Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Googlora bez rozgłosu

Tak sobie czasem poczytuję „rewelacje” o „technologiach”,  linkowane na przykład na gazeta.pl. Swoją drogą jest jakoś żałosne, że w pojęciu współczesnych żurnalistów (również na BBC) „technologie” w 90% ograniczają się do komputerów i telefonów komórkowych.

Media Agory w temacie „technologii” co jakiś czas donoszą o nowościach na rynku przeglądarek. Przeważnie z tezą: jaki świetny jest Chrome (ktoś tego w ogóle używa? ostatnio widziałem udział w rynku poniżej 2%), jaki fajny jest Firefox, Opera przemyka gdzieś na marginesach, a wielkim zuyyyyym jest oczywiście IE.

Mariusz Koryszewski machnął nowy atak na IE. Tym razem, chyba z braku innych argumentów, pretekstem stała się „niesmaczna” reklama tejże przeglądarki, z występującymi w jednej z głównych ról, o bogowie, wymiotami.

Koryszewski ni przypiął ni przyłatał czepia się tam reklam Visty z Gatesem i Seinfeldem, strzelając kulą daleko od płota. W sumie reklamy Gates/Seinfeld były całkiem niezłe, ze swoim ciut absurdalnym humorkiem i generalnie pogodnym przesłaniem. Podobnie jak nie najgorsze, choć nieszczególnie nowatorskie, były radosne filmiki serii „I am a PC”.  Chyba nawet Apple to zauważył, bo, jeśli pamięć mnie nie myli, przygasił wtedy swoją cokolwiek już wymęczoną, a przy tym na tle optymizmu „I am a PC” wyglądającą wręcz niesympatycznie, kampanię porównywania Maca personifikowanego przez modnego młodziana z grającym PC grubawym facecikiem w kiepskim garniturze. Jak bym miał się czepiać reklam windowsowo-pecetowych, to raczej ostatnich scenek o schemacie: klient przychodzi do sklepu kupić dobrego laptopa, ogląda Maki, które okazują się okropnie drogie, i wychodzi z pełnym świetnych ficzersów pecetem. Jest to chyba zawsze Sony Vaio, co przesłanie kampanii oparte o rozsądną cenę raczej stawia na głowie.

Wracając do naszych wymiotów: wspominanie (w oczywiście negatywnym świetle) vistowych reklam w artykule Koryszewskiego służyło chyba wyłącznie realizowaniu celów biznesowych Googlory. Dlaczego? Bo wymiotna reklama IE8 jest do owych reklam Visty zupełnie niepodobna, i kierowana do całkowicie innych targetów. Gates/Seinfeld i „I am a PC” chodziły w telewizji i kierowane były do widza mainstreamowego, „I am a PC” do prostszego, Gates/Seinfeld do ciut bardziej wyrafinowanego. Wymioty natomiast to internetowe viral video, kierowane bardziej do nieodchodzących od komputera kilkunastolatków.  Filmik nawet pojawia się chyba tylko w dziwniejszych obszarach internetu. Ja w każdym razie jeszcze na niego nie trafiłem, mimo, że widziałem inne reklamy z tej serii.

I tu następna luka w wywodach Koryszewskiego – wymioty to tylko jeden z filmów w większej, ironicznej serii, inne to choćby F.O.M.S. czy chyba najlepszy z tych, które widziałem:  S.H.Y.N.E.S.S. Więc może warto by ocenić całą serię, panie Koryszewski?

Wreszcie, skoro reklama zawędrowała na trzecie miejsce oglądalności (po rozebranych pracownikach linii lotniczej i tańczących breakdance niemowlakach) – to jest skuteczna. Nawet, jeśli wśród pewnej subpopulacji jedynie. Stwierdzenie „Ciekawe, ile dolarów koncern zmarnował na zrobienie tej reklamy?” jest więc wyjątkowo nie na miejscu. To nie gust pana Koryszewskiego („Tak nie powinno się promować przeglądarki” – nie? bo co?) decyduje o skuteczności reklamy.

Cóż, być może umowa między Agorą a Google, dzięki której Gmail służy za pocztę w portalu Gazeta.pl miała swoje tajne protokoły. Ale chyba można realizowac je w subtelniejszy sposób, niż zakończenie dzieła Koryszewskiego:

Czy nie można wydać pieniędzy na coś pożyteczniejszego np. udoskonalenie samej przeglądarki, której daleko do ideału…

Jakieś konkreciki? Cóż jest owym ideałem: Chrome ze swoją mikroskopijną konfigurowalnością, czy Firefox, który do niedawna nie miał nawet trybu porno?

A jeżeli już koniecznie Microsoft chce reklamowymi klipami popularyzować swoją przeglądarkę, to niech weźmie przykład z Google.

Z Google. Oczywiście.

które własną przeglądarkę Chrome promuje o wiele lepiej (i bez rozgłosu) w sieci zabawnymi klipami.

Promowanie bez rozgłosu zaiste to zaiste genialny pomysł. I skuteczny. Na <2%.

Kolejna notka na podobny temat

Advertisements

3 responses to “Googlora bez rozgłosu

  1. zwirekiwigura 31.7.2009, piątek o 12:18:05

    Ja np. uzywam Chrome’a. I bardzo sobie go chwale. Opery organicznie i nieracjonalnie nie znosze. A IE 8 ktory ostatnio testowalem przynajmniej raz dziennie sie crashowal, badz zawieszal.
    Wiec jak nie Chrome to od biedy moze byc FF.

  2. nieczytelnik 30.12.2009, środa o 12:30:18

    Z tego dziwnego i niezbyt przyjaznego światu wpisu rozumiem, że uważa Pan, iż reklamowanie produktu poprzez naturalistyczne rzyganie na męża na widok reklamowanego produktu nie jest chore. Cóż… De gustibus non disputandum est, ale pozazdrościć nie ma czego.
    A klikowalność jest istotnie niezwykle miarodajna. Sam obejrzałem filmik parę razy (kliknięcia, kliknięcia) i teraz już bardzo trwale MS IE8 kojarzy mi się z wymiocinami. Człek w tle reklamy wyraźnie ostrzega zresztą, że wymioty mają związek z konkretnymi funkcjami wbudowanymi w IE8.

    Pozdrawiam.

  3. miskidomleka 30.12.2009, środa o 13:01:38

    @nieczytelnik
    Z tego dziwnego i niezbyt przyjaznego światu wpisu rozumiem,
    Chyba nie do końca rozumiesz.

%d blogerów lubi to: