Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Prawdziwy problem naukowca

Zbadać – pikuś. Opisać – drobnostka. Wydać –  kaszka z mleczkiem.

Tylko żeby ktoś to chciał potem czytać…

Reklamy

8 responses to “Prawdziwy problem naukowca

  1. kwik 18.12.2009, piątek o 0:08:55

    Jakiś niecierpliwy i przesadnie wymagający. Co najmniej dwa razy cytowane. Czy czytane, któż może wiedzieć. Ale wykrycie zamienionych obrazków też przecież nie jest dowodem starannego przeczytania. A zresztą przysyłają autorowi szczotkę czy jak to się nazywa, więc niech przynajmniej sam czyta. Chyba wyczerpałem temat.

  2. telemach 18.12.2009, piątek o 8:42:29

    Kwestia ilości. Kolektywny metabolizm informacyjny nie nadąża za przyrostem ilości informacji już od dawna. Weźmy np. medical research..
    „There are over 5,000 biomedical journals in Medline/PubMed alone.”
    Przy założeniu, że chodzi o około 40.000 stron anglojęzycznych miesięcznie (skromny szacunek) zaczynamy dostrzegać problem. Ci, którzy muszą publikować zrezygnowali ( już dawno) z uważnego czytania. System tak dyktuje. Nawet gdyby chcieli to nie mogą. Za czytanie ze zrozumieniem jeszcze nikomu nie przyznano granta.

  3. miskidomleka 18.12.2009, piątek o 8:46:45

    Telemach – ale te 40 tysięcy dotyczy całej biomedycyny. By wiedzieć, co się dzieje na twoim poletku masz do przeczytania znacznie mniej.

  4. sporothrix 18.12.2009, piątek o 12:53:59

    „Masz do przeczytania, masz do przeczytania…” – eee tam. Kto by to wszystko czytał? Swoich prac nie czytam i po jakimś czasie znajduję w nich fajne i zaskakujące kwiatki, to cudze bendem czytać??? :-P

  5. telemach 18.12.2009, piątek o 17:49:57

    MdM:

    „By wiedzieć, co się dzieje na twoim poletku masz do przeczytania znacznie mniej.”

    Widzę to zupełnie inaczej. Ja to dotąd przeżyłem tak: co się dzieje na moim poletku wiem, bo jest to po pierwsze wałkowane na każdym kongresie, aż do całlowitego wyczerpania formuły recyclingu, po drugie muszę tak czy inaczej przeczytać w ramach śledzenia aktualnej wykładni doktryny (czyli aby wyczuć co uważa za słuszne referent mojej następnej publikacji – tak dużo tych możliwości znowu nie ma). To jest wiedza akumulatywna, tu nie ma problemu. Lecz z drugiej strony i na moim poletku mogą się pojawić problemy, czyta się to, co aktualnie dotyczy „własnego” tematu i czyta się to, co ukazało się w pisemkach z odpowiednim „impact factor” (jak ważne to i tak wpierw się tam ukazuje, jak nie przyjmą to maluje się koniowi pasy, dopisuje dwoch nowch wspolautorow, zmienia tytul i wysyla zebrę do następnego pisemka, wszystko kiedyś gdzieś przyjmą, a ci ktorzy przyznają granty też nie czytają wszystkich publikacji lecz głównie mierzą długość listy calówką.

    Problem leży w tym że aby byc w miare kreatywnym ja powinienem czytac akurat te publikacje ktore sa nie z mojego poletka. Przede wszystkim. W innym przypadku bedzie to wczesniej czy pozniej naukowe, zapatrzone w siebie publikacyjne kazirodztwo.

  6. miskidomleka 18.12.2009, piątek o 18:14:25

    Na kongresach nie ma zwykle takich szczegółów jak w publikacji! Za to są inne, dlatego u mnie trzeba jedno i drugie.

    Z czytaniem „obcych” prac celem kreatywności jest u mnie tak, że rzadko muszę czytać je bardzo wnikliwie. W większości starcza streszczenie, w innych przerzucenie ważniejszych rycin, przeczytanie dyskusji, w innych z kolei przestudiowanie metod.

%d blogerów lubi to: