Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Wstępny raport

Samolot sprawny, żadnych śladów wybuchu, ognia, awarii w powietrzu, czy też ataku terrorystycznego.

Wystarczająca ilość paliwa by dolecieć na inne lotnisko.

Urządzenia (radiolatarnie, oświetlenie, itp.) na lotnisku w Smoleńsku sprawne.

Załoga o niezbyt wielkim doświadczeniu, w szczególności na Tu-154.

Brak szczegółowego programu treningowego dla załóg w 36tym pułku. Brak regularnych ćwiczeń na symulatorach.

Załoga poinformowana o złych i niewystarczających warunkach atmosferycznych przez kontrolerów z Mińska, dwukrotnie przez wieżę Smoleńska, i trzykrotnie przez załogę polskiego Jaka-40, który lądował w Smoleńsku póltorej godziny przed katastrofą. Jak również o tym, że niedługo przed próbą lądowania Tu rosyjski Ił-76 podszedł do lądowania dwukrotnie, nie wylądował, odleciał na inne lotnisko.

Czterech zamiast trzech członków załogi w kokpicie (wbrew pozorom to nie lepiej, bo procedury są rozpisane na trzy osoby).

Co najmniej dwie obce osoby w kokpicie, otwarte drzwi do kokpitu.

Załoga wykonywała próbę podejścia do wysokości decyzji (100 m powyżej poziomu pasa). Została poinformowana przez kontrolera, że powinni być gotowi do odejścia na drugi krąg.

TAWS działał i ostrzegał „Terrain ahead”, a potem „Pull up!”. Ostrzeżenie „Pull up!” zostało podane 18 sekund przed uderzeniem w brzozę o 30-40 cm średnicy pnia, uderzeniem, które rozpoczęło destrukcję samolotu.

Samolot zniżał się na autopilocie. Poszczególne komponenty autopilota zostały wyłączone 5/4/0 sekund przed uderzeniem w brzozę, wyłączenie wynikało z decyzji odejścia na drugi krąg. Pierwszy uderzenie, 260 m przed brzozą (prawdopodobnie około 3-3,5 sekundy wcześniej – mdm), było w przeszkodę 15 m poniżej poziomu pasa.

Po uderzeniu lewym skrzydłem w brzozę samolot odwrócił się na plecy i po 5-6 sekundach rozbił się na ziemi. Przeciążenia w tym momencie były rzędu 100 g, po takich nikogo nie trzeba dobijać.

Aviation Herald. MAK. MAK – tłumaczenie na angielski googlem.

Reklamy

7 responses to “Wstępny raport

  1. futrzak 19.5.2010, środa o 20:46:33

    Oj tam miski, zalewasz. Przeciez kazdy prawdziwy Polak patriota wie ze to byl rosyjski spisek z poduszczenia Tuska…przeciez wojskowi piloci nie lataja jak wariaci no i przeciazenia rzedu 100g w zwyklym samolocie odrzutowym sa niemozliwe :)

  2. Jurgi Filodendryta 20.5.2010, czwartek o 5:34:37

    Trzeba jeszcze dodać: najwyższy zwierzchnik stojący za plecami i (co najmniej) patrzący się na ręce.

  3. czescjacek 21.5.2010, piątek o 2:58:06

    Zajrzałem na Frondę, co tam piszą o raporcie, i oczywiście mostly gupoty, ale jedno mnie zaintrygowało — znaczy w jaki sposób rosyjska komisja recenzuje wyszkolenie i doświadczenie polskich pilotów. Znaczy rzecz jasna inaczej niż Frondziarzom nie chodzi mi o to, że jak oni źli Ruscy śmią, tylko jak to sprawdzali.

  4. miskidomleka 21.5.2010, piątek o 13:03:39

    @czescjacek

    Uwagi na temat jakości wyszkolenia pojawiały się wcześniej w prasowych wypowiedziach pilotów cywilnych, linkowałem je w poprzednich notkach.

    Jak to sprawdzali? Dokładnie nie wiem, ale przecież dane takie jak liczba godzin wylatanych przez pilota na poszczególnych typach samolotów w takiej a nie innej roli są skrupulatnie odnotowywane, i komisje badań wypadków to sprawdzają i podają w raportach. Podobnie często spotyka się w takich raportach uwagi na temat wyszkolenia, oblanych egzaminów, uwag po egzaminach. Nawet są uwagi na temat tego co, robili w poprzednich dniach, ile latali, ile spali itd. Sprawdzanie takich rzeczy to chyba dość standardowa procedura.

    Warto też zauważyć, że przynajmniej na razie MAK nie recenzuje wyszkolenia, a zwłaszcza doświadczenia, podaje tylko znane i potencjalnie istotne fakty w tych tematach – ale nie ocenia tych faktów ani ich roli w doprowadzeniu do katastrofy. To ja posunąłem się dalej nazywając ich doświadczenie niezbyt wielkim, MAK tylko wypisała kto ile godzin na czym.

  5. czescjacek 21.5.2010, piątek o 17:21:24

    @To ja posunąłem się dalej nazywając ich doświadczenie niezbyt wielkim, MAK tylko wypisała kto ile godzin na czym

    Aha OK, dzięki za doing the reading for me :)

  6. W. 26.5.2010, środa o 15:31:18

    przerazajacy ten raport – tzn przerazajace jest myslenie o tych ostatnich sekundach.
    kiedys (kilkanascie lat temu) latalem (jako pasazer oczywiscie) co tydzien , czasami dwa razy w tygodniu i po kilku miesiacach takiej pracy nagle przy ladowaniu zaczalem sie najzwyczajniej bac zwlaszcza dolatujac lokalnymi liniami w malych samolotach ladujac w warunkach kiedy do konca nic przez okno nie bylo widac…

    racjonalizowalem to, statystyki itd – po kilku tygodniach czy miesiacach to mi na szczescie przeszlo, teraz latam 2-3 razy w roku i juz – na szczescie sie nie boje

    czy Ty interesujesz sie awiacja zawadowo czy amatorsko?

%d blogerów lubi to: