Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

You don’t mess with the building owner

„Dzielnice historyczne” w USA podlegają ścisłej kontroli architektonicznej, by styl, a na ile to możliwe również substancja dzielnicy, były zachowane. Prowadzi to do gorących sporów, ot na przykład Apple chce otworzyć Apple Store na Wisconsin Avenue w waszyngtońskiej dzielnicy Georgetown, na co przychylnie patrzą właściciele okolicznych sklepów spodziewając się, że jabłczarze zwiększą ruch w okolicy. Ale kolejne projekty modyfikacji budynku są przez odpowiednią komisję odrzucane, bo jej zdaniem Apple wprowadza za dużo akcentów nowoczesnych, nie grających z okolicą. Podobno Apple nie pomaga sprawie, bo kolejne projekty zamiast być tonowane, idą coraz dalej.  Walka trwa, Apple najwyraźniej obca jest idea zrealizowana chociażby we frankońskim miasteczku Dinkelsbühl, w którym kiedyś zauważyłem, że nawet firmy o znanych znakach towarowych nie mogą ich używać, nazwy są wymalowane na budynkach szwabachą.

Aktywność preservationists nie ogranicza się do dzielnic oficjalnie historycznych, parę przecznic od Białego Domu stoi brutalistyczny kościół Christian Science, który właściciele najchętniej by zburzyli jako nieprzystający do ich potrzeb i zbyt drogi do utrzymania, stawiając na tym miejscu mniejszy kościół oraz budynek do wynajęcia i zarabiania na nim. A stosowne komisje uznały budynek za historyczny i rzekły „¡No pasarán!”. Również ta walka trwa, i pewnie będzie się po sądach długo ciągnąć.

Gdybym wierzył w istnienie duszy, przyznałbym, że mam duszę prezerwacjonisty (jak to jest po polsku?), i nie podoba mi się pomysł zburzenia tego kościoła, tak jak mam wątpliwości co do działań Apple (nie do końca sprecyzowane, bo nie widziałem tych odrzuconych projektów), tak jak zawsze byłem przeciw usuwaniu PKiN. Ale inna historia z tego samego frontu ucieszyła mnie sprytnym prztyczkiem w nos, jaki zarobli prezerwacjoniści.

Otóż pewien przedsiębiorca wydał kupę kasy i spędził mnóstwo czasu przygotowując plany rozbudowy swojego sklepu na Starym Mieście w podwaszyngtońskiej Alexandrii. Wiedząc, że w historycznej dzielnicy takie rozbudowy to delikatna sprawa, podszedł do sprawy poważnie, konsultował się na bieżąco z władzami, i był dobrej myśli. Po czym jego oficjalna prośba o zezwolenie na rozbudowe została odrzucona.

Właściciel plunął więc na rozbudowę, i wynajął budynek… sex shopowi. Teraz biedne władze miasta grzebią po purytańskich kodeksach Virginii zastanawiając się, jak by tu legalnie z tym świnstwem poradzić. Wszak to najlepsza część miasta, obok jest galeria sztuki, sklep z ubraniami dla dzieci, a kawałek dalej gospoda, w której jadał i sypiał sam Ojciec Narodu!

A przedsiębiorca ma w zanadrzu jeszcze jeden sposób na dokuczenie miastu, o czym pod pierwszym ze źródłowych linków: 1, 2.

Reklamy

3 responses to “You don’t mess with the building owner

  1. miasto-masa-maszyna 1.3.2009, Niedziela o 13:21:39

    Walka trwa, Apple najwyraźniej obca jest idea zrealizowana chociażby we frankońskim miasteczku Dinkelsbühl, w którym kiedyś zauważyłem, że nawet firmy o znanych znakach towarowych nie mogą ich używać, nazwy są wymalowane na budynkach szwabachą.

    Nie ma tego foto na moim blogu, ale na Chilehaus w Hamburgu wisi szyld Jevera (tzn. knajpy, gdzie Jevera leją). I na tym szyldzie w logo browaru tradycyjne zielone tło jest zamienione na brązowe, wpasowujące się w otoczenie.

  2. miskidomleka 1.3.2009, Niedziela o 13:24:15

    Zamordystyczna, socjalistyczna Jewropa :-)

  3. hjuston 2.3.2009, poniedziałek o 21:32:07

    na co przychylnie patrzą właściciele okolicznych sklepów spodziewając się, że jabłczarze zwiększą ruch w okolicy.

    ja jaki ide do apple to tylko tam. nigdzie wiecej mi sie nie chce zachodzic.

%d blogerów lubi to: