Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Kasia terrorysia

Przemyślenia Katarzyny Kolendy-Zaleskiej.

Przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu spotykali się religijni fanatycy z antyklerykalnymi bojownikami. Obydwie grupy budzą sprzeciw.

Sprzeciw? Zależy czyj. Są tacy, ja na przykład, którzy czują się całkiem przyjemnie widząc, że w sferze publicznej spoza tłumów religijnych fanatyków, religijnych entuzjastów, religijnych zadumanych, religijnych pochylonych (nad), religijnych łagiewnickich, religijnych toruńskich – wreszcie wychynęli, dotychczas niedostrzegalni, niereligijni. Pani Autorko, chyba wypadałoby się wyraźnie podpisać pod swoimi poglądami, zamiast głosić je niczym uniwersalne prawdy. Na przykład: obydwie grupy budzą mój sprzeciw?

Nawiasem mówiąc, przeciwstawianie religijnych antyklerykalnym jest poplątaniem pojęć, wszak można być religijnym antyklerykałem (znam takich). Jak to powiedział pewien dominikanin (tak się pani Autorka entuzjazmuje dominikanami ze Służewca, a klasyków ulubionego zakonu pani nie zna?): Uważam, że w Polsce, ale nie tylko w Polsce, uczciwy katolik powinien być antyklerykałem. Sądzę, że niereligijnych proklerykałów znalazłoby się także niemało.

Wracając do rzekomo antyklerykalnych bojowników spod krzyża, lecz nie porzucając pomieszania pojęć. Zapewne gdyby „bojowników” zapytać, wielu zaiste zadeklarowałoby antyklerykalizm. Ale przecież nie o to, nie o walkę z władzą kleru chodziło na Krakowskim. Nie tym razem, nie bezpośrednio. To był protest po części przeciw sakralizacji i fetyszyzacji zimnego prezydenta, a po części przeciwko panoszeniu się religijnych (łagiewnickich, toruńskich, zadumanych, fanatycznych, wszystko jedno) w przestrzeniach publicznych – przestrzeni fizycznej, przestrzeni dyskusji, przestrzeni opinii. Przeciwko traktowaniu poglądów, przepisów, wrażliwości religijnych jako absolutnych, jedynych słusznych, stanowiących wyłączny punkt odniesienia. Przeciwko ignorowaniu i wykluczaniu tych, dla których Trójca Święta jest równie niepotrzebnym i dziwacznym konceptem jak Flying Spaghetti Monster. I żeby dołożyć dodatkowy wymiar: nie tylko o głos ateistów i głos religijnych chodzi. Jeśli w poprzednich zdaniach podmienić „religijnych” na „katolickich”, i przeciwstawić ich nie ateistom, a religijnym niekatolicko, pozostaną one prawdziwe.

Może więc, pani Autorko, warto sobie uświadomić, że żyją obok pani ludzie, dla których nie ma nic dziwnego ani strasznego w tym, że krzyż, symbol męki Chrystusa, był dzień po dniu odzierany z sacrum. Za chwilę zostanie kawałkiem zwykłego drewna. Dla nich po prostu jest to kawałek drewna. Nazywanie ich postawy skrajną jest równie uzasadnione, jak nazwanie skrajnymi poglądów samej pani Autorki. Która sądzi, że krzyż to więcej niż kawałek drewna, dla której jest to „najświętszy symbol”, w dodatku odziany w jakieś wielce tajemnicze „sacrum”, z którego go można odrzeć.

Wróć.

Nie.

Równie uzasadnione?

Zaraz.

Pomyślmy, czyja postawa jest skrajna, kto właściwie zasługuje na miano ekstremisty?

Ludzie, którzy zrobili krzyż z puszek piwa? Człowiek, który przebrał się za papieża? Ci, co jedli spaghetti pod pałacem prezydenckim? Ci z drugiej strony, co śpiewali „ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”?

Czy może jednak osoba, która w wielkonakładowym dzienniku ogólnopolskim pisze:

Dziwi tak długa wstrzemięźliwość Kościoła, odcinanie się od „tytułu własności”. Nawet teraz gdy w końcu padają mocne słowa, są to tylko słowa. […]

Pamiętamy, jaką wściekłość świata muzułmańskiego wywołały karykatury Mahometa drukowane w duńskiej prasie. Umiarkowany katolik ma dziś prawo czuć taką samą wściekłość, bo ludzie pod Pałacem Prezydenckim robią sobie z symbolu jego wiary zwyczajny cyrk. Jedni i drudzy. W przypadku Mahometa zareagowali muzułmańscy przywódcy duchowi na całym świecie, potem doszło do protestów wiernych. A chodziło o jeden rysunek w lokalnej gazecie. Tu chodzi o najświętszy symbol w stolicy wielkiego europejskiego kraju. Kraju, który Watykan wciąż uważa za bastion wiary wyróżniający się na tle laicyzującego się kontynentu. I nic.

Co więc pani Autorka proponuje w duchu umiarkowanego katolicyzmu łamanego przez islam? Podpalenia? Próbę morderstwa? A może od razu wysadzić jakiś samolot?

Reklamy

12 responses to “Kasia terrorysia

  1. nameste 18.8.2010, środa o 15:16:56

    Dziwne są meandry kariery medialnej tej sympatycznej, ale niezamądrej pańci.

  2. Aethelstan 18.8.2010, środa o 17:40:21

    Po K-Z nie spodziewajcie się ani tolerancji, ani szczególnie inteligentnych wypowiedzi. Pamiętam jeszcze, jakie wrażenie wywarł na mnie artykuł tej, z niewiadomych przyczyn (cthulhańska infiltracja?) wydrukowany w Wyborczej, w którym nawoływała do rezygnacji z demokratycznych wyborów prezydenta:

    http://wyborcza.pl/1,76842,7764148,Kto_z_nas_chce_kampanii_.html

  3. miskidomleka 18.8.2010, środa o 21:36:18

    @Aethelstan
    Bardzo dziękuję, przeczytałem wówczas to rzewne emo (
    Jak się w takiej sytuacji ma odnaleźć klasa polityczna, tak okrutnie poraniona i osierocona? Jak ma wyjść na spotkanie z równie zagubionych i osieroconym społeczeństwem
    ), ale już zapomniałem, że to także jej płód.

  4. janekr 19.8.2010, czwartek o 3:39:08

    „Sądzę, że niereligijnych proklerykałów znalazłoby się także niemało.”
    Eeee, tu chyba lekko przesadziłeś, autorze.

  5. asmoeth 19.8.2010, czwartek o 5:24:14

    Czyli, krótko mówiąc, zdaniem pani Kasi, prawda o krzyżu na Krakowskim Przedmieściu leży pośrodku. Nic nowego.

  6. miskidomleka 19.8.2010, czwartek o 8:20:35

    @janekr

    Może przesadziłem z „niemało”. Ale ciekawe, ilu np. znalazłoby się wykonujących swój zawód, ale kompletnie nie wierzących w całą religijną otoczkę księży, którzy dla własnej wygody i dobrobytu, czy z nadziei na ucieczkę przed odpowiedzialnością za jakieś swoje nieczyste zagrania, popierają jak najwięcej przywilejów i władzy dla kleru? Ilu polityków, którzy w żadne religie nie wierzą, ale popierają przywileje księżowskie cynicznie licząc na wdzięcznościowe poparcie z ambony?

  7. nameste 19.8.2010, czwartek o 10:49:25

    @janekr, miskidomleka:

    Albo ginekologów, co to mają klauzulę sumienia pod ręką na NFOZowskiej posadzie, a robią kasę na AAAaaaaaby prywatnie; toż KK napędza im klientelę.

  8. miskidomleka 19.8.2010, czwartek o 23:50:03

    @nameste – oczywiście, wielce trafna uwaga.

  9. telemach 20.8.2010, piątek o 10:56:00

    @nameste:
    no i głęboko wierzący ginekolodzy, którzy robią TO „żeby przeżyć”. Ci są dopiero tragiczni. Nie powinniśmy o nich zapominać.

  10. janekr 20.8.2010, piątek o 13:54:44

    „ilu np. znalazłoby się wykonujących swój zawód, ale kompletnie nie wierzących w całą religijną otoczkę księży, ”

    „Albo ginekologów, co to mają klauzulę sumienia pod ręką na NFOZowskiej posadzie, a robią kasę na AAAaaaaaby prywatnie; toż KK napędza im klientelę.”

    Aaaa… to różnica terminologiczna. Nie nazwałbym takiego „proklerykałem”. Z kolei niewierzącego księdza nie nazwałbym „niereligijnym”.

    Przyznam się. Przeczytałem tekst Kasi i stwierdziłem, że zgadzam się z prawie każdym zdaniem. Przeczytałem ten wpis i stwierdziłem, że zgadzam się z prawie każdym zdaniem.
    Co robić, jak żyć…

  11. sendaianonymous 24.8.2010, wtorek o 12:51:46

    hurr hurr, fatwa envy. kasia, ojej.

  12. wo 26.8.2010, czwartek o 16:38:16

    „Co robić, jak żyć…”

    May I suggest lejce + stodoła?

%d blogerów lubi to: