Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Tłumacz niekumacz

Czepianie się błędów w tekstach publikowanych na polskich portalach internetowych jest jak czepianie się braci Kaczyńskich – nie wymaga specjalnego wysiłku. Ale przy sobocie sobie pozwolę na taką łatwą notkę.

Chodzi o tekst, częściowo już poprawiony przez portal, ale w wersji wcześniejszej zachowany przeze mnie tu. A tu, dla porównania, wersja angielskojęzyczna przed „obróbką” przez gazeta.pl.

No to lecimy.

W tekście angielskim występują nazwy kilku amerykańskich agencji związanych z lotnictwem i bezpieczeństwem lotów: FAA (Federal Aviation Administration), NTSB (National Transportation Safety Board) i NASA (National Aeronautics and Space Administration) . Polski „autor” czy „autorka” podpisany/a bkg (właściwiej byłoby nazywać ją lub go tłumaczem/czką, wkład własny jest minimalny i raczej negatywny) przepisuje dosłownie skrót NASA nie rozwijając go (bo w angielskim tekście nie było rozwinięcią, a do wiki nie chciało się zajrzeć?). Natomiast zamiast znanych każdemu, kto minimalnie interesuje się lotnictwem, nazw i skrótów FAA i NTSB, w tekście pojawiają się wyłącznie utworzone ad hoc polskie tłumaczenia rozwinięć oraz, co gorsza, utworzony od polskiego rozwinięcia skrót „NRBT”. Współczuję czytelnikowi tekstu, który pragnąć dowiedzieć się czegokolwiek więcej, zechce na podstawie tekstu z gazeta.pl wyszukać te agencje w internecie.

Informacja „the aircraft’s brakes caught fire or cabins and cockpits filled with smoke and the stench of burning birds. Engines failed and fan blades broke” w gazeta.pl zmieniła się w „zapalały się hamulce maszyn, wyłączały się silniki i łamały fragmenty skrzydeł”. Zadymianie przeskoczono (bo tłumacz nie umiał odróżnić, a więc przetłumaczyć słów „cabin” i „cockpit”?), trudno. Ale jakim cudem „fan blades”, czyli łopatki wentylatorów – a więc części silników – przeistoczyły się we „fragmenty skrzydeł”? Na marginesie dla ciekawych: złamać skrzydło nie jest łatwo

Kolejny słodki przyczynek gazeta.pl do naszej wiedzy technicznej: „Federalna Agencja Lotnicza na wniosek NRBT prowadziła badania nad radarem, który wykrywałby ptaki. Okazało się to bardzo trudne do zrealizowania, bo prototypy wykrywały również ptaki”. Chodziło o owady, ten błąd został już poprawiony przez gazeta.pl. Może warto by czytać teksty przed publikacją, a nie czekać na zgłoszenie błędów w komentarzach?

No i na koniec, czytelników portalu trzeba koniecznie postraszyć, usuwając z informacji „From 1990 to 2007, there were nearly 80,000 reported incidents of birds striking nonmilitary aircraft, about one strike for every 10,000 flights, according to the Federal Aviation Administration and the Agriculture Department” podkreślony przeze mnie fragmencik ustawiający robiącą wrażenie liczbę 80 000 we właściwej perspektywie.  Nawiasem mówiąc, w polskim tekście powyższą informację przypisano nie FAA i Minsterstwu Rolnictwa, tylko NASA, której raport, jak wynika z tekstu angielskiego, obejmował tylko okres od 2007 roku.

Czyli przepis na tekst portalowy brzmi: bierzemy tekst znaleziony w internecie lub w depeszy agencyjnej, nieudolnie tłumaczymy, przeinaczamy kilka ważniejszych faktów, wycinamy to, co nie pasuje do założonej wymowy, i bez czytania buch do internetu. Pięknie.

Roody102, w ciut innym kontekście, napisał  „mam wrażenie, że na polskim rynku istnieje jakąś gigantyczna nisza, luka do wypełnienia przez rzetelny, sensowny, spokojny, unikający tabloidowej estetyki portal. Czekam, kto w końcu zaryzykuje i zrobi coś takiego, co zaskoczy wszystkich swoimi wynikami.”

Mogę tylko gorąco poprzeć, i obiecać moje kliki.

Reklamy

10 responses to “Tłumacz niekumacz

  1. Jurgi 31.1.2009, sobota o 15:14:13

    Nie ma dnia bez takich kwiatków na polskim portalach i to nie tylko w kwestii tłumaczeń. Nie czuję się ekspertem, jestem bardziej samoukiem, ale nieraz mi ręce opadają… Podejrzewam, że zatrudniają gimnazjalistów/licealistów, żeby obniżyć koszty. Kilka razy nalewałem się z co większych bzdur na swom weblogu (w kategorii szpilki/media): a to że astronautka zgubiła na orbicie damską torebkę (zamiast torby z narzędziami, phi, co a różnica), a to z informacji że Chiny nie zamierzają lecieć na Księżyc robił się news, że lada chwila Chiczycy wylądują na Księżycu…
    Że o tłumaczeniach tytułów filmów nie wspomnę, choćby słynne „Mroczne widmo” (co to ma do diaska wspólnego z oryginalnym tytułem?!), czy ostatnie „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”.
    Mnie też się zdarzało tłumaczyć rzeczy, których nie rozumiałem (np. newsy na stronę o Jane Austen, której twórczości nie znam, albo zaawansowane teksty programistyczne), ale dawałem je zawsze do konsultacji.

  2. Jurgi 31.1.2009, sobota o 15:15:26

    A, tytuł jest rewelacyjny, pozwolisz, że sobie to określenie odnotuję i wykorzystam przy okazji?

  3. miskidomleka 31.1.2009, sobota o 15:34:38

    Czytałem u Ciebie o tych torebkach i Chińczykach. Filmy – setki chyba przykładów, zupełna zmiana tytułu czasem jeszcze daje się przełknąć – „Książę w Nowym Jorku” jest chyba równie dobry (czy zły) jak „Coming to America”. Można się jednak wkopać przy sequelach – patrz oczywiście „Die Hard”. Ale gorzej, gdy psuje się sens, czy tworzy się inne powiązania. Czyż „Bohater ostatniej akcji” nie powinien raczej nazywać się „Ostatni bohater [filmu] akcji”, lub coś w tę stronę? A dodanie przez tłumacza „Obywatel” do tytułu „Milk” robi wrażenie odwołania do Wellesa. Ech, długo by można.

    Tytuł oczywiście wykorzystuj, choć nie jestem pewien swoich praw do niego ;-) – czy pierwotne sformułowanie tłumacz-kumacz wymyśliłem sam, czy zasłyszałem.

    PS. Ekspertem w dziedzinie lotnictwa bynajmniej nie jestem, ot, trochę i dość powierzchownie interesuję się – a też wystarczyło. To są chyba mniej lotni z gimnazjalistów.

  4. roody102 1.2.2009, Niedziela o 19:04:54

    No to jest nas dwóch :)

  5. miasto-maßa-maszyna 3.2.2009, wtorek o 11:36:07

    Z tymi nawiązaniami na siłę to w Polsce chyba jakaś mania parafrazowania znanego zwrotu, nieważne czy z sensem, czy nie. Wystarczyło, że popularność zdobył serial „Przystanek Alaska” i namnożyło się przystanków takich, siakich, śmakich, owakich, z Przystankiem Woodstock na czele…

    A tytuły składające się z samego nazwiska czy nazwy własnej to w ogóle chyba polskim tłumaczom ciężko przechodzą przez gardło (klawiaturę). Do „Brokeback Mountain” musieli dołożyć „tajemnicę”, z „Twin Peaks” zrobić „miasteczko”, a z „X-Files” – „Z archiwum X” – i jak to po polsku odmieniać?

  6. miskidomleka 3.2.2009, wtorek o 20:55:17

    A Przystanek Alaska w oryginale też się przecież zwał Bus-stop Alaska, nie?

    Takie kserowanie nazw się to jednak problem nie tylko polski, wszak wszystkie afery w mediach nie tylko polskich (a jak z niemieckimi?) mają nazwy utworzone od bogu ducha winnego kompleksu mieszkaniowo-biurowo-hotelowego nad Potomakiem.

  7. miasto-maßa-maszyna 4.2.2009, środa o 4:56:35

    W niemieckim dodaje się „-Affäre” albo „-Skandal”. Z -gate funkcjonują tylko nietłumaczone angielskie nazwy własne (na liście skandali politycznych w niemieckiej wiki tylko trzy: amerykańskie Watergate i Koreagate oraz brytyjska Mittalgate).

    http://de.wikipedia.org/wiki/Kategorie:Politische_Aff%C3%A4re

  8. Ausir 12.9.2009, sobota o 23:26:08

    „A Przystanek Alaska w oryginale też się przecież zwał Bus-stop Alaska, nie?”

    Nie, „Northern Exposure”.

  9. miskidomleka 12.9.2009, sobota o 23:34:26

    Ausir: zalecam większą czułość na ironię :-)

  10. Ausir 12.9.2009, sobota o 23:35:58

    To taki owoc podobny do aronii? Ech, może po prostu nie powinienem komentować o takich porach. :)

%d blogerów lubi to: