Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Czego pochwałą jest „Avatar”?

Edwin Bendyk zareklamował tekst Mariusza Agnosiewicza o „Avatarze”. 

Agnosiewicz: [„Avatar” jest] bowiem wielką apologią nauki i technologii zespolonej z humanizmem

Nie zgodzę się. Jest apologią karykatury nauki.

Nie mogę się powstrzymać przed skrytykowaniem obrazu pracy w laboratorium: oczywiście jest tam ciemno (jak zwykle w popularnych filach i serialach), ale ponadto w tych ciemnościach Augustine pali papierosa nad stołami laobratoryjnymi, i pipetuje źle trzymając pipetę. Ale to oczywiście szczegół. Są rzeczy ważniejsze.

Film jest apologią ekologizmu, „ekologii” rozumianej jako mętnawy zachwyt nad tym, co piękne. Czy gdyby smerfy zamiast przypominać smukłe antropoidalne koty, były przysadzistymi, oślizgłymi i śmierdzącymi stworami, gdyby planeta zamiast urokliwie świecącym lasem była pokryta szarą jednostajną półpustynią, albo szlamowatym bagnem, nie zasługiwałaby na ochronę? Taki ekologizm powoduje, że w popularnej świadomości najbardziej wartymi ochrony gatunkami są pandy, delfiny i białe niedźwiedzie – bo są mniej lub bardziej cute.

Niespójność przedstawionego świata, chociażby biologiczna (pisał o tym PZMyers, nawet nie wyczerpując tematu), jest obrazą naukowego myślenia. 

A sama Augustine jest karykaturą naukowca, bo ważną cechą jej postaci nie jest racjonalistyczna ciekawość, a parareligijny zachwyt. Pamiętamy scenę, gdy pierwszy raz pokazane są latające góry Pandory? Wszyscy, włącznie z Grace, zamierają w zachwycie, coś tam szepcząc cicho jak w kościele, tylko Trudi robi praktyczną uwagę o źle działających instrumentach.  Tymczasem od naukowca, od Grace, oczekiwałbym nie bogobojnego zachwytu, a ciekawości, hipotezy, dyskusji – w jaki sposób te góry unoszą się w powietrzu.

I wreszcie, Agnosiewicz pisze:

Pięknym hołdem dla ideału naukowca jest filmowa Grace, która tuż przed śmiercią, kiedy została przyniesiona do „świętego drzewa” Na’vi, nie prosi o łaskę żadnego boga ani nie oddaje się praktykom kultowym, ale umierając mówi, że chciałaby zebrać stąd próbki do swoich badań.

Z tego co ja pamiętam, umierająca Grace mówi też (cytuję z pamięci, więc może niedokładnie) „Widziałam ją”, mając na myśli Eywa (Eywę?), czyli bóstwo Pandory, coś w rodzaju uosobienia hipotezy Gai, tylko bardziej religijne i duchowe.

To jest dla mnie kluczowy moment filmu, demaskujący jego antyracjonalność. Próbki próbkami, ale tak czy owak wszyscy się przed śmiercią nawrócicie.

Reklamy

13 responses to “Czego pochwałą jest „Avatar”?

  1. Jurgi Filodendryta 11.1.2010, poniedziałek o 11:34:27

    Jaki zachwyt, jaka religijność, jaka apologia piękna? Przecież to tylko technologia wyprana z emocji; jak dowodzą watykańskie media. Bo Pandorczycy mają jakiś tam mętny panteizm, zamiast Chrystusa.

  2. Mariusz 11.1.2010, poniedziałek o 12:16:20

    Grace wypowiada swoje quasireligijne słowa podłączona do „globalnej sieci”, co sugeruje, że ona weszła do tej sieci, co jest po prostu nawiązaniem do transhumanistycznej idei transferu umysłu do Sieci: en.wikipedia.org/wiki/Mind_uploading Jeśli odczytamy świat Na’vi jako metaforę cyberprzestrzeni to wydaje się to oczywiste. Film jednak dlatego przede wszystkim jest gloryfikacją najnowszej nauki i techniki bo „zbawczą” rolę przypisuje avatarovi.

  3. mm 11.1.2010, poniedziałek o 14:13:26

    „… i pipetuje źle trzymając pipetę.” IRL też się to zdarza, równie często jak wymachiwanie pipetą nad głową, używanie jej w charakterze wskaźnika, czy odkładanie poziomo na stół. I uwaga ta nie dotyczy wyłącznie doktorantów z ADHD.

    Poszukiwanie głębszych treści w „Avatarze” jest bezcelowe. Nieoceniony w swojej szczerości PZ Myers:

    „Don’t go in to the theater looking for cleverness or wit or even, dare I suggest it, intelligence in the story. But it’s OK, I heard several ten year olds behind me cheering at key points.”

  4. Dorothy 11.1.2010, poniedziałek o 14:15:08

    No cóż – jeśli ktoś chodzi do kina aby szukać odpowiedzi, oczekując dokumentalnej dokładności i prawdy absolutnej, to tak – film był kiepski.
    Ale jeśli idzie się do kina jak ja, parweniusz, dla rozrywki, to film był fajny, krajobrazy zachwycające i można zastanowić się, czemuż to ewolucja pozbawiła nas ogonów skoro są tak przydatne.
    Śmieszy mnie ta rozgorzała w internecie dyskusja, czy Avatar to dobry film, wyszukiwanie błędów, marudzenie na temat dziecinnego podejścia do ekologii. Większość widzów i tak nie bierze tego do siebie, idą do kina po to by się bawić a że scenariusz przewidywalny? To jak rollercoaster – w końcu i tak wszystko dobrze się skończy.

  5. sporothrix 11.1.2010, poniedziałek o 16:15:05

    @ Dorothy
    Błędów szukać jest bardzo fajnie :-), co nie zmienia faktu, że i mnie aż tak żywe dyskusje dziwią. Ja poszłam, żeby zobaczyć, czy jest co zobaczyć, a opinię miałam taką sobie ;-): http://sporothrix.wordpress.com/2010/01/02/avatar/, bo i film był moim zdaniem marny, i efekty średnie, i krajobrazy brzydkie.

    @mm
    “… i pipetuje źle trzymając pipetę.” IRL też się to zdarza, równie często jak wymachiwanie pipetą nad głową, używanie jej w charakterze wskaźnika, czy odkładanie poziomo na stół. I uwaga ta nie dotyczy wyłącznie doktorantów z ADHD.
    Wszystko ok, ale TAKIE trzymanie pipety automatycznej???

  6. mm 11.1.2010, poniedziałek o 17:13:27

    @sporothrix:
    Podczas filmu zwróciłem uwagę na pipetę i pamiętam myśl: „Tak się pipetować nie da!”, nie pamiętam jednak czy ta pipeta była pozioma, czy wręcz skierowana do góry? Tak czy inaczej, w następnej chwili przypomniałem sobie dra X, jak wymachiwał nadgarstkiem wzbogacając wewnętrzne życie swojej pipety, co ukoiło mój sprzeciw.
    Papieros w labie to motyw którego nie potrafię sobie wyobrazić.

  7. Jasia 11.1.2010, poniedziałek o 18:16:35

    @mm
    Bo to widzisz, zależy jakie kto ma doświadczenia. Ja papieros wyobrażam sobie świetnie, ale tej pipety za diabła.

  8. sporothrix 11.1.2010, poniedziałek o 19:00:40

    @mm i Jasia
    Ja faktycznie widziałam ludzi różnie pipetujących oraz wymachujących pipetami na wszystkie strony. Sama też używam pipety jako wskaźnika :-). I dobra, niech sobie każdy robi po swojemu, ale i tak jakoś dziwacznie mi to czasem wygląda.
    Co do papierosów, to jak napisałam u siebie, rozumiem, że naukowiec też człowiek i niektóry lubi sobie zapalić, ale tak w labie? Nad próbkami, mikroskopami? Jakoś to nie teges.

  9. Miro 12.1.2010, wtorek o 3:04:18

    Akurat epatowanie pięknem mnie nie dziwi, w końcu film robiony był w Hollywood, gdzie wszystko musi być idealne. Oglądając filmy z fabryki snów moglibyśmy pomysleć że społeczeństwo amerykańskie składa się z modelek i przystojnych facetów, tymczasem prawda jest taka że przeważają tam grubasy, w dodatku wcale nie piękne. W kulturze amerykańskiej wszystko musi być ładne więc nie dziwi mnie że obcy także są przedstawiani w ten sposób. Gdyby byli brzydcy, szarzy i szlamowaci pewnie zostaliby przedstawieni jako najeźdźcy, zagrożenie które należy wyeliminować dla dobra już nie tylko ludzkości ale całego kosmosu. Wszystko to zgodnie z regułami klasycznej baśni gdzie zła czarownica jest brzydka i czarna a dobra wróżka piękna i jasna.
    Mnie w „Avatarze” rażą wcale nie szczegóły w rodzaju złego trzymania pipety czy palenia w laboratorium ale zupełnie wydumany mechanizm funkcjonowania życia na Pandorze. Na podstawie wiedzy o historii życia na Ziemi (nie tylko białego człowieka), wiadomym jest że takie zespolenie istot żywych istnieje jedynie w filmach Disney’a w rodzaju ‚Pocachontas’, ‚Tarzan’ czy ‚Król lew’. Wprawdzie funkcjonuje hipoteza Gai ale sam jej twórca – Lovelock w późniejszym czasie kilkakrotnie osłabiał jej siłę. W genach życia które znamy zapisana jest ekspansja, istnieje ona zarówno w człowieku, szympansach, wróblach, czy mrówkach. Dlatego Pandora jest jedną wielką spekulacją w każdym wymiarze, nawet tym podstawowym. Jedna wielka rodzina ludzko-zwierzęco-roślinna jest wielkim mitem. Ludy pierwotne również potrafiły doprowadzić do lokalnych katastrof ekologicznych. „Avatar” jest więc projekcją pięknych wprawdzie ale jedynie marzeń za dawno utraconym rajem.

  10. Z. 12.1.2010, wtorek o 5:17:14

    Dla mnie podobnie jak dla mariusza film był przede wszystkim apologią transhumanizmu.
    Gaja/Eywa nie jest w nim duchowa tylko technologiczna – a że technologia oparta na sieci biologicznej, a nie krzemowej? To nie żaden cud i bóstwo tylko zwykły upload.

    To że film operuje archetypami naukowca – to produkcja hollywoodzka litość, akurat to jak Dr trzyma pipetę specjalnie nie wpływa na jego wymowę.

    @mm
    Jak dla mnie kluczowe nie jest to czy są tam głębsze treści, tylko jakie idee wpycha do mainstreamu.
    I to własnie jest dla mnie głównym plusem filmu. Pochwała idei avatara – na tle filmów takich jak Surogaci (dużo głupsi jeśli chodzi o szczegóły przedstawienia świata) którzy walą po oczach morałem „Ludzie będą żyć życie zdalnikami, jakie to potworne, straszne, upadek, koniec świata.” jest to miła odmiana.

  11. mm 14.1.2010, czwartek o 11:46:53

    @Z.
    Wpycha idee pasujące do scenografii i efektów specjalnych. Przesłanie, ba, scenariusz to w „Avatarze” sprawy trzeciorzędne.

  12. Z. 14.1.2010, czwartek o 16:50:49

    @mm
    To czy pojawiły się bo pasowały do efektów specjalnych, czy zostały losowo wylosowane, czy jeszcze coś innego to mnie po prawdzie mało interesuje. Jasne ze nie jest to ambitne kino, ale jak oczekuję ambitnego kina to idę do Muranowa, a nie IMAXa. Trochę jakby ktoś poszedł do McDonalda i narzekał że to nie jest domowe jedzenie. W swojej lidze to jednak naprawdę porządny kawałek kina.

  13. sendaianonymous 15.1.2010, piątek o 16:46:45

    Ten post spowodowal u mnie parareligijny zachwyt oraz wydawanie odglosow typu „hurr hurr derrp derrp”.

%d blogerów lubi to: