Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

To nie był cud

Wszyscy o tym piszą, to i ja się podczepię pod temat ;-).

Nie, to nie był cud.  Nie, piloci [Dlaczego zawsze pisze się o jednym? Pilotów w takim samolocie jest dwóch, i wprawdzie jeden z nich w danym przelocie „prowadzi”, ale drugi bynajmniej nie siedzi bezczynnie. By zadośćuczynić sprawiedliwości, oto pomijane pzrez wielu nazwisko drugiego pilota: Jeffrey Skiles] najpewniej nie sprawili się aż fantastycznie. Media lubią się ekscytować awariami samolotów i rozdmuchiwać ich znaczenie ponad wszelką przyzwoitość. Ale wylądowanie samolotem (sporym, ale nie wielkim jak B747 czy A380), w biały dzień, w dobrej pogodzie, nawet bez napędu, ale na dużej – znacznie większej od pasa startowego – płaskiej powierzchni nie jest moim zdaniem fantastycznym osiągnięciem, a już z pewnością nie cudem.

Jak zwykle w takich wypadkach, rzeczowa ocena będzie (być może) możliwa, gdy powstanie raport NTSB i będzie wiadomo, jak dokładnie wyglądała sytuacja: ile było czasu na decyzję żeby wodować, bo nie dolecą do Teterboro, gdzie podobno początkowo planowano awaryjne lądowanie – chyba nie było mało, skoro z gęśmi zderzyli się podobno na wysokości kilometra nad ziemią. I przede wszystkim jak bardzo uszkodzony był samolot – które istotne układy działały, a które nie. To nie był Ił-62M „Kościuszko”, który wskutek konkretnych rozwiązań konstrukcyjnych został przez poważną awarię dwóch (z czterech) silników pozbawiony działającego steru wysokości, a i tak bardzo długo sobie radził. W Airbusie 320 awaria obu silników wyłącza dwa systemy hydrauliczne, ale powinien sprawnym pozostać trzeci, umożliwiając w miarę normalną kontrolę nad samolotem. Trochę to przypomina lądowanie A320 (też) JetBlue na LAX po awarii przedniego podwozia, w którym kółka ustawiły się w poprzek, i po którym też pojawiły się przesadzone opinie o nadzwyczajnym kunszcie załogi, choć tam w ogóle niebezpieczeństwo było znikome. W Nowym Jorku mogło łatwo skończyć się gorzej.

Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie odmawiam pilotom zasługi w uratowaniu siebie i pasażerów, a dwukrotne sprawdzenie przez kapitana, czy wszyscy opuścili samolot,  jest warte podkreślenia. Ale sprzeciwiam się nazywaniu tego zdarzenia cudem na Hudson. W Nowym Jorku nie skończyło się gorzej dzięki dobrej, solidnej pracy załogi i dużej dozie szczęścia.

Historia ta pokazuje, jak bardzo niesłuszne są wypowiadane czasem opinie, że w dzisiejszych czasach pilot jest praktycznie niepotrzebny, że jego rola sprowadza się do wprowadzenia trasy do komputera, i że jest przepłacanym i mało potrzebnym dodatkiem do maszyny. To dzięki złożonemu, długotrwałemu i kosztownemu wyszkoleniu pilotów, a także dzięki zawiłym – więc i kosztownym procedurom projektowania, konstrukcji, obsługi, użytkowania samolotów możemy spokojnie liczyć na dostarczenie nas, pasażerów, z powrotem na ziemię w jednym żywym kawałku. Nie musimy liczyć na cud.

Kontynuacja tematu.

I tu też.

Reklamy

6 responses to “To nie był cud

  1. hjuston 16.1.2009, piątek o 13:27:58

    ale mogl pan pilot spanikowac i zamiast wodowac, wyladowac na jakims budynku. moim zdaniem mimo wszystko jest sie czym podniecac. oby wiecej takich fachowcow. nie tylko pilotow.

  2. evita_duarte 16.1.2009, piątek o 17:54:58

    Phi, znalazł się realista. Równie dobrze mogliby wpaść na te kaczki(wiem, gęsi :P) na jakimś mniej przyjaznym terenie. Poza tym to racja, ze mógłby spanikować. Ja uważam, że to olbrzymie szczęście i już.

  3. miskidomleka 16.1.2009, piątek o 22:04:03

    Toż ja mówię, że i sporo szczęścia, i dobre wyszkolenie pilotów – którzy uczą się i trenują, by nie spanikować. Każdy pilot co jakiś czas trenuje podobne sytuacje na symulatorach. I jeszcze dołożyła się praca inżynierów, budujących samoloty tak, by w miarę możności po popsuciu się różnych ważnych rzeczy pilot dalej miał szanse. Więc szczęście, i ciężka praca tysięcy osób. A nie cud i fantastyczne zdolności. I tyle.

    Gdzieś mi wpadło w oko, że jakiś pasażer tego samolotu powiedział publicznie, że „Bóg się o nich zatroszczył”, czy coś takiego. Powinien się teraz palnąć w pusty łeb, i na kolanach do tej załogi z przeprosinami pielgrzymować.

  4. A.L. 19.1.2009, poniedziałek o 21:11:18

    Zajrzalem tu po Panskich rewelacjach na „salonie”. Diagnoza byla trafna: Pan po prostu ma slinotok

  5. miskidomleka 19.1.2009, poniedziałek o 21:33:39

    A.L.: następny twój komentarz na tym blogu będzie merytoryczny. Albo go nie będzie.

  6. Jurgi 28.1.2009, środa o 15:54:00

    Media ze swej natury przejaskrawiają, bo tak się „newsa” lepiej sprzeda. To jak reklama. A ludzie łakną z kolei bohaterów (pozytywnych, albo negatywnych). Informacja, że była awaria i nic się nie stało, bo pilot wykonał dobrą robotę byłaby rzeczowa i słuszna, ale…
    Ach, a politycy też lubią się polansować i poprzyjmować łaskawie bohaterów na swych salonach.

%d blogerów lubi to: