Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Kult trupa

Historia się powtarza na różnych kontynentach. Przykro mi, że rodzinom zmarłych jest przykro.

Parę aspektów wartych jest komentarza. Skupię się na historii amerykańskiej.

Dziwi mnie nieco, a nawet trochę śmieszy, szczególne nabożeństwo, jakim w USA darzy się zabite wojsko. A już zwłaszcza terminologia: fallen warriors, fallen heroes. Jakby to, że IED urwało ci nogi i wykrwawiłeś się na śmierć, czyniło cię bardziej bohaterskim od kolegi, który miał szczęście jechać w innym hummerze.

Ale w kontekście artykułu podkreślanie Having to place the veterans’ bodies on the garage storage rack was about as much as Napper could stomach. The son of a veteran, Napper said he was saddened to see people in uniform treated that way  jest cokolwiek niesmaczne. Z cywilami to już nie taki wielki problem?

Drugi komentarz jest trudny do takiego napisania, by nie być posądzonym o nieczułość. Powtarzam, jest mi przykro, że rodzinom zmarłych jest przykro.

Ale jakoś mnie zastanawia, że są aż tak wstrząśnieci, gdy przyjdzie im chować ciało będące już w stanie rozkładu. Wszak w grobie będzie się ono i tak rozkładać. Skąd się bierze potrzeba, by zamknięte w drewnianym pudełku zwłoki wyglądały świetnie do momentu włożenia ich do dołka w ziemi, choć przecież już niekoniecznie potem? Skąd sprzeciw przeciwko położeniu ich na półce w prowizorycznym magazynie, na noszach, w kartonowym pudle? I dla wiernych większości chyba religii, i dla niewierzących, osoby zmarłego tam przecież już nie ma. Nawet ci, co wierzą w ciała zmartwychwstanie, muszą zakładać jakąś regenerację, wszak nawet ciało utrzymane w stanie oglądalności do pogrzebu długo tego stanu nie utrzyma. Skąd więc ten kult martwych powłok cielesnych?

Z artykułu wynika, że są tacy, którzy po śmierci chcą się „pożegnać” – zajrzeć do trumny i bo ja wiem, pogłaskać, pocałować, popatrzeć. Wtedy niby rozumiem problem, milej głaszcze się policzek nastrzyknięty formaliną, uszminkowany, upudrowany i dopachniony, niż rozpływający się, czarny i niemile pachnący. Ale pytanie powraca w innej formie: czemu w ogóle chcą „żegnać” zwłoki?

Teraz odejdę, choć nie całkiem, od zacytowanych na początku historii. Dlaczego, mimo głębokiej (moim zdaniem) sensowności tego rozwiązania, mimo inicjatyw ze strony ustawodawców, mimo wsparcia (częściowego, bo ograniczonego do wyznaczonych miejsc) Rzecznika Praw Obywatelskich, nie jest w Polsce dozwolone spopielenie zwłok i rozsypanie prochów w wybranym przez zmarłego lub rodzinę miejscu?

Kilka cytatów pomoże znaleźć odpowiedź na to pytanie… Podkreślenia moje.

[…]w poprzedniej kadencji Sejmu do laski marszałkowskiej wpłynął projekt rządowy, który umożliwiałby rozsypanie prochów zmarłego na terenie cmentarza [a więc bardzo ograniczony – mdm], jednak w toku prac parlamentarnych projektowany zapis został wykreślony. Uzasadniano to, jak informuje RPO, faktem, że praktyka rozsypywania popiołów po kremacji zwłok nie mieści się w tradycji polskiej, ani w tradycji żadnej z trzech wielkich religii monoteistycznych (chrześcijaństwa, islamu i judaizmu). Stąd.

Postanowienia z 1963 roku podtrzymuje Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku. Kanon 1176, par. 3, mówi: „Kościół usilnie zaleca, by pobożny zwyczaj grzebania zmarłych w ziemi był przestrzegany, jednakowoż nie zakazuje kremacji, o ile nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej”. Ciekawe. Nawiasem mówiąc, przed 1963 KK zakazywał kremacji w ogóle. Było to reakcją na kremację wybieraną jako protest przeciw wierze w zmartwychwstanie.

Kościół wymaga, by urna spoczęła w poświęconym miejscu, na cmentarzu lub w kolumbarium. Dlatego sprzeciwia się rozsypywaniu prochów „na wietrze”. Powyższe stąd.

Przed ostatnią nowelizacją przepisów walczyliśmy o rozsypywanie prochów wszędzie tam, gdzie w ostatniej woli wskazali to zmarli. Niestety, przeciwstawili się temu posłowie prawicy.

Inicjatywie zdecydowanie sprzeciwia się Kościół katolicki. – Miejscem spoczynku ludzkich szczątków jest grób, gdyż bezpośrednio odsyła od śmierci do wiary w Zmartwychwstanie – mówi ks. doktor Jacek Nowak, sekretarz Komisji i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski. A dwa powyższe stąd.

Czyli, jak zwykle, dyskusja jest zdominowana przez jeden punkt widzenia. Nie mam już linku do źródła, ale gdy przygotowywano utrąconą następnie inicjatywę ustawodawczą w 2006 roku, nawet liberalna, lewacka, antychrześcijańska, polskojęzyczna, służąca wiadomo jakim interesom [przed paru laty pytam w kiosku: „Jest Wyborcza?” kioskarz: „Nie ma. Sprzedała się”] GW machęła na ten temat notkę. Przytoczyłą w niej opinię: a. posła sprawozdawcy pilotującego ustawę oraz b. kogo?  Etyka? Epidemiologa? Ekologa? Rabina? Pastora? Buddysty? Kogoś, kto ma i potrafi uzasadnić życzenie by rozsypano jego czy jej prochy w, bo ja wiem, Borach Tucholskich? Nic z tych rzeczy. Księdza katolickiego, oczywiście. Dokładniej: dwóch księży. I nikogo więcej. Taka to była debata „publiczna”.

Mam nadzieję, że przyjdzie mi zejść poza Polską, albo że zajmującym się moimi zwłokami starczy odwagi, by wbrew prawu rozsypać moje prochy byle gdzie. Bo jakoś tak głupio zostawiać po sobie kłopot – zwłoki, nagrobek, znicze, wieńce. Takie nieposprzątanie. I domaganie się pamięci. Jak będą chcieli, jak dam im powód – będą pamiętać i bez tego. Co zresztą, oczywiście, będzie mi obojętne.

Reklamy

2 responses to “Kult trupa

  1. futrzak 7.4.2009, wtorek o 0:16:18

    czemu chca sie „zegnac”? Taka tradycja. Nie wiem na ile ma wspolnego z chrzescijanstwem a na ile z obrzedami pozachrzescijanskimi.

    przez antropologow ten zwyczaj, podobnie jak inne obrzadki pogrzebu (kremacja, wystawianie zwlok na drzewa i tak dalej) jest tlumaczony potrzeba pozegnania sie ze zmarlym, pogodzenia z losem, oswojenia ze strata. w roznych kulturach przybiera rozne formy.

    zwyczaj jest bardzo silny. zanim powstaly kostnice, obrzadki wygladaly tak:
    wkladalo sie zmarlego do trumny otwartej i czuwalo przy nim oraz modlilo sie (najblizsza rodzina) przez nastepna dobe. w tym czasie skladali wizyty blizsi i dalsi, znajomi etc. Skladali kondolencje, zapalali swieczki, modlili sie za zmarlego, wspominali.
    Wtedy po wsiach i miastach nie bylo zwyczaju „dekorowania” zmarlego ani sekcji zwlok, ani obowiazku odwozenia do kostnicy. Jak ktos wygladal po smierci fatalnie, to ubierano zwloki i zaslaniano twarz/reszte ciala lnianym plotnem.

    Jakos wtedy ludzie bardziej rozumieli, nie przerazali ich zmarli az tak bardzo.

    Tak sobie mysle, ze w naszej kulturze smierc i cialo nieboszczyka sa wypierane ze swiadomosci i stad ten trend „udawania” ze cialo to jak zywy czlowiek.

  2. Jurgi 7.4.2009, wtorek o 8:32:04

    Niemożność rozsypania popiołów — czyli dla wielu przeprowadzenia obrządku właściwego dla ich religii, bezpardonowo narusza konstytucyjny zakaz dyskryminacji ze względu na wiarę. Uniemożliwia się w ten sposób czynności sakralne w niektórych religiach. Powinien się tym chyba zająć TK.

%d blogerów lubi to: