Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Strach przed czajniczkiem?

People with strong religious beliefs appear to want doctors to do everything they can to keep them alive as death approaches

Jednak boją się, że po drugiej stronie nie czeka czajniczek? Albo że będzie na nich zły? ;-)

Advertisements

11 responses to “Strach przed czajniczkiem?

  1. Jurgi 19.3.2009, czwartek o 4:13:17

    A może zależność idzie w drugą stronę: religii potrzebują jednostki słabsze i bojące się śmierci? Tyle, że jakoś im nie pomaga? ;)

  2. futrzak 19.3.2009, czwartek o 16:01:20

    skonnam sie zgodzic z Jurgim. Co wiecej, badania tomografem i innymi urzadzeniami aktywnosci mozgu ateistow i wierzacych wskazuja na znaczace roznice w dzialaniu. Cos w tym jest…

  3. telemach 19.3.2009, czwartek o 18:03:06

    Paradoks jest tylko pozorny bo wiara też już nie jest tym co była kiedyś. Wierzący chrześcijanin otoczony ze wszystkich stron pokusami racjonalizmu i pozbawiony wszechmocnej opieki autorytetów wiary nie ma wbrew pozorom łatwo. Trudno nawet w laickiej rzeczywistości znaleźć akceptację i ukojenie wynikające z tego że dzieli się świat pojęć i przekonań z ogółem.
    Taki opasany materiałem wybuchowym szyita ma już łatwiej…

  4. miskidomleka 19.3.2009, czwartek o 20:59:42

    telemachu: tyle, że wydawałoby się, że niezależnie od tych trudności wierzący (bo nie tylko o chrześcijan chodzi) jakąś nadzieję na życie i szczęście pośmiertne mają szanse posiadać. Niewierzący – nie, bo skąd? Dla nich śmierć to koniec.

    Więc czynniki, o których piszesz, mogłyby (tak myślę) najwyżej zmniejszyć różnicę, spowodować, że pewna część gorąco wierzących mimo wiary rozpaczliwie czepia się życia. Ale powinni pozostać jacyś, którzy w stronę Pana podążają radośnie, z triumfalnym psalmem na ustach, i nie mogą się doczekac łona Abrahama, hurys, itd. A ateiści i słabo wierzący powinni czepiać się życia wszyscy jak jeden mąż i żona. Tymczasem kierunek zależności jest odwrotny.

    Jurgi – ja tam się boję śmierci, jak się mam nie bać własnego nieistnienia? Ale w stronę religii mnie to nie ciągnie.

  5. amatil 20.3.2009, piątek o 8:07:09

    Jak się można bać nieistnienia? Over, i po wszystkich problemach.
    Sądu to bym się bał.

  6. miskidomleka 20.3.2009, piątek o 11:23:19

    Może raczej ustania istnienia…

  7. miasto-masa-maszyna 22.3.2009, niedziela o 10:14:44

    Ale powinni pozostać jacyś, którzy w stronę Pana podążają radośnie, z triumfalnym psalmem na ustach, i nie mogą się doczekac łona Abrahama, hurys, itd.

    Komm, du, süße Todesstunde ;-)

    Wiem, że niemerytorycznie, ale nie mogłem się powstrzymać.

  8. iforgot 5.4.2009, niedziela o 4:45:14

    Może chodzi o to, że u człowieka świadomego umierania instynkt samozachowawczy niejako „przejmuje kontrolę” (overrides), chemia mózgu każe się bać, emocje krzyczą że to koniec i trzeba się ratować. Może on to odczuwać jako swego rodzaju przemianę wewnętrzną, niekontrolowaną, w przypadku osób wierzących niechcianą i zaskakującą zmianę postawy.
    Ateista dla odmiany w jakimś stopniu „przerabiał” te lęki, można powiedzieć, że zaszczepił się na ból umierania. Może zaskoczyć go siła emocji, którymi alarmuje go instynkt przetrwania, ale nie ich przekaz, z którym przecież się zgadza. Może dzięki temu łatwiej je wyciszyć.

  9. miskidomleka 5.4.2009, niedziela o 18:18:14

    Ciekawa interpretacja. Może coś w tym jest.

  10. nykteris 9.4.2009, czwartek o 3:48:27

    Wiara chyba niekoniecznie musi wiazac sie z wiara w zycie pozagrobowe – prawda?
    Moja wiara wynika raczej z doswiadczen duchowych (albo oczywiscie zludzen tych doswiadczena), niz ze strachu przed smiercia.
    Dopuszczam czy wrecz wierze w istnienie roznych bytow duchowych (choc wole ich nie definiowac), wiec w tym kontekscie jestem czlowiekiem wierzacym.
    Ale nie zakladam sobie zadnych planow na po smierci. Nawet jak jakas czastka mnie (dusza?) nie przestanie istniec po mojej smierci, to napewno to nie bede taki ja do jakiego jestem przyzywczajony – wiec staram sie byc szczesliwy tu i teraz, a nie planowac szczescia na po smierci.

  11. miskidomleka 11.4.2009, sobota o 13:00:37

    nykteris: „Wiara chyba niekoniecznie musi wiazac sie z wiara w zycie pozagrobowe – prawda?”
    Oczywiście. Można wierzyć w różne rzeczy. Ale chyba większość wierzących to wyznawcy mainstreamowych religii, które zazwyczaj jakieś życie po śmierci gwarantują.

%d blogerów lubi to: