Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Testowanie wytrzymałości

albo there is no such thing as a free lunch

 

Konkurencja zdrowa rzecz, ale na rynku przewozów lotniczych zaczyna doprowadzać do rzeczy… dziwnych, przynajmniej na pozór. Nominalne ceny, te na podstawie których wielu pasażerów podejmuje decyzję o wyborze przewoźnika, konkurencja utrzymuje w dolnej strefie stanów niskich. Ale samoloty kosztują, pracownikom trzeba płacić (nawet, jeśli niewiele – podaje się, że płaca początkującego drugiego pilota w regionalnej linii lotniczej w USA jest rzędu16-17 tysięcy dolarów rocznie), paliwo nie tanieje, wręcz przeciwnie, obsługa i przeglądy samolotów nie są darmowe.

Jak z tego linie lotnicze mogą wybrnąć? Po pierwsze, tnąc koszty. Dlatego dziś lot wyszukujemy, a bilet zamawiamy i drukujemy sami w domu, wykonując pracę agenta linii lotniczej (czy biura turystycznego, które wzięłoby prowizję zmniejszając zysk linii), zużywając na to nasz czas, i korzystając z prywatnych urządzeń (drukarki, komputera, łącza internetowego), za które zapłaciliśmy sami. Dlatego często nawet check-in robimy sami, drukujemy kartę pokładową w domu, a na lotnisku sami obsługujemy komputer check-inowy. Dlatego na pokładzie dostaniemy najwyżej precelki i colę, chęć na coś pożywniejszego musimy zaspokoić sami, przynosząc z domu lub z lotniska paczuszkę z prowiantem.

Po drugie, stosując dodatkowe opłaty. Tych przecież nie widzi się w momencie porównywania cen w kayak.com i wynajdywania najkorzystniejszej oferty. Ta metoda oczywiście łączy się nierzadko z poprzednią: standardowe na amerykańskich połączeniach krajowych (a z tego co słyszę powszechnie wprowadzane również do międzynarodowych) opłaty za nadawany bagaż nie tylko dostarczają pieniążków, ale odstraszają pasażerów od używania waliz. A to zmniejsza koszty obsługi – przeładunku bagaży. Podobnie z jedzeniem – linie nie tylko tną koszta kuchenne podając bezpłatnie co najwyżej precelki, ale i zarabiają proponując „lepsze” jedzenie za sutą opłatą. Kaska wpada, a koszta kuchenne cały czas niskie, bo przecież nie wszyscy kupią, więc można przygotować mało. Najwyżej zabraknie, ale skoro nie wliczone w cenę biletu, to pasażerowie nie będą się awanturować.  Można też brać opłaty dla opłat, przy kupnie biletu najpewniej zaproponują nam płatny awans do jakiegoś Economy Plus (dwa cale więcej miejsca na nogi), bez dopłaty nie ma co marzyć o miejscu w rzędzie z wyjściem awaryjnym, a nieraz wspominano, że i za bardziej zwykle pożądane miejsca przy oknie czy przy przejściu trzeba będzie dorzucić parę/naście/dzieścia/dziesiąt? dolarów. Być może już gdzieś tak jest.

A wszystko to piszę, bo linie testują wytrzymałość pasażerów próbując nowych konceptów. Jeden to opłaty za bagaż podręczny. Tak, ten wnoszony na pokład. Wprawdzie nadal nie planuje się (na razie?) opłat za torbę umieszczoną pod fotelem, ale za walizeczkę czy neseser w schowku podsufitowym linia Spirit skasuje od 20 do 45 dolarów.  Nad drugim konceptem pracuje Ryanair: są nim pokładowe toalety z „wrzuć monetę”.

To na razie testy robione przez superlowcosty – ale nie miejmy złudzeń, z pewnością inne linie będą się bacznie przyglądać i rozważać pójście w ślady. A pasażerowie będą musieli zostawić swoje zgrabne „podręczne ”walizeczki na kółkach w domu i wytrenować upychanie zapasowych majtek, tamponów i szczoteczki do zębów po kieszeniach. I nauczyć się korzystania zawczasu z toalet na lotniskach, lub może śledzenia klozetowych kursów: gdzie się bardziej dziś opłaca, na lotnisku czy w samolocie. I czekać, aż rzeczywistość dogoni programy satyryczne… 

Albo – przestać się oszukiwać, i wyciągnąć portfele. Tak jak wyciągali w czasach, gdy wszystko powyższe było gratis, za to bilety droższe. Sami w końcu ciągle głosują klikami by były jeszcze, jeszcze tańsze.

Reklamy

9 responses to “Testowanie wytrzymałości

  1. ztrewq 8.4.2010, czwartek o 1:30:38

    Przypomina mi się odcinek South Parku, w którym Mr Garrison wymyśla urządzenie umożliwiające podróż po ziemi z prędkością samolotu. Steruje się nim za pomocy dźwigni, którą trzeba umieścić w odbycie — a i tak wszyscy wolą je od korzystania z usług linii lotniczych.

  2. Clavica 8.4.2010, czwartek o 11:51:47

    Hm… ostatnio zastanawiałam się, czy się nie wybrać do jakiegoś ciepłego kraju samolotem, ot żeby wreszcie wyjechać gdzieś na wakacje i przy okazji doświadczyć lotu samolotem. Jednak jak to przeczytałam, to jakby odeszła mi ochota na to… strach się bać normalnie, nie dość, że przeskanują z góry na dół, mało nie zajrzą do żołądka i odbytu, czy aby nie przemycam nic, to jeszcze poukrywane koszta… Niedługo jeszcze powietrze w samolocie będzie płatne, bo przecież to też można zdjąć z ceny biletu…

  3. Staua 8.4.2010, czwartek o 14:16:01

    16-17 tysiecy??? To chyba niemozliwe…

  4. miasto-maßa-maszyna 8.4.2010, czwartek o 14:31:40

    A mi taki układ jak dzisiaj odpowiada. Tzn. płacenie za bagaż podręczny czy toaletę uważam za przesadę. Ale z drugiej strony serwowanie darmowego posiłku czy drinków w trakcie lotu na europejskiej trasie (1-2.5h) to jest naprawdę relikt czasów, kiedy latanie było przywilejem elit. Ludzie w pociągu na sześciogodzinnej trasie z Wrocławia do Warszawy nie mają zapewnionych takich luksusów, a jak nie mają tego w cenie półtoragodzinnego lotu to zaraz robi się jakieś wielkie aj waj?

  5. hjuston 8.4.2010, czwartek o 21:13:29

    oslabiajaca jest ta wiadomosc. dlaczego nie podniesc cen biletow? ciekawe jaki odsetek podrozujacych lata bez bagazu podrecznego?

  6. miskidomleka 8.4.2010, czwartek o 21:43:05

    @Clavica
    nie przejmuj się, leć, to mimo wszystko ciągle jest fajne :-). Ja przynajmniej lubię.

    @m-m-m
    W gruncie rzeczy się zgadzam, po prostu latanie się uzwyczajnia. Tyle, że wiele osób jest złych na linie lotnicze: bo samolot jest ciasny, bo przed lotem musieli wyrzucić do śmieci butelkę z wodą i kupić następną (jakby to była wina przewoźnika!), bo czasem samolot niedomaga i jest opóźnienie. I takie opłaty, czy odebranie pokładowego lunczyku, traktują jak którąś z kolei uciążliwość. Płacenie za toalety tak w ogóle może się okazać kolejną kaczką-w-celu-reklamy Ryanaira.

    @hjuston
    Oczywiście, że nie można podnieść cen. Tak jak pisałem, większość ludzi idzie na kayak.com, i widzi lot za $182, lot za $193, lot za $202 i bierze ten pierwszy. Nie patrzą, że może linia za $202 każe mniej płacić za bagaż, albo że nie każe dopłacić za miejsce przy oknie. Nie mówiąc już o tym że te 10-dolarowe różnice są kompletnie nieznaczące w porównaniu do innych wydatków jakie ci ludzie codziennie mają. Ale psychologicznie głupio jest wybrać nie najtańszy, przepuściłaś deal!

  7. naima_on_line 9.4.2010, piątek o 3:30:10

    Cóż, a LOT właśnie rozsyła newsletter, a w nim: „…Zmienia się również serwis na kierunkach transatlantyckich. Od kwietnia alkohol w klasie ekonomicznej serwowany jest odpłatnie. Ceny wszystkich rodzajów alkoholi, czyli piwa, wina, wódki i whisky, są przystępne – wahają się od 5 do 10 złotych, zależnie od rodzaju wybranego trunku. Uzupełnieniem oferty alkoholi są dodatkowe płatne przekąski – chipsy, orzeszki i słodycze.

    Nie wszyscy pasażerowie korzystają z darmowego alkoholu na pokładzie, natomiast jego koszty uwzględnione są w każdym bilecie. – mówi Dorota Haller, Dyrektor Marketingu, Produktu i PR PLL LOT. – Dzięki wprowadzanym zmianom mamy możliwość zapewnienia lepszego serwisu w obszarach, z których korzystają wszyscy pasażerowie, na przykład w menu pokładowym.

    Docelowo płatny alkohol wprowadzony zostanie na wszystkich rejsach LOT w klasie ekonomicznej. W klasie biznes oferta alkoholi pozostaje bez zmian. LOT pracuje również nad nowym menu na sezon letni w klasie biznes na trasach transatlantyckich.”

    Wszędzie cięcie kosztów, nie tylko za wielką wodą;)

  8. sporothrix 9.4.2010, piątek o 10:53:24

    @ Staua i Miski
    To mi się spodobało, w kontekście pieniędzy (z całym szacunkiem, itd.): http://www.nowpublic.com/tech-biz/ups-jobs-now-available-join-ups-new-career-2602743.html

%d blogerów lubi to: