You are currently browsing the category archive for the 'jak gołębica' category.
Co do astrologii, to słyszałam od astrologa po specjalnym kursie, że jest to całkiem poważna dziedzina.
Autor: Moon. Tak, ta Moon od dyskusji o szczepionkach.
Nawiasem mówiąc, w świetle popisów Moon w owej szczepionkowej dyskusji, tudzież popisów w jej własnej notce – tej, pod którą przypisała powagę astrologii, dzisiejsza deklaracja Moon: Zainteresowanie takimi rzeczami pozostało mi z liceum (klasa matematyczno-fizyczna) wystawia polskiemu szkolnictwu EPIC FAIL.
Pisałem już o co ciekawszych paragrafach prawa Wirginii. Oczywiście, na seksie pozamałżeńskim i prowadzeniu samochodu ze wstrząsającą prędkością 130 km/h, straszliwe przestępstwa zwalczane przez dzielnych wirginijskich prawodawców nie kończą się.
Zbrodnią stopnia szóstego (zagrożoną karą więzienia od 1 do 5 lat, albo aresztem do 1 roku lub do 2500 dolarów grzywny) jest nie tylko bierny i czynny seks oralny czy analny, ale również noszenie maski w miejscu publicznym. Wyjątki od zakazu: tradycyjne kostiumy świąteczne, bale maskowe, teatr, BHP w pewnych zawodach, czy zalecenia lekarskie pozwalają wprawdzie uniknąć srogiej Temidy trick-or-treaterom, aktorom, spawaczom, chirurgom, czy ludziom o zniekształconych chorobą twarzach, ale i bez tego prawo jest cokolwiek totalitarne. Szczególnie przykre jest, że osobom zasłaniającym twarz z przyczyn medycznych nakazuje ono nosić przy sobie an affidavit from the physician or osteopath specifying the medical necessity for wearing the device and the date on which the wearing of the device will no longer be necessary and providing a brief description of the device. Sama deklaracja nie wystarczy.
Komentatorzy blogonotki, która sprowokowała niniejszą (i która z kolei powstała pod wpływem niedawnej interwencji sił porządkowych – punkt Weapons Violation), trafnie pytają, czemu nikt nie aresztuje muzułmańskich kobiet, często chodzących w burkach zakrywających twarz. Powody religijne nie są wszak wymienione wśród wyjątków od zakazu. Ja spytałbym też, czy osoba hołdująca higienicznemu azjatyckiemu obyczajowi noszenia maseczki celem ochrony przed rozprzestrzenianiem zakażeń dróg oddechowych, też nie powinna się pokazywać w Wirginii, w każdym razie nie bez papierów od lekarza. Znajomym Azjatkom z DC i Marylandu na pewno powiem, by w razie czego nie przekraczały Potomaku.
Komentujący zwracają także uwagę, że prawo to ma źródło w zwalczaniu Ku-Klux-Klanu, i że może też przysłużyć się walce z gangami. Cóż, godzina policyjna, elektroniczne bransoletki dla białych, czy uranowe uszy jak u Lema, też byłyby pomocne. Może by te rozwiązania podsunąć legislatorom?
Niezły artykuł w Gazecie Wyborczej, tłumaczący dość zwarcie i przystępnie, dlaczego homeopatia to kłamstwo. Pewnie jak zwykle bezskutecznie, umysły głupców są nader lepkie i bzdury do nich łatwo lgną. Ale może jednak komuś się odrobina prawdy wsączy.
Dorzucę jeszcze jeden argument, którego w artykule zabrakło. Cząsteczki wody krążą w przyrodzie, przemieszczając się do i z oceanów, chmur, rzek, wód podziemnych, roślin, zwierząt, bakterii. W trakcie tych podróży woda styka się z cząsteczkami rozmaitych związków, w tym także rzekomo homeopatycznie wartościowych. Po czym jest wielokrotnie rozcieńczana, mieszając się z wodą tychże deszczy, stawów, mórz i organizmów. Spełnione są więc warunki powstania homeopatycznej „pamięci zapisanej w strukturze wody”. Wynika stąd, że w strukturze każdej cząsteczki wody zawarta jest homeopatyczna „pamięć” o niesłychanie wielkiej liczbie różnych występujących na Ziemi cząsteczek. Wniosek – kranówa jest lepszym lekiem homeopatycznym niż oscillobzdurzynum z twojej apteki. A o ileż tańszym (choć równie nieskutecznym)!
Na stronie TokFM można posłuchać* wypowiedzi prof. Łukasza Turskiego na temat listu opisanego w poprzednim poście.
Cóż, jak widać i wśród profesorów nie brakuje chamów, w dodatku (zważywszy zawód – co gorsza) mających poważne problemy z rozumowaniem.
*mogło się przesunąć na starsze strony, proszę poszukać tytułu „Zawód wróżbita?”
Czepianie się braci Kaczyńskich jest mało zajmujące i banalne, zbyt nachalnie się podkładają. Tym razem jednak nie wytrzymałem.
W trakcie swej niedawnej dalekowschodniej podróży Lech powiedział o lataniu samolotem: „Awarie się zdarzają, wiem na czym ona polegała, jest nowa część. Każdy lot samolotem łączy się z pewnym stopniem ryzyka, no ale funkcja prezydenta się łączy w tym zakresie z bardzo poważnym ryzykiem, ponieważ lata się bez przerwy”.
Panie Prezydencie, głowo Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. W 1987 roku, ponad 20 lat temu, w katastrofie lotu 5055 PLL LOT, Iła-62M „Tadeusz Kościuszko” w Lesie Kabackim, zginęły 183 osoby. Od tego czasu polskie lotnictwo pasażerskie zanotowało jedną ofiarę śmiertelną, w katastrofie lotu 703 PLL LOT w 1988 roku pod Rzeszowem. Dodajmy nawet do tego dwie osoby, które zginęły w wypadku lotu 2904 Lufthansy na Okęciu w 1993 roku. W sumie 186 osób przez 21 lat, średnio mniej niż 9 osób rocznie. To jest oczywiście wartość zawyżona, bo zacząłem liczyć od wielkiej katastrofy, włączając ją. Gdybym zaczął liczyć od 1988 roku, wyszłoby 3 osoby przez 20 lat, 0,15 trupa rocznie.
Panie Prezydencie, w wypadkach drogowych w Polsce w ostatnich latach ginie rocznie nieco ponad 5 000 osób. W ciągu ostatnich 20 lat będzie to ponad 100 000 trupów, nawet sporo więcej, bo jeśli pamięć mnie nie myli, jakieś 15 lat temu liczba trupów sięgała 8 000 rocznie.
Panie Prezydencie, rozumiem, że „lata się bez przerwy” to była figura retoryczna. Ale proszę łaskawie poprosić swych znakomitych doradców, by Panu wytłumaczyli, może pokazali na zapałkach, jak się 3 (czy nawet 186) ma do 100 000. Następnie przemyśleć, i zaprzestać bredzenia o bardzo poważnym ryzyku.
Znaj proporcją, mocium Panie Prezydencie.
Polska to dla USA zaścianek, więc bardzo rzadko pojawia się w amerykaśńkich wiadomościach. I nie tylko wieczornych telewizyjnych, co to w zasadzie sprowadzają się do „jaka jutro pogoda i kto w okolicy został zabity”, ale i w bardziej otwartych na świat. Dziś jednak posieł Artur Górski, w jednym zwartym, silnym i białym szeregu z Berlusconim, niemieckimi neonazistami i pewnym starym Austriakiem, wprowadził Polskę do Washington Post. Pogratulować rozsądku. Czegóż się jednak spodziewać po facecie, który nie dość, że jest monarchistą, ale jego ostatnim kandydatem na tron Polski był Chrystus Król.
Miałem okazję zobaczyć reklamę KFC w telewizorze. Reklama generalnie sprowadza się do: nie da się kupić składników naszej nowej kupy smażonego kurczaka ze cenę nie wyższą niż my ci sprzedamy gotowe „danie”. Nie przyszło kreatywnym do głowy, że wyszła raczej silna antyreklama? Bo jak się nie da, to z czego KFC to robi?
Ktoś, kto włamuje się do prywatnego zoo po marijuanę (marijuana w zoo, logiczne, prawda?), z braku tejże kradnie dwie małpy (co chłopaki właściwie chcieli z nimi zrobić?), i w wieku 19 lat jest już skazany za prowadzenie samochodu mając zawieszone prawo jazdy (zawieszone przecież też nie za niewinność), chyba nie grzeszy rozsądkiem. Niestawienie się w sądzie w sprawie kradzieży małp to też nieszczególnie mądry pomysł, tym bardziej ukrywanie się potem przed wymiarem sprawiedliwości.
Ale jak piramidalnie głupim trzeba być, by następnie opublikować namiary na siebie i swoje miejsce pobytu na MySpace?


