Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Vicky Cristina Penelopa

Na początek disklajmer – ja na pewno znawcą kina nie jestem.  Z pewnym zażenowaniem przyznaję, że ostatnio film Allena widziałem chyba dwucyfrową liczbę lat temu, w sumie widziałem ich ze 3-4, i trochę słabo je pamiętam. Ale wrażenie, może naiwne i młodzieńcze, że to facet, któremu zdarza się powiedzieć i pokazać coś niesztampowego, pamiętam. Wrażenie przez lata karmiło się podświadomie takąż opinią Allena – przenikliwego, intelektualnego, etc., toteż siadając do „Vicky Cristina Barcelona” miałem nadzieję na niebanalny seans. Dodajmy oskarową rolę Cruz, dodajmy popularną Scarlett Johansson, dodajmy fotogeniczną Hiszpanię – seans zapowiadał się wręcz wspaniale.  Umieszczenie akcji w Hiszpanii wprawdzie kazało mi obawiać się nadmiaru hiszpańskiej muzyki gitarowej, ale pozostawała nadzieja, że niesztampowy film może ją pominie, albo że inne aspekty będą tak dobre, że gitarzyści mnie nie zanudzą.

Tyle o oczekiwaniach. Teraz o ich spełnieniu. Są spoilery.

Gitarzyści nie zostali pominięci, ale na mój gust byli utrzymani w miarę sensownych ryzach i dali się przetrzymać.

Hiszpania wyglądałaby świetnie, gdyby nie przegięta, przecieplona do bólu zębów kolorystyka, zmieniająca ładne ujęcia, zwłaszcza architektury (Barcelona płaciła po części za film, dostała niezły product placement), w coś bliskiego jeleniom na rykowisku.

Popularność Johansson jest dla mnie niepojęta. Na podstawie analogii z kompletnie niezrozumiałą popularnością Liv Tyler i mało zrozumiałą popularnością Angeliny Jolie przypuszczam, że większą niż sądziłem część społeczeństwa stanowią freaki, których obsesją seksualną i bodźcem kluczowym są przerośnięte, nabrzmiałe wargi. Johansson gra Cristinę jedną miną połączoną z jednym spojrzeniem, miną diugonia mało rozgarniętego nawet jak na diugonia i spojrzeniem rozkojarzonej krasuli.  Już Vicky Rebeki Hall jest zagrana ciut lepiej, i jej amerykańsko-dziewczęce miny i przewracanie oczami przy straszliwej wewnętrznej walce między amerykańskim poukładanym i zaplanowanym życiem a kuszącą europejską grzeszną artystycznością, są trochę przekonujące. Co nie znaczy, że mamy tam jakiś popis aktorstwa, o nie, to tylko na tle Johansson.

Popisu aktorstwa natomiast należało się spodziewać po Penelope Cruz, wszak Akademia uznała za stosowne nagrodzić ją Oskarem z tę, hm, kreację. Nie, nie była jakaś okropnie zła, zagrała cokolwiek niezrównoważoną sztampową Hiszpankę poprawnie, zapewne dorzucając parę wybuchów złości do grania po prostu siebie. Czy za takie coś należy się statuetka? Cóż, wg. Akademii aktorkom grającym niezrównoważone i (ważne!) głośno krzyczące postacie najwyraźniej tak, patrz Jolie w „Girl, interrupted”. A jak krzyczy po hiszpańsku, i do tego z zupełnie innym akcentem niż panie, które członkom Akademii odkurzają ich statuetki, to jest tak artsy, że Oskara nie można nie dać.

Javier Bardem może swoimi niedogolonymi maślanymi oczami uwiódł niektórych widzów, mnie jednak nie. Dla mnie był – znów – poprawny i nic poza tym.

To wszystko jednak uwagi poboczne, w końcu chodziło o Allena, o przenikliwe spojrzenie w dusze, o trafną analizę stosunków międzyludzkich. Hm.

Mógłbym uznać, żem za tępy, że subtelność przekazu mi umknęła. Na szczęście pychy ci u nas dostatek, przeto mogę się spokojnie po „dziele” przejechać. Film składa się z kliszy na kliszy, przełożonej kliszą, owiniętej kliszą i zapakowanej w kliszę. Problem jejku czy mam żyć z moim zaplanowanym gładkim bogatym purytańskim i poprawnym amerykańskim narzeczonym, czy z ognisto rzewnym niedogolonym europejskim artystą co się nie może rozstać z żoną jest równie oryginalny jak problem jejku jestem niesłychanie artystyczna i muszę się wyrazić tylko nie wiem czym. Problem żyję w związku z facetem od n*10 lat i w zasadzie go kocham, ale nie jestem w nim zakochana, i coś bym z tym zrobiła ale nie wiem co jest również niesłychanie świeży.

Niezwykle nowatorska jest postać europejskiego mężczyzny: Hiszpan (mógłby być też Francuz, nie?), malarz oczywiście, malujący abstrakcje pełnymi rozmachu, męskimi, buchającymi pełnią życia ruchami, oczywiście gołymi palcami (a malarka wałkiem, nie dla nas burgois pędzle), niedogolony (czy ja mam na tym punkcie obsesję?), własnoręcznie pilotujący samolot przez burzę, nieznajomym amerykańskim dziewczętom na dzień dobry proponujący seks w trójkę. Równie odkrywczo narysowana jest Hiszpanka malarka – jako osoba, która, jeśli nie maluje wałkiem lub nie łamie konwenansów przeszukując bagaże nowej dziewczyny swego ex-faceta (i bez skrępowania mówiąc jej o tym) lub uprawiając z nią seks w ciemni fotograficznej, wkurza się i wrzeszczy szybko po hiszpańsku. Ha!  

Postać ojca-poety wprowadzona w zasadzie nie wiadomo po co, może żeby jeszcze raz pokazać słynne europejskie wyzudanie (starszy pan nie dość, że ma sny erotyczne na temat swojej własnej ex-synowej de facto, to jeszcze o tym bez skrępowania mówi synowi), no i przedstawić wstrząsający koncept artysty, który jest tak zły na świat, że odmawia mu poznania swych wspaniałych utworów. Nawiasem mówiąc, jest rzeczą oczywistą że w Hiszpanii i Francji 90% populacji to malarze, poeci i pisarze, reszta to pewnie kucharze (tyż artyści), śmieci wywożą u nich Portugalczycy i Belgowie.

Może film miał być satyrą na te klisze, może należało się z tego śmiać razem z Allenem. Były momenty, gdy miałem takie wrażenie. Ale wyglądało to na poważnie – a nawet jeśli była to satyra, to słaba, ambitna jak żart z wzrostu Jarka K. i zjadająca własny ogon.

W sumie, jeżeli o jakości filmu ma świadczyć to, na ile widza zaskoczył, na ile był inny niż widz oczekiwał, to w pewnym sensie był to świetny film. Nie w takim jednak sensie, jaki by mnie ucieszył.

Advertisements

4 responses to “Vicky Cristina Penelopa

  1. ania 2.3.2009, poniedziałek o 15:17:26

    Oj, bo to nie dla facetow byl film i tyle.

  2. sporothrix 2.3.2009, poniedziałek o 16:08:55

    To ja na pewno jestem facetem :-)

  3. ania 3.3.2009, wtorek o 12:46:50

    Fair enough, to byl w takim razie film dla mnie ;)

  4. ania_2000 10.3.2009, wtorek o 1:26:23

    tez jestem podobnego zdania co ty – prosty obrazek zamowiony przez Barcelone,aby pokozac piekne z niej obrazki, do tego dwie glupie amerykanki, i na deser europejczycy jako – artystyczne niespokojne dusze, skomplikowane i gniewne.
    e tam.

%d blogerów lubi to: