Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

If I go to the doctor, I am putting the doctor before God

Stara anegdotka mówi o człowieku (zazwyczaj Icku, Mosze, czy nosicielu innego stereotypowego żydowskiego imienia), co to się nieskutecznie modlił o wygraną na loterii. Wreszcie zaczął wręcz narzekać na boską obojętność, aż Stwórca odezwał się do niego: „Icek, ty mnie daj szansę – kup los!”.

Drodzy wierzący, w sprawach loterii poczynajcie sobie jak chcecie. Ale czasem od waszych decyzji zależy czyjś los, czyjeś cierpienie, czyjeś życie. Wtedy nie poprzestawajcie może wyłącznie na „obietnicach” wyczytanych w bajkach mniej lub bardziej sprawnych umysłowo bliskowschodnich pasterzy sprzed paru tysięcy lat.  Zastosujcie się chociaż do powyższej anegdotki.

Bo inaczej grozi wam – zasłużenie – trafienie do pierdla, co gorsza, po trupach.

No nie mogę: „If I go to the doctor, I am putting the doctor before God”. Facet, jakoś ci ta zabójcza logika nie przeszkadzała iść do sklepu i kupić koszuli. Może należało jednak stać nago na polu i czekać, aż cię bozia oblecze?

Skąd się tacy biorą, to przecież nie wyjątek? I czemu z upodobaniem wykańczają dzieci, kto potem będzie pracował na moją emeryturę?

Reklamy

3 responses to “If I go to the doctor, I am putting the doctor before God

  1. Jurgi Filodendryta 2.8.2009, Niedziela o 0:31:51

    Wiesz, pewnie gdyby to ktoś inny stał goło w polu, to by mu facet doradzał czekanie na cud. Ale jak własna dupa marznie (albo boli) to „się jakoś tak” żwawiej i czyściej myśli.

  2. sporothrix 2.8.2009, Niedziela o 0:39:08

    Horror. Mnie przeraziło to o obrońcy: „Kronenwetter told the jury that Neumann sincerely believed praying would heal his daughter and he did nothing criminally wrong.” Nie no, nic zupełnie. Po prostu brak słów, nawet jeśli wie się, że obrońca musi gadać podobne głupoty.

  3. AnetaCuse 2.8.2009, Niedziela o 8:11:31

    Ja znam jeszcze inną anegdotę w podobnym tonie: W trakcie powodzi zalało miasto. Facet stał na dachu budynku i się modlił. Podpłynęła łódź motorowa żeby go uratować, ale on odmówił ze słowami „Bóg mnie uratuje.” Potem przyleciał po niego helikopter, ale on odmówił pomocy mówiąc, że Bóg go uratuje. W końcu go zalało i utonął. Z goryczą zwraca się do Boga: „tak się modliłem, wierzyłem w Ciebie, a Ty mnie nie uratowałeś.” A Bóg na to: „no przecież przysłałem ci najpierw łódź, a potem helikopter…”

%d blogerów lubi to: