Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

O „cudzie” po raz trzeci…

… i może już ostatni. Tu i ówdzie rozmaici polemizowali z moją notką o wodowaniu na rzece Hudson, jak również z argumentacją przedstawioną pod notką na blogu „Salon Nowojorski”. Jednym z argumentów przeciwko mojej notce, a za „cudownością” wodowania, był rzekomy „szum robiony przez ekspertów”. Oczywiście, autor tego sformułowania mylił się (nie w tym jeno), szum był robiony przez media, którym do ekspertów zwykle baaardzo daleko.

Dziś z przyjemnością linkuję notkę eksperta, zawodowego pilota pasażerskich odrzutowców, autora książki o lotnictwie pasażerskim, felietonisty Salon.com (felietony na temat, łatwo zgadnąć, lotnictwa pasażerskiego) – Patricka Smitha. Notkę, która w większości punktów jest zbieżna z moimi wywodami przedstawionymi na tym blogu i na Salonie Nowojorskim.

Reklamy

3 responses to “O „cudzie” po raz trzeci…

  1. A.L. 23.1.2009, piątek o 22:09:32

    Ze strony pana “experta” bardzo trudno dowiedziec sie jakiego kalibru on jest pilotem, na jakich samolotach latal i w jakich liniach lotniczych pracowal.

    Ja znam akurat jednego pilota, i zareczam Panu ze nie ma on czasu na wypisywanei po blogach, a jego opinia na temat wypadku jest definitywnei rozna od Panskiej

    Cos mi sie widzie ze “expert” to najlepszy pilot wsrod bloggerow i najlepszy blogger wsrod pilotow

    http://www.askthepilot.com/author.html

    IAcha, i jeszcze jedno. Gdy Pan pisze ze “roze pachna przyjemniej od fiolkow” to jest to Panska prywatna opinia. Gdy Pan zabiera glos na tematy techniczne, proponuje podac “credentials” ktore stoja za panska opinia. Inaczej, neizaleznie od tematu, jest to gadanie o zapachu fiokow

  2. miskidomleka 23.1.2009, piątek o 22:33:14

    Ze strony pana “experta” bardzo trudno dowiedziec sie jakiego kalibru on jest pilotem, na jakich samolotach latal

    Trzeba się postarać. Druga strona tej notki:
    http://www.salon.com/tech/col/smith/2008/09/05/askthepilot289/

    Radzę przeczytać tę notkę w całości, dają ona pewne wyobrażenie o tym, co piloci ćwiczą. W kontekście zdarzeń na Hudson polecam ostatnie słowa:
    „I remember the time a particularly bold instructor gave us a simultaneous failure of both engines. In the real world, such emergencies are so rare that there is little formal training for them. But there we were, a 100-ton glider at 33,000 feet over Long Island Sound. „What are you going to do?” mused the instructor with a cackle.

    „Land,” answered the captain.

    And we did, albeit just barely, brushing the approach lights at the foot of runway 31R at Kennedy. ”

    Gdy Pan zabiera glos na tematy techniczne, proponuje podac “credentials” ktore stoja za panska opinia

    Nie widzę powodu. I to nie tylko dlatego, że rozprawiający o „cudzie na Hudson”, nie uznali za stosowne wylegitymować się licencją pilota Airbusa bądź papierami z Watykanu dającymi uprawnienia do nazwania zdarzenia cudem.

  3. zaciekawiony 16.1.2011, Niedziela o 13:19:11

    Przypomina mi to sytuację z „cudem” nad Wisłą, czyli Bitwą Warszawską, wygraną dzięki dobremu rozegraniu taktycznemu, oraz złamaniu przez polskich matematyków kodu szyfrującego wiadomości bolszewików. Najwyraźniej nasi kryptografowie nie mają szczęścia, bo ci od Enigmy też są mało znani. Fakt, że bitwa rozegrała się w święto maryjne zdecydował o właściwie wyłącznie religijnym kontekście, w którym zwykle się ją rozpatruje.

%d blogerów lubi to: