Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Poniewczasie po Środzie po mojemu

Poniewczasie, bo Magdalena Środa wypowiedziała się w środę, a ja się odnoszę dopiero w sobotę (dla wielu w niedzielę).

Poniewczasie, bo komentarzy już o tem niemało: młody fizyk, miasto-maßa-maszyna, ~/.Trash.

Po Środzie, gdyż felietonistka miała na tyle, hm, słabszy dzień, że wprost nie można się po niej nie przejechać :-).

A po mojemu, bo chcę zwrócić uwagę na co innego niż zlinkowani komentatorzy. Którzy naśmiewają się ze Środy za to, że energetykę jądrową nazwała męską (i przeto złą), bo, w domyśle, z męskimi gonadami jej się skojarzyła. Moim zdaniem nie w tym jednak tkwi istota (by nie rzec – jądro) problemu z felietonem Środy. Feministyczne doszukiwanie się męskiego dążenia do władzy w (pozornie?) niezwiązanych z płcią faktach może owszem śmieszyć lub złościć, bywa przesadne – choć chyba zasługuje na odrobinę refleksji. Bo chciałoby się, by, na przykład, rozmaite Tuski decydowały o czymkolwiek, włączając energetykę, na podstawie rzetelnej wiedzy i rachunku ekono- i ekologicznego. Jednak ile w tych decyzjach jest rozsądku, a ile właśnie dążenia do exegi monumentum swej męskiej władczości? Ale zostawmy to na boku, bo ze Środą jest poważniejszy problem.

Mówiąc krótko, nie ma ona racji. Nie ma racji, protestując przeciwko energetyce jądrowej.

Nie ma racji twierdząc, że stopień długofalowego zagrożenia [ze strony energetyki jądrowej] jest znacznie większy [niż ze strony energetyki węglowej]. Poprawnie zbudowana elektrownia jądrowa jest niesłychanie bezpieczna. Czernobyl nie jest tu argumentem – trzeba pamiętać, że tamtejszy reaktor był źle zaprojektowany, w sytuacji awaryjnej (wzrostu temperatury rdzenia) w tym typie reaktora pojawiają się dodatnie sprzężenia zwrotne i sytuacja stosunkowo łatwo wymyka się spod kontroli. Reaktory innych typów w podobnej sytuacji uległyby samoistnemu przygaszeniu i nie doszłoby do katastrofy. Ocena bezpieczeństwa ewentualnej polskiej elektrowni jądrowej nie powinna być więc dokonywana na podstawie tego, co stało się w obiekcie z przyczyn ideologicznych źle zaprojektowanym i źle obsługiwanym. Polska elektrownia z racji swobodnego (nie ideologicznego) wyboru bezpiecznego typu reaktora, jak i z racji najzwyczajniejszego postępu technicznego, byłaby nieporównanie bezpieczniejsza niż czernobylska.

Co więcej, nawet katastrofa czernobylska, największy wypadek radiacyjny w historii ludzkości, zabiła bezpośrednio kilkadziesiąt osób. Jak to się ma do śmiertelności powodowanej przez energetykę węglową, w tym przez kopalnictwo? Oczywiście, uran też trzeba wydobyć, i są przy tym na pewno ofiary (jak przy każdej działalności), ale jak się ich liczebność ma do ofiar górnictwa węglowego? Jak niebagatelne z pewnością zniszczenia poczernobylskie czy wzrost zachorowań na raka tarczycy (nb. jednego z najłatwiej wyleczalnych) mają do zniszczeń i chorób wywołanych emisjami z elektrowni węglowych? Te drugie, bardziej rozproszone, są pewnie mniej zauważalne, mniej medialne od pierwszych – ale czy mniej godne uwagi? Słowa Środy o „niebezpiecznych atomach” to przynosząca wstyd osobie o jej pozycji paskudna demagogia.

Tak, odpady z elektrowni jądrowych są problemem – jednak ich stosunkowo niewielka ilość ułatwia znalezienie sensownych rozwiązań. Hałdy kopalniane, pyły z elektrowni, gazy –wszystkie produkowane w ogromnych ilościach – czynią energetykę węglową znacznie bardziej uciążliwą dla środowiska niż atomowa. Również pod względem radiacyjnym: population exposure from operation of 1000-MWe nuclear and coal-fired power plants amounts to 490 person-rem/year for coal plants and 4.8 person-rem/year for nuclear plants. Thus, the population effective dose equivalent from coal plants is 100 times that from nuclear plants. For the complete nuclear fuel cycle, from mining to reactor operation to waste disposal, the radiation dose is cited as 136 person-rem/year; the equivalent dose for coal use, from mining to power plant operation to waste disposal, is not listed in this report and is probably unknown. (podkr. mdm)

Są również marną półprawdą słowa Środy, iż złoża [uranu] są małe i starczą na kilkadziesiąt lat. Na tyle starczą złoża znane i obecne technologie energetycznego wykorzystania uranu. Geologowie jednak nie zasypiają gruszek w popiele i są w stanie oszacować złoża jeszcze nieodkryte. Te mogą dostarczyć uranu na kilkaset lat, a usprawnienie technologii energetycznych jeszcze bardziej przedłuży ten czas. Nie mówiąc już o tym, że elektrownie uranowe, oparte na zjawisku rozszczepiania jąder atomowych, potrzebne będą do czasu opanowania energetyki termojądrowej, której bezpieczeństwo, nieuciążliwość dla środowiska, i dostępność paliwa są znacznie lepsze niż energetyki rozszczepialnej. Trudno sobie wyobrazić, by synteza jądrowa do celów energetycznych nie została opanowana w ciągu najbliższych kilkudziesięciu, może 100 lat.

Wreszcie, chwalebne są nawoływania autorki do oszczędności energii (samoograniczania) i do korzystania ze jej źródeł alternatywnych. Chwalebne, ale pięknoduchowskie. Oszczędność, jeśli nie mamy wrócić do jaskiń, wymaga przede wszystkim postępu technologicznego, zwiększenia efektywności produkcji, przesyłu i zużycia energii. Postęp taki wymaga pieniędzy, i co ważniejsze, czasu. Kosztownego i czasochłonnego postępu wymaga też doprowadzenie przynajmniej niektórych alternatywnych źródeł energii do kosztów i efektywności umożliwiających ich stosowanie na szeroką skalę.

W tej chwili mamy do wyboru ciągnąć na paliwach kopalnych, produkując CO2 i popioły, zabijąc ludzi i zwierzęta (katastrofy tankowców!) przy wydobyciu, transporcie i dystrybucji gigantycznych ilości węgla, ropy i gazu, doprowadzając do szkód górniczych i niszcząc wielkie obszary ziemi (kopalnie odkrywkowe!). Albo, (słowami Środy) by przyszłym pokoleniom pozostawić Ziemię co najmniej taką, jaką ją odziedziczyliśmy, ale przede wszystkim o to, by nie traktować jej jako przedmiotu eksploatacji i wyzysku, ale jako żywy organizm, który ma wartość samą w sobie – używać czystej, bezpiecznej i ograniczonej w skali oddziaływania na środowisko energetyki jądrowej.

P.S. Więcej demagogii przynoszącej wstyd osobie formatu i pozycji Środy: opisywanie Ziemi jako żywego organizmu to afektowana przenośnia mająca korzenie w leżącej na pograniczu nauki i ideologii hipotezie Gai. Demagogią jest także stawianie wartości Ziemi „samej w sobie” przeciw „przedmiotowi eksloatacji i wyzysku”. Ziemia to cenne środowisko umożliwiające życie ludziom, i przede wszystkim dla ludzi powinniśmy dbać o Ziemię. Jeśli zaczniemy dbać o nią dla niej samej, najlepszym rozwiązaniem będzie die Endlösung der Menschenfrage. Человечество – вздор, человечество – ноль?

Advertisements

8 responses to “Poniewczasie po Środzie po mojemu

  1. Jurgi Filodendryta 27.9.2009, niedziela o 2:28:40

    Elektrownie wodne są również gigantycznym obciążeniem dla środowiska i kolosalną w nie ingerencją. O ile wiem, elektrownie wiatrowe także nie są obojętne: szkodzą ptakom i owadom, a ich farmy upośledzają krajobraz. Na dokładkę, czytałem opracowania, według których ich opłacalność jest wręcz ujemna. Elektrownie słoneczne nie są na razie w stanie dać rozsądnych ilości energii, a nawet po zwiększeniu ich efektywności trzeba by poświęcić na nie gigantyczne połacie ziemi. Źródła geotermalne? Możliwe w bardzo niewielu miejscach i drogie (są takie w pobliskim mieście, ogrzewanie nimi domów jest droższe niż normalnie).

  2. miskidomleka 27.9.2009, niedziela o 13:12:42

    Już nie chciałem wnikać w szczegóły, ja z kolei czytałem, że wiatrówki nie są tak szkodliwe dla ptaków (nie słyszałem o owadach) jak to się przypuszczało. Ale krajobraz można uważać że psują, no i chyba nie tak wiele jest miejsc gdzie na siebie zarobią.

    A biopaliwa, niedawno uważane za obiecujące, też jak się okazuje rodzą problemy: konkurencję z uprawami przeznaczonymi na żywność, trudności w efektywnej kowersji masy roślinnej w coś używalnego energetycznie, wpływ gigantycznych upraw na zasoby wodne.

    To, czego pięknoduchowcy nie dostrzegają, to skala problemu. Ludzi jest dużo, będzie więcej, i będzie ich więcej zwłaszcza w krajach, które skok w wysoką zużywalność energii mają w znacznym stopniu jeszcze przed sobą. Wymiana żarówek na świetlówki w europejskich domach to trochę jak zaklejanie małym plasterkiem ręki z barkiem odwalonej Krzyżakowi przez Zbyszka z Bogdańca. Energetyka jądrowa z racji samej gęstości energii w „paliwie” ma ograniczony wpływ na środowisko. Wiki podaje, że teoretycznie rozszczepienie 1 kg U-235 daje tyle energii co spalenie 1500 ton węgla. Nawet, jeśli do dogonienia teorii praktyką sporo jeszcze zostaje, sama skala jest inna.

  3. kwik 27.9.2009, niedziela o 15:21:44

    Dla ptaków wiatraki są może mniej szkodliwe niż się obawiano, ale okazały się szkodliwe dla nietoperzy:
    http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A39941-2004Dec31.html
    http://news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/7581990.stm

  4. miasto-maßa-maszyna 27.9.2009, niedziela o 17:11:10

    Z innej beczki: W Niemczech zwycięstwo koalicji CDU-FDP, co oznacza m.in. wstrzymanie procesu odchodzenia od energii atomowej.

  5. miskidomleka 27.9.2009, niedziela o 17:14:46

    No to środopodobnym ucieknie jeden argument (który i tak był marny)

  6. ztrewq 28.9.2009, poniedziałek o 3:52:24

    Hm. Bardzo ciekawy artykuł, i ciężko nie zgodzić się z prezentowanymi obserwacjami. Od zresztą dawna powtarzam sam te argumenty, i nie mogę nadziwić się Niemcom, że chcą się wycofywać — skoro już mają sprawnie działające przemysł i infrastrukturę, to zdaje mi się to wielką głupotą.

    Ale mam małe ale: czy akurat dla Polski energetyka jądrowa w takiej formie się opłaca? W takim najbardziej prymitywnym, finansowym sensie? Cała technologia i uran muszą być sprowadzone z zewnątrz. Koszty eksploatacji będą olbrzymie. A zyski z tego — dokładnie jakie? O niezależności energetycznej raczej mowy być nie może, do tego trzeba by było pewnie kilkadziesiąt takich elektrowni jak ta planowana. To jak to jest, są gdzieś dostępne tego typu wyliczenia?

    Bo jeśli nie, to hipoteza Środy może nie być całkiem z nosa. Ja też się jaram elektrowniami atomowymi, bo są takie sf, hyper duper i w ogóle. Ale tym bardziej myślę, że ktoś tam sobie powiedział: e, byłoby c00l jakbyśmy my też mieli taką superfajoską elektrownie atomową, jak pan sądzi, panie Waldku?

    @miasto-maßa-maszyna: nie jestem pewien, jak daleko CDU może się powstrzymać z odchodzeniem od EA. Mogą opóźnić wycofywanie starych reaktorów, to pewne, ale czy rzeczywiście mogą cofnąć wszystkie wcześniejsze ustalenia dotyczące nowych elektrowni?

  7. miasto-maßa-maszyna 28.9.2009, poniedziałek o 7:35:04

    @ztrewq
    CDU/CSU zanotowało jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy wynik wyborczy w swojej historii. Tak naprawdę władzę uratował im rekordowy wynik liberałów. I to będzie kosztowało. CDU będzie zakładnikiem FDP, zwłaszcza w kwestiach gospodarczych. To zresztą znana prawidłowość, że mniejszy koalicjant jest premiowany niewspółmiernie dużym wpływem na rządy. A utrzymywanie energii atomowej jest dla FDP jednym z priorytetów. Nie sądzę, by w takiej sytuacji politycznej ustąpili choćby o krok.

  8. ztrewq 28.9.2009, poniedziałek o 11:01:54

    @miasto-maßa-maszyna: chodziło mi raczej o sytuację prawną. Że jest tak, jak piszesz, to się zgadzam.

%d bloggers like this: