Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

O Tutku i spiskach

Dwa tygodnie temu Moon wkleiła u siebie linka do spiskowej teorii na temat katastrofy prezydenckiego Tu-154M. Pozwoliłem sobie wówczas popolemizować tamże, na przykład z rozbrającym twierdzeniem Na podejściu do lądowania nie wykonuje się żadnych manewrów typu silne przechylenie. […] A takie silne przechylenie zauważyli świadkowie.

Otóż czasem się wykonuje, oto parę przykładów tubkowych, część dałem u Moon, część nie. 1, 2 (temu się trochę przesadziło chyba było blisko takiego zakończenia), 3, 4, 5, 6, 7, starczy? Nie, to jeszcze dwa z mojego sąsiedztwa 8, 9 (ten chyba najładniejszy), teraz starczy? Jak nie starczy, dalej będzie więcej :-)

Niedawno Moon wróciła do tematu, linkując „analizę” Gazety Polskiej. Wziąłem się za polemikę, chciałem ją wkomciować u Moon, ale wyszło rozwlekle i w końcu urodziła się notka.

Trudno wyobrazić sobie, by 80-tonowa maszyna lecąca z minimalną prędkością (ok. 280 km/h) na wysokości kilku metrów nad ziemią roztrzaskała się na drobne kawałki.  […]  Powinien, „ślizgając się” po zagajniku, uderzyć kadłubem o podłoże. Nie zdążyłby się przewrócić;

Ekhm. Zapraszam do obejrzenia tego i tego filmiku. Jak widać, lecąca tuż nad ziemią, z minimalną prędkością (lądowanie!), maszyna pewnie ze 150-tonowa jak najbardziej zdążyła się przewrócić. Na gładkim pasie. Nikt z niego nie wyszedł żywy, tyle, że był to lot cargo i na pokładzie było tylko 2 pilotów.  Ten też się zdążył przewrócić, choć jemu akurat udało mu się pozostać w +/- jednym kawałku, i prawie wszyscy przeżyli.

Czy samolot podchodzący do lądowania nie może roztrzaskać się na kawałki? Czasem rzeczywiście wychodzi z opresji we względnie nienajgorszym stanie, czasem w gorszym ale jeszcze przeżywalnym przez niektórych. A czasem roztrzaskuje się dość dokładnie: CASA w Mirosławcu, „Kopernik” na Okęciu, „Kościuszko” w Kabatach.

Ślady katastrofy – szczątki samolotu wskazują, że samolot w ostatniej chwili zmienił prawidłowy kurs, a nie – jak sugerowano zaraz po wypadku – próbował trafić w pas startowy. Przy widoczności 500 m pilot musiał dostrzec zabudowania. Po co miałby więc skręcać w lewo?

Dostępne w tej chwili nieoficjalne rekonstrukcje (na oficjalne jeszcze na pewno poczekamy) wskazują, że „zakręt w lewo” był wynikiem uderzenia lewym skrzydłem o duże drzewo, a nie wynikiem działań pilotów.

Tu-154M ma trzy niezwykle precyzyjne wysokościomierze ciśnieniowe i jeden radiowysokościomierz, działający dokładnie tak samo jak barometr

To jest oczywiście bzdura, radiowysokościomierz nie działa jak barometr, tak działają właśnie ciśnieniowe. Dlatego podają wysokość względem pewnego, określonego ciśnieniem odniesienia, poziomu. Wysokościomierz radiowy opiera pomiar na czasie jaki fali radiowej zajmuje przebiegnięcie od samolotu do gruntu i, po odbiciu od ziemi, z powrotem. Podawana wysokość jest więc odległością od gruntu, nie od pewnego poziomu wyznaczonego ustawionym ciśnieniem odniesienia. Trzeba więc brać pod uwagę, że „ciśnieniowy” poziom odniesienia jest stały (dopóki nie zmieni się ciśnienie atmosferyczne), i zmiany podawanej wysokości będa wynikać z rzeczywistych zmian wysokości lotu samolotu. Natomiast mierzona radarowo odległość od gruntu może się zmienić przy całkowicie poziomym locie – gdy samolot znad górki przeleci nad dołek.

Jedna z dość sensownie na dziś wyglądających hipotez o przyczynach wypadku pod Smoleńskiem mówi, że piloci starali się „znaleźć” niewidoczny we mgle pas lecąc tuż nad ziemią na podstawie wskazań radiowysokościomierza oraz próbując być może ocenić wysokość wizualnie. Gdy pod nimi pojawił się jar, radiowysokościomierz oczywiście podał nagle większą wysokość (nie wznieśli się, ale ziemia „oddaliła się” w dół), również wzrokowe wskazówki mówiły, że są stosunkowo wysoko – zaczęli więc obniżać lot. Gdy jar się skończył, nie zdążyli się już podnieść.

[Hipoteza, że TAWS mógł] nie mieć dokładnych map lotniska w Smoleńsku […] wydaje się całkowicie niewiarygodna. – To absurd. To są dokładne mapy robione na zamówienie klienta. W przypadku polskiej maszyny wojskowej byłoby dość dziwne, gdyby nie było na niej rosyjskich lotnisk wojskowych. Przeciwnie: nie trzeba być fachowcem, by domyślić się, że lotniska wojskowe sąsiadującego państwa, które na dodatek nie jest sojusznikiem, lecz potencjalnym zagrożeniem, są najdokładniej opracowywanymi mapami, jakie tylko można zrobić. Tłumaczenie, że mogło być inaczej, pachnie zdradą stanu – mówi nam inny ekspert od systemów nawigacji satelitarnej

Najpierw mała niedokładność Gazety Polskiej: TAWS (terrain awareness and warning system) to niejednoznaczny, czy raczej – zbyt ogólny skrót. Może oznaczać zwykły GPWS  (ground proximity warning system), działający na podstawie odczytów radiowysokościomierza, który w tej sytuacji zapewne nic by nie pomógł. A może odnosić się do EGPWS (enhanced…), który mógłby pomóc, bo działa również na podstawie map cyfrowych. Tutek prezydenta miał EGPWS, więc o niego chodzi. Problem dlaczego EGPWS nie uratował Tu-154 jest ciekawy, ale wydaje mi się, że ekspert (czemu nie ma nazwiska? żeby nie dało się sprawdzić, czy rzeczywiście jest ekspertem?) moim zdaniem się myli. Lotniska wojskowe Rosji prawdopodobnie są wpisane do systemów wojskowych – ale do systemów używanych w samolotach bojowych. To są inne systemy, niż cywilny EGWPS z Tutka, i jest całkiem możliwe, że Smoleńska w tutkowym nie było. W końcu samolot miał być używany do wożenia VIPów na (zazwyczaj) cywilne lotniska, a nie do przerzucania desantu do Rosji podczas wojny!

Dzięki [wprowadzeniu TAWS/EGPWS] doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować ten system w starych i nowych maszynach, żaden wyposażony weń samolot nie uległ katastrofie

Jest to nadmierne uproszczenie, podaje się, że żaden samolot wyposażony we włączony EGPWS system nie uległ katastrofie typu CFIT (controlled flight into terrain), co wcale nie oznacza, że żaden nie uległ katastrofie w ogóle, czy nie uległ katastrofie przy lądowaniu. Takich katastrof było trochę, tyle, że z przyczyn niezależnych od EGPWS.

nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS

Co znaczy „zignorować”? Pilot, słysząc ostrzeżenia (E)GPWS, niekoniecznie od razu będzie wykonywał manewry w celu uniknięcia zderzenia. Tutaj film (i jest to kolejny obiecany film z przechyłami podczas podejścia do lądowania), w którym GPWS podaje ostrzeżenia: „Terrain”, „Pull up”, „Sink rate”. Jednak piloci z innych przesłanek – w tym wypadku widocznego terenu – wnioskują o braku niebezpieczeństwa i kontynuują lot. Wystarczy, że pilot przeceni przesłanki, na podstawie których interpretuje ostrzeżenia GWPS i wtedy żaden GPWS nie pomoże…

I wreszcie artykuł w GP kończy się sugestią o zamachu, wspartą długą listą osób rzekomo zabitych przez KGB/FSB i diagnozą: Kaczyńskiego nie lubili jak tamtych, to może też go zabili. Nawet jeśli lista jest prawdziwa, jaki właściwie pożytek miałaby Rosja z zabicia Lecha Kaczyńskiego, prezydenta praktycznie już na emeryturze?

Advertisements

3 responses to “O Tutku i spiskach

  1. Black Ops 2.5.2010, niedziela o 13:48:50

    Nienie, to przez Skrzypka. Bo Skrzypek nie chciał wprowadzać euro.

    Szczerze mówiąc, czekałem na tego typu notkę, choć i z drugiej strony, doceniam wstrzemięźliwość. W końcu tutaj nie ma się z czym śpieszyć.

  2. futrzak 2.5.2010, niedziela o 15:23:49

    Fajnie byloby przeczytac podobna notke ustosunkowujaca sie do innej strony teorii spiskowej a mianowicie cytowanych tu i owdzie „amatorskich filmow” nagranych zaraz po katastrofie, na ktorych rzekomo slychac jakies strzaly i rosyjskie slowa nakazujace to i owo.

  3. miskidomleka 2.5.2010, niedziela o 15:38:10

    Black Ops:

    i tak za wcześnie, ale co ma zrobić blogger? Przed ostatecznym raportem komisji nie powinno się pisać, bo się ma za mało danych i wychodzą spekulacje. Po raporcie nie ma co pisać, bo wszystko jest w raporcie :-)

    futrzak:
    Strzały w wersji niespiskowej są przypisywane rozrywaniu się w ogniu amunicji BORowców. Ja bym jeszcze dodał, że jak się takie urządzenie mechaniczne dopala, różne rzeczy zapewne mogą huknąć.

    Słowa, rosyjskie czy polskie. Bo polskie też tam rzekomo są, niby że dobijani wołają zmiłowania. Cóż, wielokrotnie było pokazywane, że kiedy człowiek spodziewa się, że coś usłyszy, to to usłyszy, zwłaszcza w tak niewyraźnym sygnale.

    Proponuję obejrzeć ten fim:

    Pierwszą, a zwłaszcza drugą prezentację. Poppy Crum pokazuje tam takie efekty, kiedy zaczynasz słyszeć rzeczy kiedy ktoś ci powie, co masz tam słyszeć. Na przykład satanistyczne przesłanie w puszczonej od tyłu piosence. Mózg uzupełnia, czy raczej dopowiada sobie brakującą informację, której się spodziewa.

    No i oczywiście efekt ten wykorzystany jest tu:

%d blogerów lubi to: