Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Zapałczane domy

Widzę w Stanach przywiązywanie dużej wagi do ochrony przeciwpożarowej.

Powszechnie stosuje się zraszacze czy detektory dymu. (U mnie w domu jeden z detektorów dymu został zastosowany bardzo inteligentnie, niemal nad kuchenką, wystarczy coś ciut nawet nie przypalić – przydymić tylko, a zaczyna się wydzierać.  Dobrze, że strażaków od razu nie wzywa). Windy mają „stacyjki”, pozwalające strażakom przekręcić kluczyk i przestawić windę w specjalny tryb strażacki. Na klatkach schodowych na każdym piętrze napisy ile pięter (i w którą stronę) do wyjścia, widziałem też informacje dla strażaków, czy z danej klatki jest wyjście na dach.

Hydrant – wiadomo, kategoryczny zakaz parkowania. Kodeks drogowy Wirginii (i pewnie wielu innych stanów) ma specjalny paragraf zakazujący przejeżdżania po wężu pożarniczym podczas akcji. Drzwi w budynkach publicznych zamykają się automatycznie, niektóre zawsze, inne po włączeniu się alarmu pożarowego. Kierunek otwierania drzwi ma na uwadze kierunek ewakuacji.

W pracy rozmowa nad projektem wbudowania, nazwijmy to, wewnętrznego pomieszczenia w istniejące, zawsze zaczyna się od rozważań, czy trzeba będzie zainstalować zraszacz i alarm pożarowy. BHPowcy co jakiś czas kontrolują, czy żaden sprzęt czy mebel nie zwęża drogi ewakuacyjnej poniżej normy, i czy nic nie znajduje się bliżej sufitu niż norma zezwala (zapobieganie blokowaniu działania zraszaczy?).

Strażacy cieszą się estymą, pogrzeb poległych strażaków w finale filmu „Backdraft” był zdaje się tylko ciut hollywoodzko podkręcony.

Skąd tak wysoki poziom troski? Chwalebny, ale przecież wybiórczy – ot, na przykład powszechne na tutejszych drogach są ciężarówki czy autobusy ze zderzakami umieszczonymi wyżej, niż maska samochodu osobowego. Zderzak tak zamontowany – rzecz w Europie niespotykana – gwarantuje w razie zderzenia pominięcie troskliwie zaprojektowanych stref kontrolowanego zgniotu osobówki i przyładowanie zderzakiem wprost w twarze pasażerów.

Skąd – może z poziomu technologii materiałów budowlanych?

Advertisements

7 responses to “Zapałczane domy

  1. AnetaCuse 19.8.2009, środa o 21:37:11

    Nie, no nic dodać, nic ująć, a i zdjęcia lepszego wprost wybrać się nie dało. Zapraszam do swoich własnych refleksji na powyższy temat: http://syracuse.blox.pl/2008/05/Domki-z-kart.html

  2. miasto-maßa-maszyna 20.8.2009, czwartek o 2:51:44

    A to nie są szalunki pod beton?

  3. miskidomleka 20.8.2009, czwartek o 8:28:38

    Nie. Znaczy, jak tam coś wyleją, to uroczyście odszczekam, widzę tę budowę codziennie. Ale wygląd tego, fakt, że już są 4 piętra drewna i nikt nic nie wylewa, oraz doświadczenie z obserwacji innych budynków, mówią mi, że nie.

    Jak pisała Aneta o swoim domu, pewnie od wewnątrz dadzą (może) jakąś izolację i karton-gips, na te szkieletki drewniane ścianek działowych, co je widać w środku, też karton-gips, od zewnątrz Tyvek (taki plastikowy papier, chodzę weń ubrany codziennie, zobacz na wiki http://en.wikipedia.org/wiki/Tyvek ), i na to jakiś siding czy okładzinę udającą cegłę.

  4. ania 20.8.2009, czwartek o 12:41:53

    W sumie to ciekawe, dlaczego buduja prawie wylacznie z plyt gipsowych, zwlaszcza w stanach zagrozonych np. huraganami, gdzie cegla oparla by sie sile wiatru bez porownania lepiej. Czy chodzi tylko i wylacznie o koszty?

  5. futrzak 20.8.2009, czwartek o 14:45:18

    To nie sa zadne szlunki pod beton. W Kalifornii wszystkie domy (oprocz tych starszych w San Francisco i LA) sa w ten sposob zrobione.

    A buduja w ten sposob, bo to najtansze rozwiazanie.

    Powiedzmy, ze w cieplym klimacie to jeszcze mozna zrozumiec ale takie same domy stoja w South Lake Tahoe (gory Sierra Nevada w Kalifornii), gdzie przeciez zima pelna geba.

    Oni wydaja potem majatek na ogrzewanie tego szajsu…ale kto o tym myslal w dobie taniej energii.
    Teraz juz sie powoli konczy ta era.

  6. bigapple1 20.8.2009, czwartek o 17:22:57

    oj, znam ja dobrze probelm nadgorliwego wykrywacza. w naszym domu (skadinad drewnianym, hehe) wykonanie np. jajek na chrupiacym boczku czyplackow ziemniaczanych zwykle odbywa sie w zespole dwuosobowym: ja stoje przy kuchni i smaze, a ksaze malzonek na krzesle czeka, az sie wyjec odezwie, zeby go zaraz unieszkodliwic…
    ale odkad raz widzialam, jak plonie taki dom(doslownie w pare minut nie bylo praktycznie co zbierac, mimo, ze strazacy zaraz przyjechali) wole smazyc placki zespolowo niz nieroztropnie pozbyc sie wykrywacza dymu.

  7. Pingback: Zapałek przybywa « Miski do mleka

%d blogerów lubi to: