie mogło ulec poważnemu uszkodzeniu w zderzeniu ze smoleńską brzozą. Proste.

Słusznie dążąc do ustalenia jedynie słusznej prawdy, nasz narodowy detektyw pomija niesłuszne drobiazgi. Przecież całkowicie nieistotne jest, że polski Tu uderzył w 30-40 cm drzewo przed lądowaniem, a więc z prędkością ocenianą zwykle na około 270-300 (brak tu precyzyjnych danych na razie) km/h. Że przy tej szybkości uderzenie nie tylko uszkodziło skrzydło, ale zapewne spowodowało obrót znajdującego się w powietrzu samolotu, co raczej nie pomogło pasażerom.

Natomiast według obecnie dostępnych informacji rosyjski Tu wylądował na pasie lotniska. Pasie za krótkim, w dodatku za szybko, bo bez klap (wprawdzie stracił elektrykę, a nie napędzającą m.in. klapy hydraulikę, dźwignie klap wymagają jednak elektryczności). Ale jednak pasie długości 1325 m, więc można zakładać przynajmniej około kilometra intensywnego hamowania wspomaganego rewerserami (działały, widać to na zdjęciach) zanim samolot wyjechał z pasa i zakończył dobieg w czymś, co na zdjęciach wygląda jak chuderlawy młodniaczek, krze jakieś nieomal, a nie solidne drzewa o średnicy po 30 cm.

Oczywiście takie wczesne dane są niepewne, zapewne w części błędne, ale wyciąganie z tych danych wniosków, jakie wyciągnął Macierewicz pozwala wyłącznie wyciągnąć wnioski na temat pożałowania godnego stanu umysłu Macierewicza.

 
 

Aha, a nakręcanie dramatyzmu przez gazeta.pl za Russia Today słowami Według internetowego portalu Russia Today lądowanie miało miejsce w ekstremalnie trudnych warunkach. Piloci posadzili maszynę „na ślepo”, bez działających przyrządów po dwóch nieudanych podejściach do lądowania wygląda na, jakby to powiedzieć, nakręcane.

Nie twierdzę, że było tam łatwo, ale na ślepo w ekstremalnie trudnych warunkach? Prawie bezwietrznie, widoczność 12 km, podstawa chmur 400 m (w Smoleńsku, przypomnijmy, 300-500 m  i 40-50 m). I zdziwłbym się, gdyby w Tu-154M  podstawowe przyrządy (wysokościomierz, prędkościomierz, wariometr, kompas) nie miały wersji zapasowych działających bez zewnętrznego zasilania.

Reklamy

5 responses to “I się doczekałem

  1. ztrewq 8.9.2010, środa o 13:56:56

    Ale z czym Ty w ogóle… tak jakbyś nie pisał o gościach, dzięki którym powstał dlaczegonienapalm.

  2. asmoeth 8.9.2010, środa o 14:10:01

    Nie jest to pierwszy raz, kiedy słyszymy, że „a ten samolot się nie rozleciał i ktoś przeżył, ergo ładunek termobaryczny”. Tym razem w roli głównej pojawił się Tu 154. Zresztą, to przecież ludzie, którzy chodzą na bardzo prostych podzespołach.

    Samolot? Check.
    Ruski? Check.
    Rozbił się? Check.
    Wniosek? To taka sama sytuacja!

  3. RobertP 9.9.2010, czwartek o 2:55:27

    Ciekawe ile godz. lotu mieli piloci i kiedy ostatnio ćwiczyli na symulatorze?

  4. cmos 24.9.2010, piątek o 7:18:11

    „I zdziwłbym się, gdyby w Tu-154M podstawowe przyrządy (wysokościomierz, prędkościomierz, wariometr, kompas) nie miały wersji zapasowych działających bez zewnętrznego zasilania.”

    To chyba nie całkiem tak działa – jak się przypadkiem dowiedziałem oglądając z dzieckiem „Die Sendung mit der Maus” o produkcji Airbusa to samoloty mają na wypadek awarii zasilania takie wysuwane śmigiełko z prądniczką. I ta prądniczka daje w sytuacji awaryjnej prąd dla podstawowych urządzeń (to w końcu jest flight-by-wire i bez prądu nie działa dokładnie nic). Nie jestem pewien czy w Tu-154 jest tak samo, ale raczej tak.

  5. Pingback: Hamowanie – kontynuacja « Miski do mleka

%d blogerów lubi to: