Miski do mleka

Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach; dlatego myją te naczynia w krowim moczu. Za Kopalińskim

Do Hiszpanii?

Bush w ostatnich dniach prezydentury podłożył następcy (i mieszkańcom, a zwłaszcza mieszkankom USA) świnię. Nawiedzona lekarka czy aptekarz będą mogli odmówić czego zechcą, bo ich czajniczek do herbaty takiej procedury nie lubi. I gucio będzie im można za taką odmowę zrobić.

 A nawet nie tylko lekarka czy aptekarz: „[the rule] offers protection to anyone with a „reasonable” connection to objectionable care — including ultrasound technicians, nurses aides, secretaries and even janitors who might have to clean equipment used in procedures they deem objectionable.” Inny kwiatek: „The rule could also protect workers who object to certain types of end-of-life care or to withdrawing care, or even perhaps providing care to unmarried people or gay men and lesbians.”

W Polsce też fajnie: Gowin, katolicki (jakżeby inaczej) filozof i publicysta pisze ustawę „bioetyczną” – próbuje jednocześnie wyjść na rozsądnego i polizać pośladki biskupom, pewnie żeby Tuskowi pomogli wygrać wybory. I oczywiście ani jedno ani drugie mu nie wychodzi (nie dziwota, sprzeczność jest oczywista), bo do ustawy wstawia zbrodniczo ideologiczne kretynizmy (parę Wybiórczych ;-) linków: 1, 2, 3, 4, 5 – zgroza!, 6 – formalne uniemożliwienie uzyskania odszkodowania za złamanie innej ustawy), a biskupi i tak go pewnie zelżą za prawne zezwolenie na in vitro. W końcu wg. biskupów czajniczek do herbaty uważa, że in vitro to aborcja, i że Every Sperm is Sacred i jeśli takowy zostanie uroniony gdzie indziej niż w małżeńsko pobłogosławionej pochwie, będzie to obraza boska i cywilizacja śmierci naturalnie. Może znajdzie się taki, co w Gowina rzuci butem – ale co to zmieni? On i tak pójdzie w ślady Dablju i ku chwale boskiej nawyrządza krzywd.

Więc może trzymać się z daleka od takich świątobliwych palantów i przenieść się do Hiszpanii? Miły klimat. Boskie jedzenie!  Nieziemską żem jadł kuropatwę w Toledo, cudnie rozpływającą się w ustach, w jakimś bardzo chyba prostym cebulowym, ale wielce aromatycznym i współgrającym sosie.  No i tapas – małe apetyczne dziełka kuchenne. Parę dni temu szef zabrał całą ekipę na nieco spóźniony doroczny wspólny obiad. Każdy zamówił parę tapas, a potem nastąpiło wielkie krążenie talerzy i skubanie, jeśli mnie pamięć nie myli, między innymi: Pinchitos de Cantimpalitos a la Plancha, Patatas Bravas, Tapa de Bistek a la Plancha, Alcachofas con Jamón, Calamares Fritos con Alioli, Vieiras y Gambon Gratinada con Salsa de Limón oraz Brocheta de Pollo al Ajillo con Salsa Picante de Pimiento. W sumie świetne jedzenie. A do tego Hiszpanie najwyraźniej pokazali Gowinom, Bushom i im podobnym środkowy palec. Skutecznie, jak można wywnioskować z histerycznych reakcji. Dobry kraj.

Reklamy

One response to “Do Hiszpanii?

  1. sporothrix 21.12.2008, Niedziela o 18:08:02

    Jedzonko wygląda bardzo smakowicie (mniam, mniam). Gowin zdecydowanie mniej ;-) . Hiszpania…?

%d blogerów lubi to: