Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Im dalej, tym głupiej

Niedawny nieudany wyczyn terrorysty lotniczego z Nigerii sprowokował kolejne, jak zwykle niesłychanie inteligentne, zaostrzenie zasad „bezpieczeństwa”. Po raz kolejny wymyśla się nowe metody utrudnienia życia pasażerom i liniom lotniczym.

— U.S.-bound passengers aboard international flights must undergo a „thorough pat-down” at boarding gates, focused on the upper legs and torso

Cudne. Odprawa na lotnisku będzie trwała trzy razy dłużej, a materiału wybuchowego umieszczonego w odbycie, pochwie, czy na łydce i tak się nie wykryje. Po jajkach też będą klepać?

— Passengers must remain seated for the final hour before landing. During that time, they may not have access to their carry-on baggage or hold personal items on their laps

To może w ogóle ich uśpić sewofluranem na cały lot? Uprzednio rozebrać do naga, zrobić lewatywę i badanie ginekologiczne? Bagaż podręczny zabrać i wrzucić do luku bagażowego, albo lepiej od razu do morza? Co ma w ogóle „ostatnia godzina” do wiatraka? Zdaniem speców od bezpieczeństwa, nikomu nie będzie się chciało wysadzać samolotu półtorej godziny przed lądowaniem w USA? Albo w ogóle godzinkę po starcie? Lockerbie, anyone? 

— While over U.S. airspace, flight crews may not make any announcements to passengers concerning the flight path or the airplane’s position over cities or landmarks.

Niestety nie mogę teraz znaleźć, ale gdzieś czytałem, że w ramach tej polityki koniec z mapkami wyświetlającymi pozycję samolotu na ekraniku przed nosem pasażera. Geniusz jakiś to musiał wykoncypować. Primo – to się najwyżej wysadzi samolot przed wejściem w przestrzeń powietrzną USA. Lockerbie, anyone? Secundo – jak już nasz amator siedemdziesięciu dwu czarnookich dziewiczych hurys będzie się upierał na przestrzeń powietrzną USA, to jaki problem poczekać aż mapki wyłączą (aha, zbliżamy się do przestrzeni powietrznej USA), odliczyć sobie godzinkę i bum? Tertio – trasy samolotów można sobie bez problemu wyczaić w internecie, a czasem nawet w materiałach linii lotniczych. Zegarek i prosta arytmetyka pozwolą rozbić samolot gdziekolwiek się chce. Że nie wspomnę o planowanym powrocie (mimo upadku Connexion by Boeing parę lat temu) internetu i wejściu telefonii komórkowej do kabin samolotów. Cóż za problem, by chcący się załapać przynajmniej na z tuzin hurys kolega zamachowca śledził trasę lotu na FlightAware i wysłał w odpowiedniej chwili SMSa lub emaila? Ba, cóż za problem by zamachowiec zapewnił sobie jednak wyłączność na wszystkie siedemdziesiąt dwie dziewice – śledząc trasę lotu na własnym laptopie?

Powyższe pomysły wpisują się świetnie w politykę odbierania pasażerom (i nie tylko) nożyków i buteleczek z płynami, zdejmowania butów, itd. Od czasu 9/11 ile było udaremnionych tymi metodami prób wniesienia broni lub materiałów wybuchowych na pokład? Jak na razie terrorystom się udaje (wnieść, niekoniecznie zaszkodzić) – bo są krok do przodu. I nadal będą. Nikt nie będzie się bawił w opanowanie samolotu mordując pilotów nożykami, skoro metoda jest znana, nożyki konfiskowane, a piloci zamknięci za pancernymi drzwiami. Lepiej zapakować materiał wybuchowy w buty – prawie się udało. Od tego czasu buty są sprawdzane, więc nikt nie wkłada materiału wybuchowego w buty, wkłada go między nogi – znów prawie się udało. I tak dalej, i tak dalej, Czerwona Królowa.

Powyższe pomysły zaciemniają prawdziwy problem. Czy zapobieganie terroryzmowi powinno przede wszystkim być robotą poczciwych (lub nie) ludków z TSA drzemiących nad skanerami przez które przechodzą miliony ludzi, czy analityków wywiadu śledzących ekstremistów i zestawiających informacje na ich temat z różnych źródeł? Czy ma polegać na nieskutecznym utrudnianiu życia podróżującym milionom, czy też być wycelowane w złapanie zamachowców zanim spróbują przejść przez bramkę na lotnisku?

Problem tylko trochę jest tym, że Umar Farouk Abdulmutallab przeszedł z pentrytem przez bramki w Amsterdamie. Problem przede wszystkim jest w tym,

• że Abdulmutallab był w bazie danych osób podejrzanych o terroryzm,
• że doniósł na niego własny ojciec (co jest niebłahą przesłanką, że sprawa była poważna),
• że zapłacił za bilet (wprawdzie, wbrew temu co donoszono początkowo, powrotny) gotówką,
• że podróżując na trasie Lagos-Amsterdam-Detroit nie miał bagażu
 
– a mimo to, nigdy i nigdzie nie zapaliła się przy nim czerwona lampka. Nie żeby go wyrzucić z samolotu, zabronić wjazdu, odesłać do Nigerii, rozstrzelać bez pytania – ale może żeby przyjrzeć się dokładniej? Obmacać właśnie jego?

 Abdulmutallab was on a „generic” terrorist watch list, which includes more than half a million names, but was not elevated to a no-fly list or even designated for additional security searches. Jaki jest więc cel tej listy, skoro osoby z niej nawet nie podlegają dokładniejszemu sprawdzeniu?

Pozostaje pytanie: czy skutkiem zdarzenia w samolocie do Detroit będzie ulepszenie zasad stosowania takich baz danych, poprawa pracy wywiadowczej, poprawa przewidywania  ruchów terrorystów, konsoldiacja list i baz danych – czy tylko jeszcze więcej znudzonych, niekwykwalifikowanych osób będzie drzemało nad potwornie drogimi skanerami i bramkami, obmacując, rozbierając, i pokrzykując na miliony podróżnych? Kolejnego chętnego na hurysy pewnie akurat przegapią*.

* Niżej podpisany raz wjechał zupełnie nie sprawdzonym samochodem na teren chronionej instytucji federalnej, bo, jak sądzi, strażnicy z przodu myśleli, że zbadaniem bagażnika i podwozia zajęli się strażnicy z tyłu, i vice versa. No i było zimno.

Reklamy

8 responses to “Im dalej, tym głupiej

  1. RobertP 28.12.2009, poniedziałek o 3:49:26

    Wniosłem do sądu w W-wie Victorinoxa Trekkera (to taki spory model, z blokadą ostrza i „thumb hole” czyli otwierany jedną ręką). Zapomniałem zostawić w samochodzie, na bramce położyłem logiem do góry i przysypałem kluczami i komórką. Logo uspokajało, nikt nie dociekał, ile cm ząbkowanego ostrza tam jest.

  2. futrzak 28.12.2009, poniedziałek o 4:20:14

    Ta….

    Ja kiedys wykonalam numer na lotnisku w LA, ktory przyprawil mnie o mdlosci.

    Otoz, bylo to w czasach kiedy moja znajomosc angielskiego oraz znajomosc procedur na lotniskach byla znacznie, znacznie nizsza niz dzis.

    Mielismy sie przesiasc do jakiegos malego samolocika, ktory stal na plycie lotniska. Syf, kila, korniki, chaos, ludzie szwendali sie od gate do gate i nikt nic nie wiedzial. W koncu skierowano nas do konkretnej (samolot juz w tym czasie mial opoznienie pol godziny) gate, ale braklo pracownika obslugi ktoryby mogl ja otworzyc.
    Ludzie napieraja, pytaja o co chodzi – ktos z obslugi tlumaczy i dodaje, zeby do czasu dopoki nie dadza znac, nie probowac wychodzic.
    Ja oczywiscie zrozumialam dokladnie odwrotnie… i dalej do drzwi.

    Drzwi sie otworzyly i uruchomily alarm…
    … alarm se wyl, wyl, dobre 10 min, ogluchnac mozna bylo… i NIKT nie przyszedl ani nie zainteresowal sie.

    Cymus, miod malina.

    Sluzby bezpieczenstwa USA powinny pojechac na szkolenie do Izraela.
    Jakos El Al-em nie lataja niedoszli zamachowcy… juz od dawna…

  3. AnetaCuse 28.12.2009, poniedziałek o 6:48:25

    Lepiej podsumować nie można było i żeby mnie to tak nie denerwowało, to śmiałabym się do łez. Aż mi się nie chce wiadomości przez to czytać, bo źle się robi. Jeden przedszkolak napluł na ścianę, to reszcie trzeba buzie taśmą pozaklejać. I tak ze wszystkim.

  4. salon nowojorski 29.12.2009, wtorek o 19:55:28

    Mnie natomiast niedobrze się robi na widok tych terrorystycznych majtek w gustownym sraczkowatym kolorze, w których gość przemycił te środki wybuchowe. Zaprezentowano je już chyba na każdej stacji telewizyjnej i każdej stronie internetowej.

    Jak tak dalej pójdzie, to na pokład samolotu będzie można wejść wyłącznie w szpitalnej podomce i bez bielizny.

  5. Ray 30.12.2009, środa o 15:54:31

    Właśnie przeczytałem, że LOT będzie teraz odprawiać pasażerów 4 godziny przed odlotem. Jak dla mnie oznacza to, że terroryści wygrali.

    A propos. Czy mógłby mi ktoś mądrzejszy niż ja wytłumaczyć, czemu płyny należy umieszczać w przezroczystej torebce wielokrotnego zamykania (bo terrorysta sobie nie poradzi z jej otwarciem jakby co?) oraz czemu można mieć pięć flaszeczek po 100 ml ale nie można jednej 500 ml?

  6. miskidomleka 30.12.2009, środa o 16:29:50

    Są to wielce tajemnicze zasady antyterrorystyczne.

    A na serio, torebka chyba ma zebrać twoje podejrzane płyny w jednym opakowaniu, przez które może inspektor je obejrzeć, i z którego nie wypadną (dlatego zip-bag a nie zwykła torebka). Gdybyś miał je w oddzielnych nieprzezroczystych torebkach z których by same wypadały, LOT zaprosiłby cię na lotnisko 10 godzin przed odlotem.

  7. tierralatina.pl 4.1.2010, poniedziałek o 22:17:28

    Dodam jeszcze, odnosnie tego kretynskiego nakazu wylaczania mapek z trasa lotu, ze zwykly kieszonkowy GPS dziala na pokladzie samolotu, jesli sie siedzi przy oknie, bez najmniejszego problemu…

  8. Gammon No.82 7.1.2010, czwartek o 12:09:47

    @miskidomleka
    „Zegarek i prosta arytmetyka pozwolą rozbić samolot gdziekolwiek się chce.”

    Nie przeceniaj zalet nawigacji zliczeniowej ;-)

%d blogerów lubi to: