Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Technolog od siedmiu boleści

Kiedyś już się naśmiewałem z agorowych tekstów „technologicznych”, składających się z obsmarowywania Microsoftu i ran-twoich-niegodnam-całowania Googla. Ponaśmiewałem się, wystarczy? Nie wystarczy, nie odmówię sobie powtórki.

Technolog Dariusz Daniel Cieślak chwali przeglądarkę Safari (a dokładniej projektantów używanych w niej bebechów) za planowane wprowadzenie zasady „jedna zakładka-jeden proces”. Co to daje? Gdy jakaś strona internetowa zawiera tragiczny w skutkach błąd, ginie tylko zakładka zawierającą tę stronę, a nie cała przeglądarka. Technolog dodaje:

 Takie rozwiązanie wprowadzono już w Chrome i świetnie się tam sprawdza. W Google Chrome ten mechanizm działa od dawna – poszczególne zakładki i wtyczki są uruchamiane w oddzielnych procesach systemowych.

Jak widać, tę samą informację należy podać dwukrotnie w kolejnych zdaniach, by boskość Googla wryła się w świadomość i podświadomość czytelnika odpowiednio głęboko i trwale. Sam tytuł „Safari z patentem rodem z Chrome?” to za mało.

Następnie technolog Cieślak gani niegoogle i od razu, żeby nikt nie przegapił co jest ze best, chwali Google pod postacią Chrome:

Obecnie takiego rozwiązania nie oferuje żadna inna popularna przeglądarka – efekt jest taki, że jeśli Internet Explorer, Firefox czy Safari zawieszą się, to wyłączana jest cała aplikacja i użytkownik trafi wszystkie otwarte zakładki. Oczywiście, zwykle da się je później odtworzyć – ale mimo wszystko rozwiązanie znane z Chrome jest dużo wygodniejsze.

Nie wiem, czy miało być „użytkownik traci”, czy „szlag trafi”, czy też technolog Cieślak umyślił sobie takie poetyckie splątanie zwrotów.

Ale wiem, że w menedżerze zadań okno przeglądarki Internet Explorer 8, pojedyncze okno zawierające wiele zakładek, wygląda tak:

 

Tak właśnie, zakładki są uruchamiane w oddzielnych procesach, a awaria jednej nie rozkłada całej przeglądarki. Dokładnie to rozwiązanie, którego brak technolog Cieślak przypisuje wszystkim popularnym przeglądarkom z wyjątkiem Chrome i przyszłego Safari…

Może technologom z Agory kontrakt zabrania uruchamiać IE, i dlatego rok po premierze IE8 nie dotarło jeszcze do nich, co jest w tej przeglądarce. Ale przecież można się poduczyć z innych źródeł niż własne doświadczenia. Wystarczy zajrzeć do wiki, tu i tu, by mocą teoretycznej wszechwiedzy poznać może nie każdy kamień Morza Deszczów, ale przynajmniej podstawowe cechy produktów, o których się pisze.

A tutaj zrzut ekranu z popisem technologa, na wypadek, gdyby poniewczasie poprawiono.

EDIT: Artykuł został poprawiony, co się autorowi bardzo chwali. Wprawdzie nadal krytykuje IE8 za coś, z czym ja się nie spotykam (problem w tym, że w przypadku [IE8] mimo takiego rozwiązania zdarza się, iż zawieszenie jednej z uruchomionych kart powoduje wyłączenie całej przeglądarki (aczkolwiek nie jest to regułą).), ale nie bądźmy drobiazgowi.

Reklamy

5 responses to “Technolog od siedmiu boleści

  1. Jurgi 10.4.2010, sobota o 17:08:12

    O ile wiem, to w IE od przedawna każda otwarta strona była osobnym procesem. Można nawet było na takie działanie ustawić Explorator Windows: każdy otwarty folder był osobnym procesem.
    To właśnie wrzucenie wszystkich stron do jednego procesu i użycie zakładek (tabów) było w przeglądarkach nowością; Chrome jako pierwszy zastosował swego rodzaju rozwiązanie mieszane (czyli: taby, ale jako osobne procesy).

  2. miskidomleka 10.4.2010, sobota o 17:14:09

    O ile wiem, to w IE od przedawna każda otwarta strona była osobnym procesem. Można nawet było na takie działanie ustawić Explorator Windows: każdy otwarty folder był osobnym procesem.

    Z windowsowym do tej pory (a przynajmniej do Visty, nie mam otwartego 7 pod ręką) tak można.

    Co do IE, o ile pamiętam zakładki zastosowano w 7, ale były wszystkie jednym procesem. Natomiast wbrew artykułowi IE8 ma jak Chrome.

  3. Jurgi 13.4.2010, wtorek o 5:21:14

    Pojawiło się zdjęcie sat. miejsca katastrofy pod Smoleńskiem: http://bi.gazeta.pl/im/3/7765/m7765863.jpg
    Jeśli dobrze identyfikuję szczątki, to wydaje mi się, że to podchodzenie do lądowania było bardzo dziwne. Daleko i krzywo. A może to normalne?

  4. miskidomleka 13.4.2010, wtorek o 7:13:54

    Pamiętaj, że wg. dostępnych danych samolot wcześniej uderzył o antenę. Lot od anteny do miejsca ostatecznego upadku mógł być mało kontrolowany z racji uszkodzenia.

  5. Jurgi 15.4.2010, czwartek o 4:15:50

    Zdjęcie z miejsca katastrofy z nałożonymi danymi: http://img710.imageshack.us/img710/9725/smolenskv4.jpg
    Znajomy pyta, czy ktoś mógłby zinterpretować.

%d blogerów lubi to: