Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Niełatwa geografia

Użytkownik bezportek już o tym napisał w komentarzach pod artykułem, ale sobie nie odmówię.

W Waszyngtonie?

Zwracam uwagę na wykreśloną białą przerywaną linią granicę między stanem Wirginia a Waszyngtonem (District of Columbia). Rzeczona stacja metra oznaczona jest literą M na niebieskim tle.

Reklamy

31 responses to “Niełatwa geografia

  1. wo 12.3.2010, piątek o 10:41:03

    Sorki, ale to mi się wydaje już bezsensownym czepianiem – sam w sąsiednim okienku mam pewien większy tekst, w którym z premedytacją popełniam taki „błąd” pisząc o czymś, co tak naprawdę ma miejsce w Compton jako czymś, co ma miejsce w Los Angeles (choć Compton to część LA County ale nie City of LA). W Wikipedii z kolei masz hasło „transportation in Los Angeles” ilustrowane m.in. zdjęciem z Santa Monica (ta sama sytuacja). Przecież jeśli tematem jest hip-hop, chodzenie na piechotę po Los Angeles albo uliczna strzelanina, nie ma sensu zamulać dodatkowymi wyjaśnieniami, że coś jest częścią tego ale nie śmego. Nikt tak nie robi w języku potocznym. Ty też tak nie robisz.

  2. miskidomleka 12.3.2010, piątek o 11:58:49

    Ja jestem starej daty, i traktuję słowo pisane jako źródło informacji. Trochę inaczej niż język potoczny (w którym zresztą też nie przepadam za niedokładnością). Więc nie lubię, jak ktoś mi wciska informacje nieprawdziwe. Nawet w drobiazgach.
    To zresztą podkopuje zaufanie do firmy, a w ostatecznym rachunku może wpływać negatywnie na nakład czy klikalność*. Bo po co mam klikać-by-się-dowiedzieć, skoro firma nie dba o standardy, więc to czego się dowiem może być samochodami na Placu Czerwonym.

    Nie widzę też, jak zmiana „W Waszyngtonie” na „Pod Waszyngtonem” cokolwiek by zamuliła.

    A jeśli sam popełniam takie błędy, to – mam nadzieję zawsze – przyznaję się i poprawiam, a nie mówię, ojej, to nic takiego, w sumie co za różnica „pod czy w”. A różnice są, w Wirginii mogę skręcić w lewo na czerwonym z jednokierunkowej w jednokierunkową, a w Waszyngtonie już nie. Że nie wspomnę o kupowaniu alkoholu, posiadaniu i noszeniu broni, czy age of consent ;-). Czy o karze śmierci, co miałoby znaczenie dla tego co strzelał, gdyby przeżył.

    * tak, wiem, większości ludzi zwisa i powiewa, więc moje kliki się w ostatecznym rozrachunku i tak nie liczą.

  3. wo 12.3.2010, piątek o 12:34:03

    „Ja jestem starej daty, i traktuję słowo pisane jako źródło informacji. Trochę inaczej niż język potoczny (w którym zresztą też nie przepadam za niedokładnością).”

    Gdzie jak gdzie, ale w portalu POWINIEN być używany język potoczny razem z jego niedokładnościami.

    „To zresztą podkopuje zaufanie do firmy, a w ostatecznym rachunku może wpływać negatywnie na nakład czy klikalność*”

    Nie uważam siebie za jakiegoś wielkiego speca od mediów internetowych, ale moim zdaniem spadek klikalności od używania języka potocznego (razem z jego niedokładnościami) to scenariusz skrajnie nieprawdopodobny. Za to źle wróżę portalowi wrzucającemu informacje typu „Pod Pentagonem, ale już tak naprawdę nie w Waszyngtonie tylko w okolicach, doszło do strzelaniny”.

    „A jeśli sam popełniam takie błędy, to – mam nadzieję zawsze – przyznaję się i poprawiam, a nie mówię, ojej, to nic takiego, w sumie co za różnica “pod czy w”. ”

    A ja totalnie z całkowitą zimną świadomą premedytacją umieściłem właśnie w tekście na inny temat Compton w Los Angeles, choć administracyjnie jest poza granicami miasta. Bo akurat w tym tekście czuję, że dalsza dygresja o różnicach między Watts a Compton jest od czapy, skoro tematem nie jest samorząd LA. Po prostu jeśli tekst jest o strzelaninie, to jest o strzelaninie. Tak jak w tekście o kernelowaniu kompila można Torvaldsa nazwać Finem, choć to straszne uproszczenie, a właściwie błąd, bo tak naprawdę to Szwed.

  4. miskidomleka 12.3.2010, piątek o 15:05:17

    @wo
    „Pod Pentagonem, ale już tak naprawdę nie w Waszyngtonie tylko w okolicach”

    No nie demagogizuj, mówimy o „W Waszyngtonie na stacji metra przy Pentagonie” vs. „Pod Waszyngtonem na stacji metra przy Pentagonie” („przy budynku Pentagonu” też jest trochę bez sensu, ale tego nie wyciagałem). Trzy literki, i ani potoczność ani potoczystość szczególnie nie ucierpią.

    ale moim zdaniem spadek klikalności od używania języka potocznego (razem z jego niedokładnościami) to scenariusz skrajnie nieprawdopodobny

    Toż napisałem przypis. Poza tym język potoczny, prosty (jak w Wikipedia Simple Egnlish czy Fakcie) to jedno, niedokładności merytoryczne to troszkę coś innego.

    Gdzie jak gdzie, ale w portalu POWINIEN być używany język potoczny razem z jego niedokładnościami.

    „Ale kurwa numer, jakiemuś pojebowi odpierdoliło, wyciągnął giwerę pod Pentagonem i zaczął posuwać po psach, ale kurwa lamer spudłował i psy go rozjebały!” – dla niektórych to będzie język potoczny, nie? ;-P

  5. wo 12.3.2010, piątek o 15:50:24

    @miskidomleka
    „Trzy literki, i ani potoczność ani potoczystość szczególnie nie ucierpią.”

    Ucierpi czytelność tekstu, bo z kolei dla większości czytelników „pod Waszyngtonem” oznaczać będzie „na jakimś małym, sennym przedmieściu”. Sformułowanie „pod miastem” ewokuje u czytelnika obraz czegoś już poza zwartą miejską zabudową, innej miejscowości. Stąd opór przed użyciem „pod Los Angeles” w odniesieniu do Compton czy Santa Monica. Większość czytelników nie orientujaca się w sztucznych granicach DC sformułowanie „pod Waszyngtonem” w takim kontekście uzna za błąd – powie „jak to pod Waszyngtonem, przecież Pentagon jest w”.

    „Poza tym język potoczny, prosty (jak w Wikipedia Simple Egnlish czy Fakcie) to jedno, niedokładności merytoryczne to troszkę coś innego”

    Nieprawda. „W Los Angeles” to potoczne określenie obejmujace i Santa Monica i Compton, zarazem będące „niedokładnością merytoryczną”. Potocznie mówimy „czołg” na coś, co ma gąsienicę, pancerz i armatę, a więc także na coś, co dla fanatyka militariów jest samobieżnym dzyndzlofonem przeciwpancernym. Potocznie mówimy „sztylet” na coś, co się nadaje do zasztyletowania, ale dla kolekcjonera białej broni to może być „niedokładność merytoryczna”, bo nie sztylet tylko szmordelas damasceński. I tak dalej. Potoczne określenia zawierają w sobie „niedokładność merytoryczną” – w istocie dlatego właśnie potrzebne są języki specjalistyczne, że w pewnych dziedzinach nie można sobie na tę niedokładność pozwolić.

    Ponownie zwracam uwagę, że Santa Monica została kontrafaktycznie włączona do Los Angeles właśnie przez wikipedystów – błąd merytoryczny?

    „dla niektórych to będzie język potoczny, nie?”

    Najwyraźniej są na tyle nieatrakcyjnym targetem, że mało komu się opłaca dla nich robić portale. Lub czasopisma.

  6. kwik 12.3.2010, piątek o 15:51:39

    A man who shot two police officers at a Washington DC underground station…
    http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/8550921.stm

    Natomiast w miejscowych mediach jest zwykle Arlington, Va. No więc chyba zależy od perspektywy.

  7. wo 12.3.2010, piątek o 16:26:38

    @kwik
    „Natomiast w miejscowych mediach jest zwykle Arlington, Va.”

    Jestem przekonany, że mimo całej nieprecyzyjności, polskiemu odbiorcy jednak więcej powie w takiej sytuacji „Waszyngton”.

    „No więc chyba zależy od perspektywy.”

    Lubię używać porównania do głębi ostrości w fotografii. Zdjęcie kwiatka często za tło ma już coś bardzo rozmazanego. Przesadna ostrość tła może przeszkadzać, gdy zdjęcie kwiatka ma być zdjęciem kwiatka. Jeśli tekst jest o hip-hopie, to nie ma znaczenia, jak dokładnie Compton jest zaszeregowane pod względem administracyjnym. Jeśli jest o chodzeniu pieszo po Los Angeles, to nie ma znaczenia, czym dokładnie jest Santa Monica (przykład identycznego „błędu” w Wikipedii). Jeśli o strzelaninie pod Pentagonem, to nie ma znaczenia podział Waszyngtonu. I tak dalej.

  8. kwik 12.3.2010, piątek o 16:39:19

    @ wo – jak widać na przykładzie BBC nie tylko polskiemu. A miskidomleka zżyma się już jak miejscowy, dla niego oczywiste, że Pentagon nie Waszyngton.

  9. miskidomleka 12.3.2010, piątek o 17:00:35

    @wo:

    Pentagon jest poza zwartą miejską zabudową. Popatrz sobie na guglmapie: z jednej strony masz cmentarz wojskowy, z drugiej jakąś marinę czy cuś, i rzekę, z trzeciej znów wodę i lotnisko (zawsze mi się podobało „waterfowl sanctuary” tuż przy końcu pasów startowych), i dopiero z czwartej, za wielkimi parkingami i interstejtem, zaczynają się zwarte zabudowania – nie Waszyngtonu bynajmniej. Gdyby był w zwartej zabudowie to jak by ta rakieta wysłana przez Busha i Cheneya weń trafiła?

    Wiki – no weź, specjalnie to zignorowałem, nie widziałeś błędów w wikipedii?

    Większość […] w takim kontekście uzna za błąd
    To co jest ważniejsze, napisać dobrze, czy popieścić większość? Wiesz, jeszcze jako tako rozumiem filmowców, choć na „Bez wyjścia” czy „Egzorcyście”, czy „Burn after reading” kręconych naprawdę w mieście (przynajmniej do pewnego stopnia) bawiłem się pod tym względem znacznie lepiej niż na „Die Hard 4”, gdzie uznali, że wystarczy powiesić parę flag DC i jakieś wieżowce wyższe niż cokolwiek w DC nikomu nie przeszkodzą. Ale zajęcie kawałka miasta na zdjęcia wiąże się z kosztami, zezwoleniami i wielkim kłopotem.

    Natomiast z jakim kłopotem wiąże się napisanie na portalu „pod” zamiast „w”? W jaki sposób poprawiło tę informację napisanie „w”, poza stworzeniem mylnego wrażenia, że Pentagon znajduje się wśród zwartej zabudowy miejskiej?

    @kwik
    BBC też nie jest nieskazitelne, a pisanie Arlington nie jest ograniczone do mediów lokalnych.
    http://www.mirror.co.uk/news/top-stories/2010/03/06/gunman-obsessed-with-9-11-shot-dead-after-firing-at-pentagon-security-guards-115875-22089212/

    Ha, ha właśnie rozwaliły mnie Onet i Dziennik, które na podstawie zdaje się tej samej depeszy PAP nie tylko napisały „w Waszyngtonie”, ale jeszcze „Do incydentu doszło ok. godz. 18.40 czasu lokalnego (o godz. 00.35 w piątek czasu polskiego). ” Może od trzesięnia ziemi w Chile różnica czasu zmieniła się z 6h do 5h 55m ;-)
    http://wiadomosci.onet.pl/2137266,12,item.html
    http://dziennik.pl/swiat/article563036/Strzelanina_obok_Pentagonu_Sa_ofiary.html

  10. wo 12.3.2010, piątek o 17:17:06

    @miskidomleka
    „To co jest ważniejsze, napisać dobrze, czy popieścić większość?”

    Dla portalu? Co za niemądre pytanie. Popieścić większość, ofkors.

    „W jaki sposób poprawiło tę informację napisanie “w”, poza stworzeniem mylnego wrażenia, że Pentagon znajduje się wśród zwartej zabudowy miejskiej?”

    Już pisałem – dla większości takie „pod” spowoduje reakcję typu „łodafaka?”.

  11. miskidomleka 13.3.2010, sobota o 0:37:33

    @wo

    Ja to mógłbym teraz sobie pogadać o tym, że dziennikarz ma pewne ustawowe obowiązki: „Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu”, czy „Dziennikarz jest obowiązany: zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło”, „Prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk”. I o tym, że z racji roli prasy w funkcjonowaniu społeczeństwa dziennikarz jest zawodem szczególnym, i należy od niego oczekiwać spełniania a nawet ustanawiania wysokich standardów – w ramach owej służby społeczeństwu. Ale co będę gadał – o ile pamiętam z twojego bloga, nie wierzysz w powyższe.

    Więc sobie napiszę tylko, że reakcja łodafaka, jeśli zaistnieje, weźmie się z niedouczenia, a za to niedouczenie odpowiedzialni są (w sensie źródła, niekoniecznie niewypełnienia obowiązków) również piszący tak jak piszą dziennikarze – i kółko się zamyka.

    I jeszcze dorzucę, że nie wierzę, że „w” zostało napisane przez rozważnego redaktora chcącego obronić biednych portalowych klikaczy przez łodafaką spowodowaną przez „pod”. Myślę, że zostało bezmyślnie przepisane z głupiej depeszy agencyjnej. Przyznaję – nie aż tak bezmyślnie jak w Onecie i Dzienniku. Ktoś był ciut niedokształcony z geografii, a nie – jak w tamtych dwóch – geograficznym analfabetą.

    @kwik
    Zajrzyj sobie jeszcze raz na ten artykuł BBC. Nikt nie jest nieomylny, ale niektórzy po zwróceniu uwagi reagują błyskawicznie.

  12. kwik 13.3.2010, sobota o 2:19:55

    @ miskidomleka – faktycznie. Niezłomny upierdliwiec.

  13. kwik 13.3.2010, sobota o 2:24:44

    Czepiłeś się onetu i dziennika, ale 00.35 mają też na money.pl, rp.pl, gazetaprawna.pl i jeszcze gdzieś tylko już zapomniałem. Na tvn24 chyba zauważyli i nie podali czasu polskiego. IAR ma zupełnie inną depeszę, bez czasów, na PAP oryginału nie znalazłem.

  14. wo 13.3.2010, sobota o 4:14:31

    @miskidomleka
    „Ja to mógłbym teraz sobie pogadać o tym, że dziennikarz ma pewne ustawowe obowiązki:”

    Nie jestem pewien czy „mógłbyś” bo nie jestem pewien, czy byś taką dyskusję wytrzymał. Robisz bowiem pewien zasadniczy błąd odwołujący się do założenia, że „służba społeczeństwu”, „prawdziwe przedstawianie wydarzeń” i „zachowanie szczególnej staranności” kłóci się z robienieniem uproszczeń w tle. I na przykład pominięcia skomplikowanej etnicznej sytuacji Linusa Torvaldsa gdy to nie ona jest tematem artykułu, tylko wrzucenie tych wszystkich wieloznaczności w jedno drastycznie upraszczające sformułowanie „…napisany przez fińskiego studenta”. Albo: gdy tematem jest prawdziwość stereotypu „nobody walks in LA”, wzmianka o Santa Monica Promenade bez wnikania z relacje administracyjne.

    To nie jest tak, że zdjęcie przedstawiające kwiatek, na którym tło jest nieostre i rozmazane, jest zdjęciem nieprawdziwym i nie służącym społeczeństwu.

    „i kółko się zamyka.”

    Ain’t live a bitch? A serio, to nie wierzę, żebyś Ty w potocznym języku z porównywalną obsesją dbał o unikanie tego typu nieprecyzyjnych sformułowań i na przykład mówiąc o „zamieszkach w Los Angeles” zawsze dodawał coś w rodzaju „oraz okolicznych miejscowościach, nie włączonych w administracyjne granice miasta, ale stanowiące razem z nim pewien miejski organizm, dysfunkcjonalny zresztą, bo…”.

    „I jeszcze dorzucę, że nie wierzę, że “w” zostało napisane przez rozważnego redaktora chcącego obronić biednych portalowych klikaczy przez łodafaką spowodowaną przez “pod”. ”

    O, proszę. Świetny przykład. Mimo deklarowanej powyżej obsesji na punkcie zwalczania braku precyzji, sam beztrosko użyłeś słowa „redaktor” mając na myśli „dziennikarz”, a to przecież dwa różne zawody. I co z tego, że dla przeciętnego blogera to jest to samo, różnica jest równie ważna jak między Arlington a Waszyngtonem, redaktor nie dostaje wierszówki a dziennikarz dostaje, redaktor nie skręca w prawo na czerwonym świetle, jestem człowiekiem starej daty, więc, itd itp.

    Technicznie rzecz biorąc to nie wygląda tak, że dziennikarz zastanawia się w sposób świadomy, czy czytelnik zrobi „łodafaka” – po prostu intuicyjnie wybiera takie sformułowanie, które nie wywołałoby tego u niego. Inna sprawa, że ja teraz wliczając Compton w Los Angeles zrobiłem to całkowicie świadomie, testując w wyobraźni wariant tekstu, w którym wpadałbym w paruzdaniową dygresję na ten temat.

  15. aleister 13.3.2010, sobota o 4:15:51

    Z trochę innej beczki – zgłaszam kandydata na epic fail roku w kategorii dziennikarstwo ‚naukowe’:
    http://www.angora.com.pl/archiwum/?y=2010&is=468&part=2

  16. miskidomleka 13.3.2010, sobota o 12:01:44

    @kwik & upierdliwiec
    Upierdliwiec upierdliwcem, ale obala to snującą się tutaj (choć nigdy nie wypowiedzianą w pełnej krasie) tezę: „w mediach nieamerykańskich należy pisać ‚w Waszyngtonie’ a nie ‚pod’ bo łodafaka”. Gdyby BBC wyznawało taką politykę, chyba nie poprawiłoby, nie?

    @kwik i czasy
    Onet i Dziennik wpadły mi w oko, upierdliwiec jestem (wolę chyba określenie mojej teścowej „akuratny” ;-) ), ale nie aż taki, by przekopać pod tym kątem cały internet. Jest swoją drogą dość przygnębiające, że tak wielu dziennikarzy puściło 18:40(UTC-5) =0:35(UTC+1).

    @wo
    Dzięki za poprawkę terminolgiczną, masz oczywiście rację. Tym bardziej wstyd, że wczoraj zaglądałem (i nawet mam je jeszcze otwarte w innym oknie) do prawa prasowego – gdzie są definicje.

    @wo & błąd & uproszczenia
    Właśnie zmierzałem ku temu, że zaczynamy mówić o światopoglądach, a tu dyskusja przestaje mieć sens. W moim światopoglądzie jakość, zgodność z rzeczywistością informacji (rozumianej potocznie, nie teorioinformacyjnie ;-) ) stoi bardzo wysoko. Nie jestem aż takim zakamienialcem, by traktować to bezwzględnie. Zdaję sobie sprawę (nie dogłębnie, ale wiem że są) z problemów filozoficznych z kryterium „zgodności z rzeczywistością”. Zgadzam się, że dla uproszczenia wywodu, zmieszczenia się w zadanej liczbie znaków, uwydatnienia głównej zależności, albo dla dopasowania do możliwości zrozumienia odbiorców, opór powietrza trzeba czasem pominąć, a w opisie wzajemnego ruchu samochodów na szosie zaniedbać transformację Lorentza.

    Ale zamiana jednej literki na trzy oraz potencjalny lekki łodafak (który może skłoni paru czytelników do zajrzenia choćby do wiki i przekonania się jak jest naprawdę – i mamy douczonego czytelnika [służba społeczeństwu] oraz szacun dla portalu [nie wiedziałem, a oni kurna wiedzieli]) – jest dla mnie niewystarczającym powodem do odstąpienia od wierności rzeczywistości. W twoim światopoglądzie jest inaczej, i tak pewnie zostanie.

    @aleister
    Rozumiem, że chodzi o życie na Kielecczyźnie? Dobre.
    Przerzuciłem spis treści kółkiem od myszy i tytuł „Rak żywi się cukrem” też mną potrząsnął. Bo sądzę, że wiem, co (mimo, że formalnie zgodny z rzeczywistością) za nim zapewne stoi.

  17. kwik 13.3.2010, sobota o 12:17:37

    Sam obaliłeś, więc nie wiem, czy to się liczy – potraktowali Cię jako większość i głos ludu. No dobrze, masz rację.

    Nie trzeba kopać, wystarczy gugiel na 00.35 keevill pentagon site:.pl (łatwiejsze niż dzwonienie do BBC).

  18. wo 13.3.2010, sobota o 12:27:07

    @miskidomleka
    „Upierdliwiec upierdliwcem, ale obala to snującą się tutaj (choć nigdy nie wypowiedzianą w pełnej krasie) tezę: “w mediach nieamerykańskich należy pisać ‘w Waszyngtonie’ a nie ‘pod’ bo łodafaka”. Gdyby BBC wyznawało taką politykę, chyba nie poprawiłoby, nie?”

    Jeśli przypisujesz tę tezę mi – to błędnie. BBC to strona publicznego nadawcy (niekomercyjnego), gazeta.pl to komercyjny portal. Wszystkie komercyjne portale jakie znam stawiają na maksymalną potoczność języka, bo najwyraźniej nie ma innego sposobu na walkę o klikalność. Klikalność nie ma znaczenia dla strony BBC z kilku powodów, z których najważniejszym jest niekomercyjność całej tej instytucji,

    „W moim światopoglądzie jakość, zgodność z rzeczywistością informacji (rozumianej potocznie, nie teorioinformacyjnie ;-) ) stoi bardzo wysoko. ”

    To tylko kwestia hipokryzji, bo powyższa deklaracja sama z siebie jest deklaracją trywialną na poziomie tautologii. Oczywiście, wszyscy stawiają „zgodność z rzeczywistością” „bardzo wysoko”. Różnica jest tylko taka, że Ty nieścisłe uproszczenia („redaktor zamiast dziennikarz”) notorycznie robisz nieświadomie o ile akurat ktoś celowo Ci takowej nie wytknie. Zbyt rzadko napotykasz takich złośliwców jak ja i dlatego wierzysz w mit możliwości ich uniknięcia. To trochę tak, jakbyś zadeklarował, że dla Ciebie czystość jest bardzo istotna, a więc nigdy nie defekujesz.

    „dla mnie niewystarczającym powodem do odstąpienia od wierności rzeczywistości. ”

    Dla mnie też, natomiast nie uważam, żeby w tekście o kernelu Linuksa zdanie „napisany przez młodego Fina” było „odstąpieniem od wierności rzeczywistości”. Po prostu tekst o kernelu Linuksa to nie jest tekst o etnografii Finlandii (takoż tekst o hip hopie to nie jest tekst o administracji Los Angeles, tekst o strzelaninie pod Pentagonem to nie jest tekst o geografii Waszyngtonu itd.). Kwestia zrozumienia tego co opisuję w poprzednim zdaniu to nie jest kwestia światopoglądu.

  19. aleister 13.3.2010, sobota o 12:44:39

    > Rozumiem, że chodzi o życie na Kielecczyźnie?

    Tak, i dali to na okładkę, pomimo że przedrukowywany z Rzepy artykuł nosi tytuł „Najstarsze ślady czterech łap”.
    Zresztą to nie pierwsze ich zmagania z nauką (i Big Pharmą), np.:
    http://www.angora.com.pl/archiwum/?y=2009&is=450&part=2 (http://blogdebart.pl/2009/07/03/pseudonauka-i-cycki/)
    http://www.angora.com.pl/archiwum/?y=2009&is=452&part=2
    http://www.angora.com.pl/archiwum/?y=2009&is=462&part=2

    Choć z drugiej strony:
    http://www.angora.com.pl/archiwum/?y=2009&is=448&part=2
    Pambukowi świeczkę, a diabłu ogarek ;)

    > Bo sądzę, że wiem, co (…) za nim zapewne stoi.
    Chyba nie chcę się upewnić – archiwum płatne :D

  20. miskidomleka 13.3.2010, sobota o 23:50:45

    @kwik

    No weź, na pewno brytyjski koncern medialny jeden głos od jednego Polaka uważa za większość. Gugiel jakoś mi nie przyszedł do głowy, dzienks. (A do BBC się pisze formularzem kontaktowym, nie trzeba dzwonić)

    @wo, BBC, komercja i teza

    Czy teza była więc „w komercyjnych nieamerykańskich…”?

    Tak ciut OT, ciekawe jak wygląda klikalność BBC w porównaniu z porównywalnym (pod względem potencjalnej widowni) odpowiednikami komercyjnymi. No ale można tylko sobie mówić „ciekawe jak”, dane mogą nie być dostępne. Że nie wspomnę o problemach metodologicznych z zindetyfikowaniem odpowiedników o porównywalnej potencjalnej widowni.

    @wo, błędy, stawianie wysoko i defekacja.

    No nie, na pewno nie wierzę w mit możliwości uniknięcia takich pomyłek czy nieścisłości. Tyle, że ja (oraz BBC) jak się nieostrożnie ufajdam przy defekacji i ktoś mi to powie, to uważam, że to niedobrze i idę się domyć. Zamiast olać sprawę i uznać za żaden problem, ewentualnie dodając „czystość nie jest aż taka istotna zwłaszcza kiedy [tu odpowiednik pisania o kernelu gdy w ramach metafory czystościowej poprawność określenia narodowości Torvaldsa określimy jako czystość, który to odpowiednik nie przychodzi mi do głowy]”. Na przykład w notce krytykującej portal gazeta.pl za napisanie w tytule artykułu „luk bagażowy”, gdy w tekście jest „luk podwozia” – i tylko luk podwozia ma tam sens, zrobiłem dwa błędy – literówkę (cyfrówkę) w numerze pasa, oraz nazwałem winowajcę „redaktorem”. Pierwszy poprawiłem po komentarzu, drugi dziś – z wiadomej przyczyny. Mam nadzieję, że tym razem dobrze. Na gazeta.pl i błąd z artykułu o Pentagonie, i ten z tekstu o luku podwozia, straszą do tej pory.

    @wo i odstępowanie od wierności

    I tu jest różnica w światopoglądzie. Mój jest taki, że informacje dodatkowe, przygodne, nieistotne dla głównego tematu tekstu, też powinny być w miarę możliwości poprawne i precyzyjne.

    Poza tym gdzieś trzeba postawić granicę – gdzie ją postawisz? Twoim zdaniem w tekście o strzelaninie geografia Waszyngtonu i okolic jest nieistotna (mimo, że jak wskazałem pisząc o karze śmierci, mogłaby mieć znaczenie, gdyby sprawca przeżył). A czy pomylenie luku podwozia i bagażowego w tekście o facecie, który zginął lecąc na gapę w luku podwozia, jest jeszcze nieistotne czy już trochę tak?

    A jak autorka pisze „Talerz domowej pomidorowej (bez dodatków) ma najwyżej 40 kcal, kultowa Campbell w puszce aż 110!” – podczas kiedy (pomijając w ogóle sens takiego zarzutu) puszka pomidorowej Campbella ma 90 kcal? To już nieistotne czy jednak trochę tak? Niby tak czy owak ma więcej niż domowa, ale czy od wierności nie odstąpiono za bardzo?

    Albo że „w klasycznym amerykańskim supermarkecie wszystko jest zapakowane i spreparowane” – co jest najzwyczajniejszą nieprawdą? Albo że w supermarkecie Wholefoods nie ma „żadnej chemii” – co jest nieprawdą i bzdurą? Ktoś może powiedzieć, że to uprawnione przejaskrawienie, ja mówię, że to oszustwo – co ty mówisz?

    Albo dwie ostatnie notki Sporothrix – o laptopach (gazeta.pl twierdzi, że na Georgetown University jest zakaz używania laptopów, Sporothrix która tam pracuje, wie że takowego nie ma) i o okularach (gazeta.pl zaleca rodzicom dzieci źle widzących niekupowanie okularów zaleconych przez lekarza, wspierając to opinią rzekomych autorytetów, które autorytetami nie są, w ogóle cały artykuł jest nieoznakowaną reklamą aż boli). No co, artykuł był o oczach i ośrodku Sensorek, a to, na ile ludzie proponujący ściemniacze metody za pieniądze są autorytetami, to sprawa drugorzędna?

    @aleister
    Mnie też nie chciało się dopłacać – ale spotkałem się z „wnioskowaniem” – skoro komórki rakowe mają często wysoki metabolizm objawiający się m.in stosukowo wysokim pobieraniem glukozy – to znaczy, że cukier powoduje raka.

  21. wo 14.3.2010, Niedziela o 6:29:52

    @miskidomleka
    „Czy teza była więc “w komercyjnych nieamerykańskich…”?”

    …portalach.

    „Tak ciut OT, ciekawe jak wygląda klikalność BBC w porównaniu z porównywalnym (pod względem potencjalnej widowni) odpowiednikami komercyjnymi.”

    Też jestem ciekaw, bo ja w sumie też ubolewam nad tym, że polska portalowa oferta jest tak przeraźliwie homogenna – one się prakycznie niczym nie różnią. Ciągle mam nadzieję, że pojawi się gdzieś luka rynkowa dla tego Portalu Zupełnie Innego Niż Inne, który wreszcie polubię. Wróc: nie „mam nadzieję” tylko „bardzo bym chciał”. Bo jednak nadziei nie mam, gdyby tam były jakieś pieniądze, już ktoś by się po nie schylił.

    „Poza tym gdzieś trzeba postawić granicę – gdzie ją postawisz? ”

    Intuicyjnie stawiam ją tam, że pierwsze pytanie które sobie stawiam jako autor brzmi „o czym właściwie jest mój tekst”. Wbrew pozorom to bardzo ważne pytanie, częstym błędem warsztatowym piszącego amatora jest utrata panowania nad tekstem (możesz to znać z blogosfery, te wszystkie blogonotki upstrzone sformułowaniami „zaraz zaraz, ale o czym ja tu chciałem napisać”). Jeśli ktoś ma problemy z parozdaniowym „pitchem” swojego tekstu, to albo powinien pisać o czymś innym, albo w ogóle nie powinien pisać.

    Załóżmy, że tego „pitcha” sobie jednak sformułowaliśmy i brzmi on na przykład „Tekst będzie o wpływie zamieszek w Los Angeles na hip hop” to automatycznie oznacza, że im dalej od pitcha, tym większa nieostrość. Możemy sobie pozwolić na przykład na nieostre sformułowania, w których szmordelas damasceński będzie sztyletem a samobieżny dzyndzlotron gąsienicowy czołgiem. Możemy napisać „ofiarę wyciągnięto z ciężarówki” choć tak naprawdę wyciągnięto ją z ciągnika siodłowego i tak dalej.

    „Ktoś może powiedzieć, że to uprawnione przejaskrawienie, ja mówię, że to oszustwo – co ty mówisz?”

    Ja mówię, że w swojej słusznej kampanii przeciwko autentycznym błędom i dezinformacjom strzelasz tak naprawdę sobie w stopę, zrównując je z pseudobłędami typu „fiński student Torvalds”. Dla mnie te rzeczy należą do na tyle odmiennych kategorii, że osoba zrównująca merytoryczny błąd ze stylistycznym uproszczeniem wypada w moich oczach na oszołoma.

    To trochę tak jak w polskim dyskursie politycznym: o rządach PO można powiedzieć dużo złego, ale jeśli ktoś zaczyna o tym mówić w sposób, w którym jednakowo traktowane są np. zarzuty dotyczące deficytu finansów publicznych i np. krytyka chwytów retorycznych stosowanych przez Palikota, to automatycznie wartość tych merytorycznych ulega w moim odbiorze osłabieniu. Odbieram to jako „e, jakiś nawiedzony”. I potem nawet mi się nie chce sprawdzać, czy te merytoryczne miały w sobie jakieś ziarnko prawdy.

    Czy bardziej Ci zależy na polityce „zero tolerancji, z jednakową powagą czepiamy się kwestii merytorycznych i stylistycznych uproszczeń” czy na polityce „zwracajmy uwagę na realne problemy, które mogą prowadzić np. rodziców do błędnych decyzji terapeutycznych”, to oczywiście Twój absolutnie suwerenny wybór jako blogogospodarza. Nie ośmielałbym się Ci niczego tu sugerować, starałem się po prostu odpowiedzieć na pytanie najlepiej jak umiem.

  22. miskidomleka 14.3.2010, Niedziela o 22:15:47

    @wo

    luka rynkowa dla tego Portalu Zupełnie Innego Niż Inne, który wreszcie polubię

    Nie ty jeden:
    http://roody102.pl/2009/02/narzekanie.html

    Czuję, że pogląd na błędy rozjeżdża nam się na wagach. Na pewno w artykule o kompilowaniu kernela przypisuję niższą wagę błędowi „Torvalds Finem” (rozumiem, że on o sobie mówi per Szwed?) niż „kernel ów napisał Siergiej Brin”. A od tych dwóch znacznie większą wagę będzie miał „należy wpisać grep apt gzip root” kiedy naprawdę trzeba zapt gzep rip boot. Tyle, że u mnie wagi będą odpowiednio 0.1, 0.2, 1, a u ciebie pewnie 0.001, 0.01, 1, czy coś takiego. Więc u mnie też nie ma zrównywania, tylko wagi pobocznych błędów są większe.

    Zgadzam się z tym, że uświadomienie sobie tematu tekstu przez autora jest ważne. A napisanie tekstu tak, by czytelnik temat ten jako oś i przekaz i fokus tekstu zauważył, jeszcze ważniejsze. Tylko – wrócę do tego, co pisałem – napisanie „pod” zamiast „w”, czy napisanie „Szwed” zamiast „Fin” nie kłóci się z tym. Ale to moja opinia, może potrafię nie stracić z oczu tematu wskutek chwilowej łodafaki. Zastanawiam się też nad szmordelasami i dzyndzlotronami – zapewne często klasyfikacja jest hierarchiczna, są one konkretnymi odmianami sztyletu i czołgu, i nazw ogólniejszych można użyć. Być może tak samo jest z ciągnikiem siodłowym (nie wiem). Jeśli jednak nie są to podklasy czegoś o nazwie powszechnie zrozumiałej – jest kłopot.

    Czemu mam takie wagi? To pewnie po części kwestia estetyki – mnie takie rzeczy sprawiają po prostu nieprzyjemność. Te, które jestem w stanie dostrzec, naturalnie – redaktor/dziennikarz czy szmordelas jakby mniej :-). Ot, niedawno czytałem „Biegunów” Tokarczuk, dobrze się czyta, i nagle niesmaczek: „Pierwszy oficer pochodził z Tahiti; był pewny, że ten ląd [do którego docierali] będzie jak jego Hawaje.”

    A być może ważniejsze jest takie coś. Tobie – gdy oceniasz krytykę – krytyka rzeczy „małych” obniża wartość krytyki rzeczy „dużych”. I ma to sens, jeśli autor jest niezdolny do priorytyzacji, to i do innych operacji umysłowych może być mało zdolny.

    Ale pomyśl o mechanizmie oceny samego tekstu (nie oceny krytyki): chcę się dowiedzieć co się stało w kwaterze głównej CIA. Autor coś napisał, nie wiem, czy z sensem. Nie mogę ocenić sensu po tym, że wizytującego kwaterę Torvaldsa zaatakowała osoba nazwiskiem Gianluca Peciola – tego właśnie nie wiem, tego chcę się dowiedzieć. Ale jeśli tekst mówi, że wizytującego kwaterę główną CIA w Langley w Waszyngtonie autora Windows Rosjanina Torvaldsa ugodziła szmordelasem hawajskim z Tahiti Gianluca Peciola – to mam wątpliwości czy główna informacja tekstu ma coś wspólnego z rzeczywistością.

  23. wo 15.3.2010, poniedziałek o 4:41:59

    @miskidomleka
    „Czuję, że pogląd na błędy rozjeżdża nam się na wagach.”

    Najprawdopodobniej, natomiast…

    „Zastanawiam się też nad szmordelasami i dzyndzlotronami – zapewne często klasyfikacja jest hierarchiczna, są one konkretnymi odmianami sztyletu i czołgu, i nazw ogólniejszych można użyć. Być może tak samo jest z ciągnikiem siodłowym (nie wiem). ”

    …tutaj problem może się brać z Twojego oporu przed pogodzeniem się z tym, że znaczenie potoczne danego słowa może rozmijać się ze specjalistycznym. Na przykład w języku potocznym słowo „kwas” ma znaczenie z grubsza wywodzące się z teorii Arrheniusa, przemieszane z komiksowym znaczeniem „cokolwiek, co po chluśnięciu na podłogę wypali taką dziurę jak w Alienie”. Chemikowi w praktyce Arrhenius nie wystarcza, więc od chemika usłysysz pojęcie „kwas w sensie Lewisa” albo „kwas w sensie Bronsteda” itd.

    Potocznie słowem „Los Angeles” obejmuje się pewien zespół miejski, do którego wlicza się dzielnice formalnie nie będące częścią city of LA, za to często pomija się takie, które formalnie są tą częścią, ale leżą tak bardzo na uboczu, że nikt tam nie powie „jestem właśnie w Los Angeles” – czyli z jednej strony San Pedro, z drugiej Sherman Oaks.

    Nie przeżyję więc żadnego wstrząsu poznawczego, jeśli przeczytam w portalu depeszę zaczynającą się od „W Los Angeles zastrzelono znanego muzyka hiphopowego”, choć z tekstu będzie wynikało, że chodzi o Compton. Po prostu wiem, że istnieje „Los Angeles w sensie potocznym” i „Los Angeles w sensie administracyjnym” i to są dwa różne miasta (tak jak np. w różnych klasyfikacjach różne substancje uznamy za kwas lub nie). Nigdy nie byłem w Waszyngtonie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby tam było podobnie.

    Ale masz rację, to głównie kwestia wag – tzn. mojej skłonności do machnięcia ręką na takie drobiazgi, o ile tekst spełnia swoją podstawową funkcję, tzn. z grubsza informuje mnie o hiphopie, zamieszkach, chodzeniu pieszo w Los Angeles, strzelaninie pod Pentagonem, składzie krwi Xenomorpha :-) itd.

  24. miskidomleka 15.3.2010, poniedziałek o 15:50:42

    Ha, ha, nasi behapowcy chodzą co jakiś czas i robią inspekcje, i między innymi sprawdzają czy ludzie przestrzegają świętych zasad: buty zakrywające palce stóp, przejścia nie zastawione gratami, no i przenajświętszy zakaz trzymania w jednej szafce kwasów, zasad, substancji łatwopalnych i trucizn (nie wiem, jak się traktuje substancję należącą do >1 kategorii). Wyobraziłem sobie minę BHPowca gdy pouczany chemik pyta: „ale kwasów w sensie Lewisa czy Bronsteda?”

    Mam wrażenie, że w Waszyngtonie i okolicach dość silnie przywiązuje wagę do granic. Może dlatego, że są one międzystanowe (czy równoważne – między DC a Wirginią czy Marylandem), więc różnice np. w prawie są wyraźne. Nie tylko te, o których pisałem wcześniej, ale te takie o których ludzie lubią sobie pogwarzyć – a tu podatki takie, a tu nie ma fotoradarów, a tam za przekroczenie prędkości o 20mph możesz iść do pudła, a tam jeszcze co innego. Może też dlatego, że część z granic bardzo dobrze widać – granica MD/VA i DC/VA to brzeg sporej rzeki. A może jest po prostu tradycja podkreślania tych różnic, w końcu w metrze obwieszczają często przekraczanie granicy nawet jak odbywa się to pod dnem rzeki, lokalnej gazecie zdarza się robić żartobliwe plebiscyty którzy kierowcy są najgorsi, itd.

    Swoją drogą rozwiązanie, w którym spora aglomeracja jest podzielona między 3 mocno od siebie niezależne ośrodki władzy (przy czym centra dwóch z nich leżą poza tą aglomeracją) jest raczej głupie, i nie sprzyja efektywności. Czasem sobie czytuję o propozycjach zmiany na coś sensownego, i przy okazji zapewnienia mieszkańcom DC pełnego prawa głosu – jakiego obecnie nie mają. Ale nie wierzę, że coś się z tego kiedykolwiek urodzi. Zresztą jeszcze nie widziałem propozycji, która scalałyby aglomerację całkowicie – zawsze część wirginijska zostaje oddzielona od reszty bądź reszt. Nacisk jest bardziej na prawo głosu w DC, nie na scalenie aglomeracji.

  25. Remedios44 7.4.2010, środa o 8:19:41

    A ja na tym skanie zauważyłam jeszcze coś innego: „nic nie w skazuje”. Za co „w” miałoby być skazane i przez kogo (przez co)? ;) W każdym razie nadaje się na gazetowekwiatki.blox.pl :) Jakieś tłumaczenia, że redaktorzy portalu powinni posługiwać się językiem potocznym, a co za tym idzie zrozumiałym, to dla mnie czcze wykręty. Powinni posługiwać się przede wszystkim językiem POPRAWNYM.

  26. Mr V 20.3.2012, wtorek o 5:29:27

    „Może od trzesięnia ziemi w Chile różnica czasu zmieniła się z 6h do 5h 55m ;-)”

    Miski, czepiac detali sie czepiasz, ale takiego babola puscic… Roznica obecnie jest 5, nie 6 godzin. Coz przy tym jest 100 metrow w ta czy we wta? Sprawdz sobie, jesli nie wierzysz [1].

    [1] Hint – USA zmienia czas na letni duzo wczesniej niz cale EU.

  27. miskidomleka 20.3.2012, wtorek o 7:15:52

    @Mr V
    Och, jakiś ty przenikliwy. Not.
    Wyobraź sobie, że wiem, że zmiana czasu jest kiedy indziej w USA i w EU, i że różnica czasu nie zawsze wynosi 6 h.
    Ale notka była napisana 5. marca 2010, przed wiosenną zmianą czasu w USA i w Europie, i wtedy różnica wynosiła 6 h.
    Co najważniejsze, różnica może wynosić 5 h, moze wynosić 6 h, ale nigdy nie wynosi 5 h i 55 min.

  28. Mr V 20.3.2012, wtorek o 13:54:11

    Nigdy? Wlasnie zniknales takie kraje jak Nepal (gdzie roznica wynosi +05:45) stosujace ofset kwadransowy czy Wenezuela (-04:30) stosujace polgodzinny. Link do przykladu:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Nepal_Time

    Do tego dochodzi prosty fakt o ktorym ucza nawet w podstawowkach – czas lokalny, stosowany w wielu miejscach na ziemi presuwa sie o 5 min z kazdym stopniem dlugosci, tak ze jak najbardziej mozna otrzymac pieciominutowa roznice… :P

  29. miskidomleka 20.3.2012, wtorek o 14:41:51

    Och och. Nigdy między USA i Europą :P. Oraz Nepal czy Wenezulea dalej nie czynia +5 czy -5 minut, tylko +/- 30 czy 15.
    A gdzie nadal używają lokalnego czasu słonecznego, majaczą mi się jakieś kraje arabskie, ale nie pamiętam…

  30. kwik 21.3.2012, środa o 6:56:13

    Mr V :

    Do tego dochodzi prosty fakt o ktorym ucza nawet w podstawowkach – czas lokalny, stosowany w wielu miejscach na ziemi presuwa sie o 5 min z kazdym stopniem dlugosci

    W szkole co prawda nie uważałem, ale jeśli obrót Ziemi o stopień trwa 5 min to pełny obrót (doba) trwa 5*360 min czyli 30 godzin?

  31. Pingback: Ostrzelany Pentagon, polskie media « Miski do mleka

%d blogerów lubi to: