Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Rozbieżności obyczajów

No to chyba się stanie.  Szef ma najwyraźniej zamiar zrealizować w końcu swoje marzenie i zatrudnić specjalną osobę do komputerów w naszej grupie.

Wczoraj z kolegą oglądaliśmy kandydata. Na szczęście od czasu poprzedniej notki zadania przeznaczone dla tej osoby cokolwiek urosły i teraz może mieć to sens. Jeśli by je zrealizował, zysk mógłby być niebagatelny. Bo oprócz takich poważnych i absorbujących zadań, jak uaktualnianie programów na Macach szefa i sekretarek, czy ratowanie szefa, gdy np. jego iKalendarz (czy jak to się zwie) nie chce się zsynchronizować z używanym przez wszystkich wspólnym kalendarzem google, wymyśliliśmy (głównie dwaj rzutcy koledzy) parę poważniejszych i sensowniejszych zastosowań dla potencjalnego lokalnego specjalisty IT.

Jak postawienie naszego własnego serwera w celu stworzenia centralnego, regularnie bekapowanego magazynu danych. Obecnie każdy ma swój własny schemat bekapów i zabezpieczeń, a że trochę sie tego generuje (ja do 1 GB dziennie, niektórzy więcej), to coś solidnego by się przydało.

Jak zrobienie naszego własnego VPNu, byśmy mogli siedząc w domach skorzystać z komputerów pracowych. Niby służby IT naszej wielkiej instytucji kiedyś po wielokrotnych nagabywaniach i naciskach otworzyły dostęp VPNowy dla nas, ale czasem to działało, a czasem nie. U mnie nie tylko nie, ale to, co kazali mi zainstalować w domu, narobiło mi bardzo dziwnych rzeczy w sieci domowej i potem zmarnowałem sporo czasu przywracając ją do porządku.

Jak zrobienie porządnego systemu śledzenia dokumentów dla sekretarek. Sekretarki się u nas zmieniają ciągle, czasem bez zakładki lub z bardzo krótką, więc w obecnym bałaganie każda spędza pierwsze miesiące pracy poszukując poprzednich dokumentów w sekretarskich komputerach.

Jak regularne uaktualnianie strony internetowej, która cierpi na chroniczny anachronizm.

Jak stworzenie i utrzymywanie systemu do telekonferencji, kolejne marzenie naszego szefa. Nie jesteśmy do końca pewni po co mu on, ale niech sobie ma zabawkę.

Kandydat, młodzian umundurowany w gajerek i krawat, z teczuszką,  zegarkiem chyba reprezentacyjnym (nie znam się na zegarkach) i wymodelowaną fruzurą, wyglądał ciut jak z księżyca Saturna w naszym t-shirtowo niedbałym, sandałowym, czasem nawet podtatuowanym towarzystwie. Ale rozumiał co się do niego mówiło, odzywał się z sensem, i chyba przynajmniej umie udawać, że się na tym wszystkim zna.

Trochę tylko uniósł brew, gdy mu powiedziałem, że jesteśmy raczej indywidualistami, ludzie używają nie tylko różnych systemów ale i różnych programów (nawet do tych samych celów), i tak ma zostać.

A bezcenny był wyraz jego twarzy, gdy kolega uściślił, że nie tylko nie oczekujemy od niego bezpośredniej opieki nad maszynami, które stoją na naszych biurkach (z wyjątkiem szefa i sekretarek), ale wręcz nie będzie miał do nich dostępu.

Cóż, nasz modus operandi różni się od korporacyjnego. A gdy ktoś ma zgromadzone dane z 3 czy 5 lat pracy, od których, jak u koleżanek i kolegów robiących doktoraty, zależy praktycznie cała jej czy jego przyszłość, nic dziwnego, że nie ufa nikomu i podchodzi do security cokolwiek paranoidalnie. Trust no one!

Advertisements

2 responses to “Rozbieżności obyczajów

  1. Jurgi 27.6.2009, sobota o 14:34:22

    Wspólny komputer jest jak wspólna bielizna, fuj. :(
    Przez ostatni miesiąc (z racji funkcji p.o. red. nacz.) musiałem pracować w redakcji, więc nosiłem swojego laptopa.

  2. miskidomleka 27.6.2009, sobota o 14:36:03

    A ja coś pisałem o wspólnych komputerach?

%d bloggers like this: