Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Bez nazwiska

Anonimowość w internecie. Szum się wokół niej zrobił przy okazji sprawy Kataryny. Nietrudno było wtedy (i nie tylko wtedy) napotkać opinie silnie przeciwne anonimowości, czy może raczej używaniu pseudonimów zamiast nazwisk (to nie to samo!) w internecie. Ot, na przykład:

kiedy ktos wglasza poglady, aspiruje do tworzenia opinii publicznej (to wyrazenie moze troche na wyrost), to zachowanie anonimowosci podwaza w jakis sposob wiarygodnosc. czyzby popularny bloger wstydzil sie swych pogladow? albo nie mial odwagi glosic ich pod swym nazwiskiem?

kilerr u 3m („kilerr” – więc sam pod pseudonimem, ale jednak nie całkiem, bo dwa kliki od nazwiska)

 

W demokracji odwaga cywilna wymaga, by własne poglądy i opinie wygłaszać z otwartą przyłbicą. To podstawowy warunek wiarygodności i szacunku, którego tak domagają się ukryci za pseudonimami blogerzy.

uważam, że anonimowość nie ma nic wspólnego z wolnością słowa i wyklucza anonima ze sfery poważnej dyskusji

oraz

Wyobraźmy sobie teraz, że pod gazetowymi artykułami dziennikarze zaczynają podpisywać się pseudonimami. Publikując komentarze, teksty śledcze, ujawniając afery, nie firmują tego własnym nazwiskiem a redakcje oświadczają, że wara wszystkim od tożsamości autora. Taka sytuacja jest dopuszczalna tylko w kraju totalitarnym

Wojciech Czuchnowski w wyborcza.pl – stądstąd

 

Polemizowałem z antypseudonimowcami m.in. tak (u 3m):

w świecie „realnym” (który od „wirtualnego” w dziedzinie publicystyki się nie istotnie nie różni) anonimowość publicysty się zdarza. I tu, i tu, niektórzy przyjmują sobie nom de plume, i poprzez działalność pod tymże stają się rozpoznawalni. Pseudonim staje się – na danym polu – ważniejszy od nazwiska. Niepodpisywanie się nazwiskiem staje się oczywiste.

oraz (na Niedowiary, polemizując z twierdzeniem o immanentnej efemeryczności pseudonimu)

Osoba, która dłuzej funkcjonowała pod nickiem, niejako budowała jego rozpoznawalność i prestiż, nie porzuci go pochopnie, lub przynajmniej zostawi zwykle tropy do starej osobowości. Jak Pawian przy drodze. Osoba, która załozyła bloga, nabluzgała komu się da, i po 3 tygodniach założyła innego pod innym nickiem, chyba jest w ogóle mało warta uwagi?

Co ważniejsze, często pseudonim/nick jest lepiej rozpoznawany niż nazwisko. Nawet nie odwołując się do Bolesława Prusa ;-), tak było chyba ze słynną Kataryną właśnie, czyz nie?

 

Dziś jeszcze jeden argument za anonimowością, czy może raczej za pseudonimowością, a nawet za mnożeniem osobowości internetowych. Argument zbijający zacytowane powyżej słowa Czuchnowskiego o tym, co by było gdyby dziennikarze podpisywali się pseudonimami – z których, jak rozumiem, Czuchnowski wyprowadza, że niedziennikarze też powinni zawsze podpisać się nazwiskiem.

Otóż Czuchnowski gubi pewną różnicę. Niedziennikarz ma zazwyczaj inne życie zawodowe, inną karierę poza swoją „publicystyką” – blogową czy forumową. Niedziennikarzowi może najzwyczajniej zaszkodzić powiązanie jego nazwiska z taką czy inną działalnością sieciową, nawet niewinną. CNN ostrzega: twoja przeszłość internetowa (ta powiązana z nazwiskiem, naturalnie) zostanie przesiana i przeanalizowana przez potencjalnego pracodawcę. I chodzi nie tylko o działalność nielegalną. Nie chodzi nawet – co samo w sobie jest oburzające – o wyrażone gdzieś poglądy polityczne czy (anty)religijne.  Nie chodzi też o sytuację, gdy nadmierna rozrywkowość może komuś kłócić się z powagą zawodu – co też moim zdaniem jest naruszeniem prawa do prywatności. Ale nawet travel tips, book reviews and online gaming advice might not paint the picture of a „nose to the grindstone” kind of person.

Advertisements

6 responses to “Bez nazwiska

  1. futrzak 13.10.2009, wtorek o 4:27:12

    Calkowita anonimowosc w internecie jest NIEMOZLIWA.
    Dojsc do IP, z ktorego wyslano konkretna wiadomosc, zawsze sie da.

    Having said that, jestem za pseudonimami, z bardzo prostej przyczyny.
    Jak gawiedz NIE WIE kto jest autorem, to ma wieksze sklonnosci ku przeczytaniu i jakiejs namiastce analizy.
    Jak nazwisko stoi obok, to idzie juz ze stereotypu i automatu.

    Przy czym, nawet jesli sie ktos podpisuje pseudonimem, powinienn byc odpowiedzialny za wlasne slowa tj. mozliwym jest podanie do sadu za znieslawienie kogos, kto pisal pod pseudonimem, bo albo redakcja albo administratorzy danego serwisu znaja prawdziwa tozsamosc…

  2. hjuston 13.10.2009, wtorek o 9:46:11

    byl kiedys na gazecie artykul o agresji w internecie powiazanej z anonimowoscia. ludzie, ktorzy ukrywaja swoje imie i nazwisko sa bardziej odwazni w bluzganiu innych i czesto nigdy nie powiedzieliby tego samego gdyby z dana osoba stali twarza w twarz.

  3. miskidomleka 13.10.2009, wtorek o 10:30:42

    futrzak:
    masz oczywiście rację co do IP, choć niezupełnie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, czy ktoś (np. potencjalny pracodawca) może znaleźć jakąś twoją wypowiedź internetową, powiązać ją z nazwiskiem i użyć przeciw tobie, np. nie przyjmując się z powodu tejże do pracy.

    Ot, gdybyś pisała bloga pod nazwiskiem, twój potencjalny szef Hindus mógłby wziąć przysłane przez ciebie CV, guglnąć nazwisko, zobaczyć, że solidarność Hindusów cię czasem denerwuje bo przeradza się w dyskryminację (załóżmy, że umie czytać po polsku lub obsłużyć Google Translate), i przyjąć kogo innego.

    Dopóki piszesz pod nickiem, musiałby mieć możliwość powiązanie nicka z nazwiskiem. Nawet gdyby miał IP (a skąd, przecież nie u niego na blogu się wpisałaś), to od IP do nazwiska też niełatwo dojść. Nie mówiąc o tym, że z CV ma tylko nazwisko, za pomocą którego nie wygugla wpisu pdopisanego „futrzak”.

    hjuston:
    myślę, że pijesz do wywołanej przez Żakowskiego dość długiej dyskusji o chamstwie w internecie.
    Pisałem już, że spodobała mi się wypowiedź Wojciecha Sadurskiego, cytującego J. S. Milla w sprawie owego „chamstwa”:

    „Jeśli granicą wolności słowa – pisał [Mill] – „ma być obraza tych, których opinie są atakowane, to doświadczenie pokazuje, że obrażają się oni, kiedy tylko atak jest silny i celny, oraz że każdy oponent, który przypiera ich do muru i któremu z trudem odpowiadają, wydaje im się pasjonatem.
    […]
    O brak kultury oskarżali mnie ludzie, którzy – jak sądziłem z ich wcześniejszych wypowiedzi – nie należą do tak wydelikaconych i wrażliwych osobników, aby jakaś niewinna kpinka nadzwyczaj ich raniła. I właśnie tłumaczyłem sobie tę reakcję spostrzeżeniem Milla, że formą wypowiedzi obrażają się zazwyczaj ci, którzy już nie mają argumentów.”

    Jak widać, samo oskarżenie o chamstwo i agresję wcale nie świadczy o tym, że druga strona jest chamska. Mieliśmy zresztą sporo przykładów niedawno na tym blogu,

  4. krzysztof_nawratek 13.10.2009, wtorek o 11:18:51

    zgadzam sie ze calkowita anonimowosc jest niemozliwa. ale jesli kto bardzo chce _probowac_ ja utrzymywac – nie mam nic przeciwko.

    oczywiscie jestem ciekawy kim jest autor misek do mleka, ale poniewaz poznalem osobiscie autorow niemal wszystkich blogow, ktore czytuje, to spokojnie poczekam.
    zdarza mi sie czytac pisane pod pseudonimem obelgi pod wlasnym adresem, ale autorow tego rodzaju wypowiedzi jakos nie mam ochoty poznawac.

    ja pisze pod nazwiskiem z lenistwa :)
    ukrywanie swojej tozsamosci w moim przypadku – gdy pisze bloga zwiazanego z tym czym sie zajmuje profesjonalnie byloby meczace i bez sensu.

  5. andsol 13.10.2009, wtorek o 14:49:27

    Siódma edycja narodowej dyskusji „Pokaż mordę, anonimie” to odmiana starego sportu „spływ łódkami z pianki”. Narobi się objętości, rozpłynie się w niebycie.

    W dużej mierze entuzjazm przy odpływie ma związek ze staropolskim obyczajem obijania adwersarza. Łatwiejsze to niż pojęcie o co chodzi w argumencie i w dodatku gawiedź lepiej rozumie kopy i łupy bykiem.

    Ponadto, przy dyskusji na temat zawsze może się okazać, że nie mam racji. A jak mam rozszyfrowanego dyskutanta, ha!, ten mi nie umknie. Jak nic innego nie zadziała to przypomnę mu, że w szkole średniej zapisał się do Hari Kriszna, a teraz odgrywa Matkę Boską.

    Bo nie mieć racji w publicznej dyskusji, to nie dla nas. My pravy ot rozhdieniia.

  6. futrzak 13.10.2009, wtorek o 15:48:05

    miskidomleka:
    no, to tez.
    Gdybym pracowala w Polsce nadal, wlozylabym wiecej czasu i wysilku w ukrycie swojej prawdziwej tozsamosci z tego wzgledu wlasnie.
    Poza tym Andsol ma racje: zbyt czesto wykorzystuje sie argumenty niemerytoryczne (z ktorych najwazniejszy chyba jest AUTORYTETU, wlaczajac w to autorytet moralny…).

    Komentarze pospolstwa, ktore jest chamskie i bluzga, mozna na szczescie dosc latwo odfiltrowac :)

%d blogerów lubi to: