Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Szczepionka na prosiaczą – czy było warto?

Grypka prosiacza przygasła, więc może warto pokusić się o podsumowanie tego, co się wokół niej działo. Może inaczej – wprawdzie jeszcze nie warto, sezon grypowy się nie skończył i niewykluczone jest odbicie zachorowań. Ale ponieważ już rzucają się na sprawę eksperci pierwszej klasy, czyli politycy, ponieważ szum jest i będzie narastał – chyba jednak warto.

Najpierw kilka pytań, i spekulacyjnych odpowiedzi.

Czy firmy farmaceutyczne wywierały presję na WHO i inne instytucje zajmujące się zdrowiem publicznym, instytucje, które decydowały o strategicznych zakupach szczepionki przeciw H1N1? Pewnie tak, firmy są nastawione na zysk i zysku zawsze będą szukać. Ale nie znaczy, że bez presji decyzje byłyby inne.

Czy decyzja o zakupie i dystrybucji szczepionki centralnie przez rządy (a nie indywidualnie poprzez apteki) miała na celu zagwarantowanie firmom farmaceutycznym zysku? Myślę, że głównym czynnikiem była priorytyzacja dystrybucji, zagwarantowanie, by szczepionki najpierw trafiły do grup najbardziej zagrożonych oraz najważniejszych z punktu widzenia zdrowia publicznego – czyli do służby zdrowia. Możliwe, że gwarancje dla firm też mogły mieć tu znaczenie – ale czy firmy, powtarzam, nastawione na zysk, zaryzykowałyby potężne inwestycje w produkcję drugiej szczepionki przeciwgrypowej w jednym roku, gdyby nie miały przynajmniej częściowych gwarancji zbytu? Jakie inne wyjście było tu możliwe, nacjonalizacja i militaryzacja przemysłu farmaceutycznego?

Czy firmy farmaceutyczne zarobiły na szczepionkach? Zarobiły. Tyle, że to o niczym nie świadczy. Zacytuję napotkaną w miejscu, do którego nie ma co podawać linka, wypowiedź (odnoszącą się do globalnego ocieplenia i zysków czerpanych przez producentów „ekologicznych” technologii): Z tego, że ktoś chce na czymś zrobić kasę nie oznacza, że tego czegoś nie ma. Czasem spotykam się z takim rozumowaniem: „zastanówmy się czy zjawisko x istnieje; przesłanka: ktoś na domniemanym zjawisku x chce zrobić kasę; wniosek: zjawisko x nie istnieje”. Nic dodać, nic ująć.

 

Wróćmy do próby oceny, czy w ogóle należało coś robić, czy rządy większości krajów (z wyjątkiem np. Polski) postąpiły słusznie kupując i rozprowadzając tę szczepionkę.

Uważam, że tak – z następujących powodów:

1. Każda grypa, H1N1 czy inna,  jest chorobą dość poważną. Dziesięć lat temu miałem grypę, i po tym paskudnym doświadczeniu nigdy więcej nie chcę, szczepię się corocznie. To naprawdę nie jest przyjemne, i wyłącza człowieka z życia na przynajmniej tydzień. Z punktu widzenia funkcjonowania społeczeństw, wyłączenie z życia dużej części populacji nawet na tydzień, nie jest bezpieczne. A dla części pacjentów na wyłączeniu przez tydzień się nie kończy. Rozmaite powikłania, zapalenie płuc czy zapalenie mięśnia sercowego, mogą skutkować znacznie dłuższą chorobą, a nawet trwałymi uszkodzeniami.  Nie bez kozery grypa bywa, szczególnie w niektórych grupach wiekowych, nawet śmiertelna. Zmniejszenie  śmiertelności i zachorowalności nie jest chyba niczym złym, prawda? 

2. Produkcja szczepionki trwa dość długo, i decyzja o produkcji musi być podjęta dość długo przed sezonem grypowym. Nowy wirus został najpierw wykryty w Meksyku (choć niekoniecznie tam powstał), i według ówczesnych raportów wydawał się znacznie bardziej niebezpieczny od „sezonowego”. Dopiero dużo później  H1N1 okazała się stosunkowo mało groźna.  Gdyby jednak szczepionek nie wyprodukowano, a H1N1 okazała się równie (lub bardziej) śmiertelna niż podawały doniesienia z Meksyku, mielibyśmy hekatomby. Nie można oceniać słuszności decyzji na podstawie informacji niedostępnych w momencie decyzji.  

3. Wirus grypy jest potencjalnie bardzo niebezpiecznym wirusem.

Po pierwsze, jak każdy wirus RNA, stosunkowo łatwo mutuje, dlatego co i rusz pojawiają się nowe jego odmiany. Te nowe odmiany mogą być bardziej niebezpieczne od starszych. Mogą zmienić się powierzchniowe białka wirusa: hemaglutynina i neuraminidaza. Te białka są „widziane” przez system immunologiczny, więc ich zmiana może skutkować „schowaniem się” wirusa przed układem odpornościowym, który nauczył się już poprzedniej odmiany.

Po drugie, unikalną właściwością wirusa grypy jest to, że jego genom jest podzielony na 8 oddzielnych cząsteczek RNA.  Jeżeli człowiek (a częściej zwierzę, zwykle świnia lub ptak) zostanie zarażony jednocześnie dwoma różnymi wirusami grypy, może powstać wirus będący zupełnie nową kombinacją, możliwe, że znacznie bardziej niebezpieczną. Dlatego cały czas trzeba obawiać się ptasiej grypy – jest ona bardzo niebezpieczna dla ptaków, jednak bardzo rzadko zakaża ludzi. Jednak w wynika procesu jaki opisałem wyżej (reasortacja genomu to się nazywa), może dojść do połączenia pochodzących z ludzkiego wirusa genów powodujących szybkie i łatwe zakażanie ludzi, z genami grypy ptasiej warunkującymi ciężki przebieg i dużą śmiertelność. I wtedy mamy błyskawicznie rozprzestrzeniającego się wśród ludzi wirusa powodującego dużo ofiar śmiertelnych. Przypominam, że grypa „hiszpanka” z początku XX wieku zabiła co najmniej kilkadziesiąt milionów ludzi. I to w czasach, gdy znacznie mniej i znacznie wolniej podróżowano, więc rozprzestrzenianie się epidemii było naturalnie ograniczone. Istniało niemałe prawdopodobieństwo, że „świńska” zachowa się podobnie (ale dzięki samolotom rozprzestrzeni się po świecie znacznie szybciej), i globalna akcja szczepionkowa była całkiem na miejscu.

Ogólnie rzecz biorąc, ze względu na zmienność wirusa grypy, w tym na możliwość reasortacji, i na potencjalne powstanie nowych, cięższych odmian, ograniczanie zasięgu epidemii – czy to przez szczepionki, czy przez propagowanie dezynfekcji rąk i podobnych środków – to ograniczanie prawdopodobieństwa powstania nowych odmian, to ma bardzo dużo sensu.

4. Choć grypa H1N1 okazała się stosunkowo mało groźna, było jednak nie tak mało ofiar śmiertelnych – w dodatku zaskakująco dużo wśród ludzi młodych. Za CDC:

5. Można spotkać się z argumentem, że szczepionki na grypę są niepotrzebne, bo istnieją lekarstwa na grypę. Owszem, istnieją, ale występuje też oporność wirusa na wiele z nich, zaś kuracja jest droższa niż szczepionka. Co najważniejsze jednak – leki te, zwłaszcza starsze (rimantadyna i amantadyna), ale i nowsze (oseltamiwir, zanamiwir), mają działania uboczne znacznie częstsze i poważniejsze niż szczepionka. Szczepionki są stosunkowo tanie i bardzo bezpieczne.

6. Warto pamiętać, że choć dla większości populacji grypa nie jest specjalnie groźna, to jednak, jak wspomniałem wyżej, wyłącza człowieka z aktywnego życia na jakiś tydzień.

Prawdopodobny scenariusz dużej epidemii grypy przy braku szczepień jest taki, że stosunkowo nieliczni pacjenci przechodzący ją ciężko trafiają do szpitali i tam zarażają personel medyczny. Personel medyczny zaczyna chorować, siedzi bądź leży w domu, i nie ma komu przyjmować pacjentów w szpitalach. To się może dość szybko rozkręcić do stanu katastrofalnego.  Dlatego rozsądne kraje najpierw szczepiły służbę zdrowia, często obowiązkowo.

7. Jest jeszcze jeden aspekt globalnej akcji szczepionkowej przeciw H1N1. Gdyby pojawiła się ciężka i silnie zakaźna grypa w rodzaju hiszpanki (a należy przypuszczać, że prędzej czy później się pojawi), będzie trzeba możliwie szybko wyprodukować setki milionów, może kilka miliardów szczepionek. Akcja przeciw H1N1 pokazała, że nie byłoby to możliwe – było mnóstwo opóźnień, przez większość jesieni media donosiły, że produkcja trwa dłużej niż się spodziewano, szczepionki, jeśli były, podlegały ścisłej reglamentacji. Widać więc, że jeśli ludzkość ma mieć szanse opanowania epidemii poważniejszej odmiany grypy, potrzebne są poważne inwestycje. W szczególności przejście w większym stopniu ze szczepionek hodowanych w jajach kurzych (jak to się przeważnie robi obecnie) do hodowanych na hodowlach tkankowych.  Te drugie są znacznie łatwiejsze do szybkiego rozkręcenia na dużą skalę, ale wymagają dużych inwestycji w park maszynowy zawczasu. Akcja przeciw H1N1 była więc ważnym testem, ważną próbą generalną, i mam nadzieję, że będą z niej wyciągnięte konkretne wnioski.

Spotykam się też z argumentem, że na szczepionki zostały czy (w Polsce) zostałyby zmarnowane ogromne pieniądze. Z tego co pisałem powyżej chyba widać, że moim zdaniem słowo „zmarnowane” jest nietrafione. Czy ogromne?

Powiedzmy, że jedna dawka szczepionki kosztowałaby Polskę pewnie z 10 dolarów. 380 milionów by zabezpieczyć całą populację, ale tyle by się nie kupiło. Realnie rzecz biorąc wydano by na dużą akcję ze 150 mln dolarów. [znalazłem estymację kosztu tylko w Żywcu – 400 mln zł, czyli trafiłem nieźle].  Dla porównania na samą obronę narodową Polska wydaje 24 mld zł (budżet 2009). Rok w rok 60 razy więcej. I kiedy się ostatni raz armia okazała Polsce przydatna? W 1920 roku, a przedtem w 1683?

Podsumowując, cieszę się, że akcja produkcji i podawania szczepionek przeciw H1N1 została przeprowadzona. Powinienem czuć się bardziej bezpieczny po takim teście systemu, ale obawiam się, że gdy przyjdzie nowa hiszpanka politycy ubiją akcję szczepionkową, bo w 2009 roku przestrzelono (być może przestrzelono, powtarzam, sezon jeszcze się nie skończył).

I cieszę się, że ja mogłem dokonać wyboru, że – dzięki mieszkaniu poza Polską – miałem możliwość zaszczepienia się przeciwko obu tegorocznym rodzajom grypy. A Polsce gratuluję jak zwykle krańcowo niekompetentnych polityków.

Uzupełnienie (21. stycznia 2010)

Advertisements

16 responses to “Szczepionka na prosiaczą – czy było warto?

  1. sporothrix 10.1.2010, niedziela o 19:43:20

    Zwięźle i porządnie :-). Dodam tylko to, co trzy dni temu mówiła dr Anne Schuchat, szefowa National Center for Immunization and Respiratory Diseases w CDC (za Medscape): „H1N1 swine flu is still here — and now is the time for everyone to get their H1N1 vaccinations, the CDC urges. The fall/winter wave of H1N1 swine flu ebbed in December. But there was a disturbing and unusual holiday uptick in flu hospitalizations and deaths. Whether there will be a new wave of infections is anybody’s bet, but history suggests it would be unwise to wager your health on the chance the pandemic is over.” Całości można posłuchać tutaj:
    http://www2c.cdc.gov/podcasts/player.asp?f=639010#

  2. byte 11.1.2010, poniedziałek o 3:45:05

    Jeszcze jedna, potencjalna zaleta szczepionki przeciw H1N1. Istnieje domniemanie, że fakt, iż H1N1 tak kiepsko radzi sobie z osobami starszymi a tak dobrze mu idzie u ludzi młodych związany jest z tym, że ci starsi mieli okazję w przeszłości zetknąć się z wirusem hiszpanki, choćby osłabionym, więc ich systemy odpornościowe potrafią teraz odpowiednio zareagować. Młodsi tej szansy nie mieli, więc ewentualna epidemia może ich swobodnie kosić przy samej ziemi. Szczepienia przeprowadzone teraz, gdy nic groźnego nie lata w powietrzu, mogą mieć więc znaczenie profilaktyczne, choć nie wiadomo w jakiej skali.

    Więcej: „Świat nauki”, grudzień 2009, str. 8

  3. soband1 11.1.2010, poniedziałek o 10:05:26

    Ja jestem pesymistą jesli o to chodzi, idę o zakład, że w niedlugim czasie będziemy potrzebowali nie tylko tych szczepionek ale zapewne innych, wszak laboratoria pracują całą parą byśmy ich potrzebolwali, wszak biznes musi się kręcić :) Osobiście grypę przechodziłem raz w życiu i jedyne co brałem to paracetamol, który przepisał mi kolega lekarz, to były 3 dni masakry, tak że nie mogłem wstac z łózka, więc tylko ten specyfik i dużo płynów z witaminami. Po trzech dniach byłem zdrowy. Mimo tego nie szczepię się i nie zamierzam, polegam na profilaktyce, więc wsuwam dużo warzyw we wszelakiej postaci, łykam ewentualnie witaminę C w sezonie grypowym. Niemniej jeśli ktos chce sie szczepić droga wolna choc bez przymusu!Pozdrawiam!

  4. miskidomleka 11.1.2010, poniedziałek o 10:19:29

    @byte

    Chyba tych, co się zetknęli z hiszpanką zostało już bardzo mało :-). Ja słyszałem, że raczej chodzi o zetknięcie z grypami drugiej połowy XX wieku, w tym świńską lat 70tych. Mogę jednak się mylić, ale z ideą twojego komentarza się zgadzam.

    @soband1

    Zapewne zdajesz sobie sprawę, że „profilaktyka” polegająca na jedzeniu warzyw i witaminy C nie ma znaczenia w zapobieganiu grypie?

    Jeśli już ograniczać się do profilaktyki nieszczepionkowej, to znacznie lepiej skupić się na częstym myciu rąk, szczególnie po dotykaniu czegokolwiek „publicznego” (klamki, wyłączniki itd), niedotykaniu rękoma twarzy, i unikaniu zskupisk ludzkich.

    A co laboratoriów – cóż, znacznie lepsze pieniądze robią na lekach na choroby przewlekłe, branych codziennie lub nawet kilka razy dziennie, niż na szczepionkach które się przyjmuje od raz w życiu do raz w roku.

  5. soband1 12.1.2010, wtorek o 8:42:38

    @miskidomleka
    Co do mycia rąk, unikaniu skupisk ludzkich etc. w aspekcie że tak powiem grypowym to się zgodzę.
    Ale wsuwanie warzyw, łykanie witaminy C czy zażywanie ruchu to jest profilaktyka, jako że ma bezpośrednie przełożenie na sprawność funkcjonowania naszego układu odpornościowego, szczególnie w dłuzszym okresie czasu jako składnik stylu życia po to by dbac o swe zdrowie. Więc moim zdaniem odnosi się to do ogólnej kondycji organizmu, który w dzisiejszych czasach przez siedzący tryb życia, ubogie w wartości odżywcze jedzenie, permanentby stres, zanieczyszczenie środowiska itd. powoduje, że nasze organizmy są na ogół niedożywione (chodzi głownie o witaminy i mikroelementy) i niejako osłabione, a to ma podstawowy wpływ na naszą podatność na infekcje i w ogóle kondycję zdrowotną.
    Co do firm farmaceutycznych to gdzieś czytałem, że w USA zastanawiaja się jak zabezpieczyc pacjentów które miały raka przed nawrotem tej choroby i postulują by brać odpowiednie lekarstwa nad którymi bodajże pracują przez resztę życia! W tym kontekście to szczepionki to mały pikuś to jest fakt! Biznes niemal idealny, tylko mi osobiscie brakuje naukowców lekarzy i osób z pierwszych stron gazet, które propagowałyby zdrowy tryb życia oparty na sporcie, jedzeniu warzyw owoców etc. co ma kolosalne znaczenie chociazby w odniesieniu to ludzi którzy cierpia na choroby przewlekłe jak chociazby rak, choroby które nie bez kozery nazywane są cywilizacyjnymi o czym zdajemy sie zapominać. Pozdrawiam.

  6. miskidomleka 12.1.2010, wtorek o 8:52:12

    @soband1

    Uprzejmie proszę o:

    a. podanie rzetelnych badań wykazujących słuszność tez, że:

    a1. spożycie warzyw bądź witaminy C powyżej tego, co jest normalnie w diecie, ma jakikolwiek wpływ na odporność,
    a2. „nasze organizmy są na ogół niedożywione (chodzi głownie o witaminy i mikroelementy)”

    bądź

    b. odwołanie tych tez

  7. soband1 12.1.2010, wtorek o 13:46:14

    hmm napisałem odpowiedż na Pana komentarz ale mam problem z wysłaniem go!

  8. soband1 12.1.2010, wtorek o 13:48:06

    @miskidomleka
    Czy to znaczy, żę autor uważa że, nie istnieje żadna zależnośc między spożywaniem swieżych warzyw, owoców (jako żródeł witamin, w tym min. nat wit C i innych niezbednych składników) a powstrzymywaniem degeneracji, czy starzenia organizmu co jest zwiazane w dużym stopniu z kondycją naszego układu immunologicznego?

    Jest naprawdę wiele publikacji na temat witaminy C więc można samemu pogrzebać, ja wyszukalem takie rzeczy :

    http://journals.cambridge.org/action/displayFulltext?type=1&fid=1873972&jid=PNS&volumeId=67&issueId=OCE1&aid=1873964

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19263912?itool=EntrezSystem2.PEntrez.Pubmed.Pubmed_ResultsPanel.Pubmed_RVDocSum&ordinalpos=10

    http://journals.cambridge.org/action/displayFulltext?type=1&fid=1873972&jid=PNS&volumeId=67&issueId=OCE1&aid=1873964

    http://www.nap.edu/openbook.php?record_id=6450&page=289

    Owszem są różnice w ocenie siły wpływu witaminy C na sprawność układu odpornościowego, ale powiązanie niewątpliwie istnieje (ta witamina ma bardzo szerokie spektrum działania . Na kondycje układu odpornościowego ma wpływ wiele czynników, pomijająć genetyczne predyspozycje, te o których pisałem wyżej. Ale przecież to truizm.
    Co do diety też mozna znależć różne publikacje (w wymienionym wyżej kontekście) ja znalazłem to:

    http://www.termedia.pl/magazine.php?magazine_id=8&article_id=1730&magazine_subpage=FULL_TEXT

    Co rekomendowanych ilości wit C jakie nalezy przyjmować codziennie mozna znależć na zwykłej wikipedii:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Vitamin_C

    Niemniej coraz częściej mówi się, że oklepane 60 mmg to zdecysowanie za mało.

  9. miskidomleka 12.1.2010, wtorek o 13:53:35

    Komentarz wpadł do spamu, ale już go wyciągnąłem, dzięki za zwrócenie uwagi. Odpowiem później.

  10. soband1 12.1.2010, wtorek o 14:26:44

    a propos linku do termedii zeby przeczytać artykuł, należy się wpierw zarejestrować. Tytuł artykułu : Czym uzupełniać niedobory witamin w diecie

  11. soband1 13.1.2010, środa o 10:55:37

    Heh poszperałem jeszcze trochę na termedii, notabene wiele ciekawych mają tam materiałow z zakresu medycyny i znalazłem artykuł z magazynu ; Wspołczesna onkologia 5/1999 pt. witamina C a nowotwory złosliwe. Praca przegladowa. C
    Ciekawie traktuje o roli wit C w profilaktyce raka a tym samym o wplywie na funkcjonowanie ukladu odpornosciowego. Pozdrawiam.

  12. miskidomleka 18.1.2010, poniedziałek o 17:03:41

    @soband1

    sorry za długie nieodpowiadania

    pierwsza lista twoich linków

    1: to nie jest publikacja peer review
    poza tym zwróć uwagę na ten fragment (podkreślenia moje):

    2. cytat „With regard to the common cold different studies including meta-analyses underline that the prophylactic intake of vitamin C may slightly reduce the duration of the illness in healthy persons but does not affect its incidence and severity. Supplementation of vitamin C is most effective in cases of physical strain or insufficient intake of the vitamin. With regard to the therapy of the common cold the application of vitamin C alone is without clinical effects.”

    3. to ten sam link co 1

    4. bardzo długie, i dające się podsumować – jeśli chodzi o witaminę C, praktycznie nie ma efektów

    Pamiętaj też, że w wielu dziedzinach – a już zwłaszcza w takich naukach parażywieniowych – można się prawie zawsze dokopać jednej czy paru publikacji pokazujących jakiś efekt, którego dziesiątki innych nie znajdują.

    Ja bym tu raczej zaufał instytucjom rekomendującym zalecane dzienne dawki, bo oni nie wybierają jednej publikacji, tylko przeglądają +/- wszystko – dlatego mają znacznie lepszy ogląd całej sytuacji.

    A jest ona taka, że nie ma przekonujących dowodów, by pobieranie dodatkowej witaminy C u osób nie cierpiących na niedobór zwalcza czy zapobiega jakimkolwiek chorobom.

    To zresztą można nawet wyczytać z cytowanego przez ciebie artykułu w wiki.

  13. soband1 20.1.2010, środa o 10:08:20

    Nie zmienia to faktu, że górną granicę bezpiecznego dziennego spożycia witaminy C w USA ustalono na 2000 mg. Biorąc pod uwagę aktualny tryb życia większości ludzi, można zalożyć, że dawki w wysokości od 45 do 90 mg zalecane przez większość instytucji mogą być za małe w stosunku do aktualnych potrzeb organizmu. A skoro górna dawka zalecana wynosi 2000 mg, branie dawek wiekszych niż te dość niskie zalecane, raczej nie zaszkodzi a może mieć pozytywny wplyw na organizm. Owszem najlepiej by zródlem tej witaminy jak i reszty była zdrowa żywność wszak są one w tej postaci najlepiej przyswajalne. A artykuł ze Wspólczesnej onkologii 5/1999 wyraznie pokazuje, że pomimo istnienia niejednoznacznych wynikó badań, większość jednak dowodzi istnienia ochronnego działania witaminy C jesli chodzi o raka, a w niektórych rodzajach raka takie działanie wykazują wieksze dawki witaminy C. Nawet ta witamina najbardziej poznana wciąż może jeszcze mieć nieodkryte właściwości, szczególnie jesli weżmiemy pod uwagę jej synergiczne działanie z innymi witaminami czy mikroelementami. Pozdrawiam

  14. telemach 23.1.2010, sobota o 17:36:59

    „I kiedy się ostatni raz armia okazała Polsce przydatna? W 1920 roku, a przedtem w 1683?

    Z jednej strony piękne porównanie. Poraża. Z drugiej strony jednak demagogiczne jak nie wiem co skoro piszesz sam parę linijek wcześniej:
    „Nie można oceniać słuszności decyzji na podstawie informacji niedostępnych w momencie decyzji.”
    Logiczną konsekwencją jest w takim przypadku, że gdyby kierowano się takim myśleniem w 1919 roku to w 1920 nie mielibyśmy okazji dodać nowej daty. Jak również, że redukując jednostronnie wydatki na zbrojenia dzisiaj (życzę sobie z całego serca) nie wiemy czy nie sprowokowalibyśmy przez to, że natychmiast armia byłaby potrzebna. Tu leży też asymetryczność takich porównań. Intensyfikacja lub zaniechanie riserczu nad szczepionkami, nie ma wpływu na to czy pandemia pojawi się wcześniej czy później. Ze zbrojeniami i rozbrojeniem bywa inaczej.

    A poza tym: świetny i wyważony tekst.

  15. miskidomleka 23.1.2010, sobota o 17:56:52

    @telemach
    Z drugiej strony jednak demagogiczne jak nie wiem co
    Wiem! To miało być pojechanie po bandzie demagogii na zakończenie :-)

    A poza tym: świetny i wyważony tekst.
    Dziękuję.

  16. telemach 24.1.2010, niedziela o 8:32:33

    @miski: Jeśli zamierzone – to niezły chwy. Zmusza do zastanowienia (się).

%d blogerów lubi to: