Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Sztuka cacy, muzyka be?

Kilka uwag na temat, nad którym jakoś nigdy się nie zastanowiłem: dlaczego sztuka współczesna jest znacznie powszechniej znana, lepiej odbierana i sprzedaje się lepiej niż współczesna muzyka poważna?

Odpowiedzi pod linkiem nie znajdziecie, ale to nie dziwne – tam jest w zasadzie reklama książki David Stubbsa Fear of Music – Why People Get Rothko But Don’t Get Stockhausen, więc odpowiedzi może należy szukać w książce. Ja bym chyba stawiał na problem czasu i napoju: zupełnie nawet niezrozumiały i nieprzemawiający obraz czy rzeźbę można sobie szybko obejrzeć, pokiwać głową, i pójść gdzie indziej. Na piwo. Zaś obcowanie z niezrozumiałą muzyką wymaga jednak wysiedzenia kilku czy kilkudziesięciu minut przy nieprzemawiających hałasach. Zwykle bez piwa.

Może dlatego, jak możecie posłuchać pod powyższym linkiem, Gabriel Prokofiev (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa) organizuje „koncerty” współczesnej poważki w luźniejszej atmosferze nocnego klubu pod zwodniczym szyldem  „Non-Classical”. Poza tym do posłuchania kilka króciutkich fragmentów niezrozumiałych i nieprzemawiających hałasów.

Reklamy

13 responses to “Sztuka cacy, muzyka be?

  1. nykteris 29.4.2009, środa o 15:54:55

    Nie wiem czy Twoja interpretacja jest calkiem sluszna – bo wspolczesna muzyka nie-tak-powazna sprzedaje sie calkiem dobrze, a tez niezadko wymaga skupienia. Zgodze sie, ze do POPu to mozna i piwo pic, ale przynajmniej w Polsce rozne odmiany jazzu ciesza sie chyba spora popularnoscia. Ja akurat jazzu nie rozumiem – i moze to o to wlasnie chodzi. Ze muzyka powazna nie jest zrozumiala w dzisiejszych czasach – a filmowa, czesto podobna, jest juz bardziej popularna.
    Moze to kwestwia latwosci odbioru i wyksztalconego ucha, a moze poprostu kwestia przekazywanych tresci, ktore nie tak bardzo na czasie sa…

  2. miasto-masa-maszyna 29.4.2009, środa o 18:50:41

    Tak pomyślałem chwilę i doszedłem do wniosku, że problem czasu i napoju też, ale jest coś jeszcze. Sztuka przeważnie materializuje się w postaci konkretnego przedmiotu. Ten przedmiot można kupić i posiąść. I głównie z tego żyją artyści – ze sprzedaży dzieł a nie z biletów na wystawy. Tymczasem w muzyce niby też funkcjonuje układ zamawiającego utwór z kompozytorem, ale to się dzieje na innych zasadach. Nie ma tego efektu „stawiam sobie w salonie/hallu firmy i napawam się prestiżem, imponuję gościom/klientom”. Kto dzisiaj pamięta, kto zamówił dajmy na to Diabły z Loudun Pendereckiego? Pójście na koncert to też dzisiaj żaden prestiż, a kupno płyty? Śmiech na sali. Rynek dzieł sztuki jest nakręcany sam sobą. Kupno dzieła przynosi prestiż bo prestiż się wyraża przez kupowanie dzieł sztuki. Natomiast chodzenie opery/filharmonii już dawno przestało być oznaką jakiegokolwiek prestiżu, raczej muzycznego geekostwa.

    Ale może to i dobrze? Nikt przecież nie powie, że współczesny obieg sztuki jest zdrowy, w dodatku sztuka sama zaczęła się tą sytuacją karmić (o tym jest przecież brylantowa czacha Damiena Hirsta). Czy chciałbym, żeby muzyka wpadła w takie samo sprzężenie zwrotne? Chyba nie.

  3. miskidomleka 29.4.2009, środa o 20:08:15

    nykteris: ależ w tym artykuliku chodzi wyłącznie o współczesną muzykę poważną, i to, że podobnie jak współczesna sztuka – często wydaje się dziwaczna i niezrozumiała. Wiec przykłady z jazzem czy muzyką nie-tak-poważną są nierelewantne – chyba, że nie pojąłem czemu miały służyć. A typowa muzyka filmowa jest raczej niepodobna do współczesnej muzyki poważnej.

    m-m-m: masz pewnie dużo racji z tym posiadaniem, konkretnym przedmiotem, jedynym oryginałem. Zresztą Stubbs w tym krótkim fragmencie wywiadu zwraca na to uwagę, ponadto podkreślając, jak rozumiem, samonakręcanie się: sztuka staje się powszechni sławna, bo stosunkowo często o niej się mówi w mediach, przeważnie w kontekście „poszło z x mln dolarów”. To też rodzi ten hm, prestiż.

    Sprowadzenie porblemu do piwa było oczywiście z mojej strony żarcikiem, choć kwestia czasu jaki trzeba przecierpieć by wyjść na konesera, też pewnie ma znaczenie.

  4. kakofonia 29.4.2009, środa o 20:55:17

    Hmm… Ciekawe pytanie. Ja jestem dobrym przykładem, bo I get Rothko (i nie tylko Rothko) a muzyke poważną współczesną nie bardzo, oględnie mówiąc.

    W moim przypadku nie ma to nic wspólnego z posiadaniem czegokolwiek – obrazy Rothko, Pollocka, Stilla czy prace Marcela Duchampa „mam” w postaci tanich pocztówkowych lub plakatowych reprodukcji. Ceny oryginałów mnie nie interesują, nie śledzę artystycznego rynku i nie podniecam się informacjami, że coś tam sprzedano na aukcji gdzieśtam za ileśtam setek tysięcy czegośtam.

    A dlaczego nie lubię poważnej muzyki nowoczesnej? Bo jej słuchanie sprawia mi fizyczną przykrość. Obrazy, rzeźby, instalacje mówią coś do mnie w sposób, który wymaga wysiłku intelektualnego, czasem emocjonalnego otwarcia. Niepokoją mnie, chodzą za mną. Przedstawiają świat inny i inaczej. Muzyka tymczasem mnie atakuje – te dźwięki często są dla mnie fizycznie nieomal nieznośne. Słuchanie jej bywa zwyczajnie męczące. Patrzenie na obrazy Pollocka mnie nie męczy.

    Ale zdarza się, że posłucham, np. Johna Cage’a. Wolę jednak co innego. W muzyce wolę harmonię od dysharmonii i kakofonii (choć zgodnie z nickiem chyba nie powinnam). Wolę Billy Holiday niż Stockhausena.

  5. miasto-masa-maszyna 30.4.2009, czwartek o 2:25:10

    @kakofonia
    A dlaczego nie lubię poważnej muzyki nowoczesnej? Bo jej słuchanie sprawia mi fizyczną przykrość.

    A sprawia przykrość bo jej nie lubisz.

    Obrazy, rzeźby, instalacje mówią coś do mnie w sposób, który wymaga wysiłku intelektualnego, czasem emocjonalnego otwarcia. Niepokoją mnie, chodzą za mną. Przedstawiają świat inny i inaczej.

    Dokładnie tak jak muzyka współczesna.

    Słuchanie jej bywa zwyczajnie męczące. Patrzenie na obrazy Pollocka mnie nie męczy.

    Ale z łatwością znajdziesz przykłady w drugą stronę – kojąca III symfonia Góreckiego, medytacyjna muzyka Arvo Pärta versus agresywny performance Kulika na smyczy czy epatująca weryzmem Łaźnia Kozyry. Co prowadzi do wniosku, że to nadal niczego nie tłumaczy.

    W muzyce wolę harmonię od dysharmonii i kakofonii (choć zgodnie z nickiem chyba nie powinnam). Wolę Billy Holiday niż Stockhausena.

    Ale dlaczego? Dlaczego od sztuki wymagasz, by coś Ci mówiła o świecie, wymagała wysiłku intelektualnego, a od muzyki – by tylko nienachalnie pieściła ucho?

  6. miasto-masa-maszyna 30.4.2009, czwartek o 2:37:44

    PS Już sam fakt, że jako przykład muzyki agresywnej i dysharmonicznej jest podawany Stockhausen – facet, który napisał Stimmung dowodzi, że podstawową przyczyną niechęci do muzyki współczesnej jest jej nieznajomość. I koniec, kropka. Nie lubię, bo jest agresywna, a jest agresywna to wiem, bo co prawda nie słuchałem, ale ludzie mówili, że oni w tych filharmoniach to teraz szkłem po styropianie jeżdżą, czy jakoś tak.

    A ja już wiem co poleci następne w cyklu „współczecha nie gryzie” na wiadomym forum :-)

  7. kakofonia 30.4.2009, czwartek o 7:35:22

    MMM – masz wiele racji. Tylko dlaczego mialabym sie zmuszac do robienia czegos, co sprawia mi przykrosc i meczacego przesluchiwania masy utworow w celu znalezienia kilku, ktore do mnie trafia?

    Konsumpcja sztuk wizualnych jest przyjemniejsza. A ja – bedac malo wyrafinowanym konsumentem – lubie, by sztuka sprawiala mi jakiegos rodzaju przyjemnosc.

    Kozyry nie trawie. Lubie Pollocka, lubie Stilla, lubie Louise Bourgeois. A od Goreckiego stanowczo, ale to stanowczo wole Mozarta.

  8. miasto-maßa-maszyna 30.4.2009, czwartek o 9:04:16

    @kakofonia
    Tylko dlaczego mialabym sie zmuszac do robienia czegos, co sprawia mi przykrosc i meczacego przesluchiwania masy utworow w celu znalezienia kilku, ktore do mnie trafia?

    Nikt Cię nie zmusza. W ogóle celem tej dyskusji nie jest krytyka Twojego gustu, czy próba nakłonienia do jego zmiany, tylko zastanowienie się nad przyczynami popularności takiej postawy. Twoje powtarzanie „ja mam taki gust, bo mam taki gust i go nie zmienię” nie posuwa nas w tej kwestii do przodu ani o centymetr.

  9. kakofonia 30.4.2009, czwartek o 9:51:38

    Posuwa o tyle, ze – jak mi sie wydaje – moja postawa jest dosc popularna. Tzn. fakt, ze wspolczesna muzyka powazna jest mniej popularna od wspolczesnych sztuk wizualnych mozna, byc moze, wytlumaczyc tym, ze dla przecietnemu odbiorcy ta pierwsza sprawia mniej przyjemnosci niz ta druga – nawet jesli zna obie, bo zadal sobie trud posluchania i popatrzenia.

    Autor tamtej wspomnianej ksiazki zauwaza, ze „”There is something inherently distressing about dissonant music.” Moze to jest wlasnie odpowiedz na stawiane w tytule pytanie – dlaczego mniej ludzi „get it”, bo jest ona „inherently distressing”, takze na prostym poziomie percepcji zmyslowej.

    Tu nie o moj gust chodzi.

    Przepraszam za brak polskich czcionek, ale pisze z pracy.

  10. kakofonia 30.4.2009, czwartek o 10:31:55

    Chodzi mi o to, zasadniczo, ze – byc moze – reakcja na sztuke jest w pierwszym momencie preintelektualna, prosta, zmyslowa.

    Obraz de Kooniga bedzie mniej zmyslowo trudny do odbioru niz wiekszosc utworow Goreckiego.

    Nie wydaje mi sie, zeby sluszne bylo powiedzenie „ta muzyka sprawa ci przykrosc, bo jej nie lubisz”. Raczej – nie lubisz jej, bo sprawia ci przykrosc. Jedzenie zupy szczawiowej sprawia mi przykrosc (zmysly) i dlatego tej zupy nie lubie (emocja).

    Kiedy pierwszy raz zobaczylam obrazy Rothko, cos mnie do nich pociagnelo, cos mi sie w nich spodobalo, choc niewiele wiedzialam o artyscie czy o abstrakcyjnym ekspresjonizmie w ogole. Dopiero po spotkaniu obrazow i wstepnej pozytywnej na nie reakcji zaczelam czytac, dowiadywac sie wiecej i wiecej rozumiec. (Uzywam siebie wylacznie jako przykladu. Nie lubie pisac „ludzie costam”, bo jacy ludzie?)

    Byc moze z muzyka jest inaczej – najpierw trzeba duzo wiedziec, zeby ja zrozumiec, zeby mogla nam ona cokolwiek powiedziec.

    A jak zachecic do studiowania? Albo przynajmniej do sluchania i poszukiwania utworow, w ktorych cos sluchacza zainteresuje? Tu moze jest jak z jedzeniem w restauracji (znowu zmysly) – jesli X razy dostane jedzenie, ktore mi nie bedzie smakowalo, szanse na to, ze pojde tam kolejny raz, sa znikome. Jesli X razy slyszalam utwory, ktore kompletnie do mnie nie trafily, nastepnym razem pojde na calkiem inny koncert i kupie calkiem inna plyte.

    Nieco z innej beczki: jakie utwory polecilibyscie dla poczatkujacego sluchacza?

  11. miasto-masa-maszyna 30.4.2009, czwartek o 14:28:38

    Posuwa o tyle, ze – jak mi sie wydaje – moja postawa jest dosc popularna.

    To był punkt wyjścia.

    Autor tamtej wspomnianej ksiazki zauwaza, ze “”There is something inherently distressing about dissonant music.” Moze to jest wlasnie odpowiedz na stawiane w tytule pytanie – dlaczego mniej ludzi “get it”, bo jest ona “inherently distressing”, takze na prostym poziomie percepcji zmyslowej.

    To jest odpowiedź na pytanie „dlaczego wróbelek ma jedną nóżkę bardziej?”

    Obraz de Kooniga bedzie mniej zmyslowo trudny do odbioru niz wiekszosc utworow Goreckiego.

    Skala popularności III symfonii Góreckiego falsyfikuje tą tezę a mnie powoli utwierdza w przekonaniu, że Ty w ogóle nie wiesz kto zacz.

    Byc moze z muzyka jest inaczej – najpierw trzeba duzo wiedziec, zeby ja zrozumiec, zeby mogla nam ona cokolwiek powiedziec.

    Nie jest inaczej. Jest wręcz do bólu analogicznie. Cały czas usiłujesz naginać rzeczywistość tak, by na siłę zobiektywizować swój osobisty gust. Nie uda Ci się. Nie w tym towarzystwie :-P

  12. kakofonia 30.4.2009, czwartek o 16:57:48

    Nie musze obiektywizowac czegos, co podobno jest popularne.

    Muzyke Goreckiego znam w stopniu malym – nie zadalam sobie trudu sluchanie wiecej, bo to, czego sluchalam, nie zbudzilo mojego zainteresowania. Zapewniam Cie przy okazji, ze malarstwo abstrakcyjnych ekspersjonistow, w tym de Kooniga, jest nadal bardzo popularne. Wcale nie wiem, czy mniej od wspomnianej III symfonii i nie mam zielonego pojecia, w jaki sposob mialbys udowodnic, ze jest tak wlasnie.

    Zupelnie nie odniosles sie do sprawy prostego, zmyslowego postrzegania muzyki i sztuk plastycznych, co mnie z kolei utwierdza w przekonaniu, ze nie jestes zainteresowany rozmowa, a jedynie gloszeniem wlasnego – uprzednio przyjetego – pogladu.

  13. miasto-masa-maszyna 1.5.2009, piątek o 17:29:24

    Nie musze obiektywizowac czegos, co podobno jest popularne.

    Różne bzdurne poglądy są popularne. Np. moja koleżanka twierdzi, że „Amerykanie są grubi bo jedzą żywność genetycznie modyfikowaną, ergo od żywności genetycznie modyfikowanej się grubnie”, co jest poglądem w Niemczech dość popularnym, jednakże do szczętu debilnym.

    Zapewniam Cie przy okazji, ze malarstwo abstrakcyjnych ekspersjonistow, w tym de Kooniga, jest nadal bardzo popularne. Wcale nie wiem, czy mniej od wspomnianej III symfonii i nie mam zielonego pojecia, w jaki sposob mialbys udowodnic, ze jest tak wlasnie.

    Ale ja wcale tego nie zamierzam udowadniać. Wróć może do kontekstu w którym to napisałem.

    Zupelnie nie odniosles sie do sprawy prostego, zmyslowego postrzegania muzyki i sztuk plastycznych

    Odnoszę się do niego cały czas. I moje doświadczenie, jako człowieka mającego profesjonalny/semiprofesjonalny kontakt zarówno ze współczesną muzyką jak i sztuką niemuzyczną przedstawiłem już w tej dyskusji.

%d blogerów lubi to: