You are currently browsing the monthly archive for październik 2009.

Gazeta Wyborcza opisuje niemiecki film „Czarno na białym”, w którym biały dziennikarz Günter Wallraff daje się wizażystce przemalować  na czarno, jeździ po Niemczech, i doświadcza na sobie rasizmu krajanów.

„Eksperyment” dość efektowny. Czy szczególnie sensowny, czy uczący nas czegoś – inna sprawa; w artykule Wyborczej Piotr Buras streszcza rozmaite zarzuty i komentarze pod jego adresem. 

Ale szkoda, że Buras nie zauważa, że Wallraff nie był pierwszy. Podobny „eksperyment” przeprowadził już kiedyś biały Teksańczyk John Howard Griffin. Nie dość, że podszedł do zmiany koloru skóry bardziej na serio (duże dawki metoksalenu i naświetlanie ultrafioletem po 15 godzin dziennie), to zrobił to w 1959 roku w Luizjanie, Georgii, Alabamie i Missisipi.

Chciałem ostatnio wypożyczyć i przeczytać książkę Griffina „Black Like Me”, ale okazuje się, że w dwóch najbliższych mi bibliotekach publicznych jest dostępna tylko jako niewygodny wszak audiobook. Przypadek li to jedynie, czy przypomnienie, że Wirginia, to wprawdzie nie Deep, ale jednak South?

 

cegiełki na stos dla Rabczewskiej?

Bo sprawa jest jak widać, rozwojowa.

Jakoś mi w tym temacie ostatnio dwu-członowe posty wychodzą.

Ale właśnie w RSS wkoczył nowy felieton Patricka Smitha, z następującymi słowy o locie 188:

I am more than a bit dismayed by the intense media focus on this story. There was no catastrophe. There was no near catastrophe. The plane was temporarily off-course during high-altitude cruise flight, under ATC watch above non-mountainous terrain. The crew made an embarrassing mistake, and will be punished accordingly, while the rest of us who fly for a living will draw important if obvious lessons. It was a comparatively minor event that has received far more attention than it deserves.

Więc powyższym cytatem uzupełniam poprzednika.

Ważne, żeby były efektowne, a po co sens?

Sekretarz (po polsku minister) transportu USA, Ray LaHood, o pilotach lotu Northwest Airlines 188 – tych, co to się zagapili w laptopy (podobno) i minęli docelowe lotnisko o marne 150 mil:

You can’t have pilots sitting in front of a laptop when they’re supposed to be flying a plane at 30- or 40,000 feet in the air with over a hundred passengers on board. That would be like a bus driver sitting with a laptop going 65 miles an hour down the road.

Nie, to nie byłoby tak samo. Samolot na autopilocie radzi sobie całkiem dobrze sam, i nie trzeba – jak w autobusie – kręcić co chwila kierownicą. Lot Helios Airways 522 leciał bez problemu ponad przez dwie godziny po tym, jak obaj piloci stracili przytomność. Rozbił się dopiero gdy skończyło się paliwo. I nawet w wyjątkowo tłocznej przestrzeni powietrznej USA samolotowi pilotowanemu przez entuzjastów laptopów nie groziło raczej zderzenie z innym – kontrola lotów wiedziała, gdzie kto jest, i w razie czego mogłaby skierować ów inny samolot na niekolizyjny kurs. Nie mówiąc o tym, że prawdopodobnie wydarłby się TCAS, odrywając (oby!) pilotów od laptopów. Jak również ostrzegając pilotów drugiej maszyny.

To wszystko minister transportu powinien wiedzieć. A nawet gdyby nie wiedział, powinien chyba – jako osoba piastująca poważne było nie było stanowisko – dysponować umiejętnością rozumowania. I skojarzyć fakt następujący: piloci lotu 188 byli oderwani od rzeczywistości, zapewne zatopieni w swoich laptopach, przez ponad godzinę. Nic się nikomu nie stało. Czy równie zatopionemu w latopie kierowcy autobusu  pędzącego 65 mil na godzinę udałoby się jechać bez wypadku dłużej niż 30 sekund?

Jeszcze dodatek.

Im zimniej (i wietrzniej?), tym grubszej. W Chicago.

grubsze

(zdjęcie do kliknięcia)

Uzupełnienie do poprzedniej notki w kwestii „i załogi”: z tekstu w Washigton Post wynika, to co od początku przypuszczałem, tylko nie miałem potwierdzenia.

Owa „załoga” ze stwierdzenia „kapitan i załoga” użytego na gazeta.pl to był po prostu pierwszy oficer, czy inaczej drugi pilot. Personel pokładowy zdaje się w ogóle nie wiedział, że coś się dzieje. No i oczywiście nie brał udziału w (rzekomej?) dyskusji, przez którą piloci zapomnieli o całym świecie.

…co za różnica.

Pracownikom portalu gazeta.pl jak zwykle gratulujemy kompetencji i umiejętności czytania w obcym języku przy opracowywaniu wiadomości. (screenshot na wypadek gdyby poprawili).

Samolot z San Diego do Minneapolis nie wylądował na lotnisku do którego leciał. [...] Samolot minął lotnisko i dopiero po kolejnych 16 minutach wylądował. 240 km od lotniska, na którym miał pierwotnie zakończyć lot.

Porównajmy:

The MSP center controller reestablished communications with the crew at 8:14 pm and reportedly stated that the crew had become distracted and had overflown MSP, and requested to return to MSP. [MSP czyli Minneapolis - mdm]

NTSB

Flight 188, carrying 147 passengers, landed safely at Minneapolis after contact was resumed.

BBC

Flight 188 landed safely in Minneapolis just after 9 p.m.

CNN

A tutaj trasa lotu z FlightAware. Jak widać, wylądował tak jak miał w KMSP. Czyli w Minneapolis.

 

I jeszcze takie drobiazgi:

Maszyna była wtedy na wysokości 37 tysięcy stóp nad ziemią. Owszem, 37 000 się zgadza. Ale na takich wysokościach wysokość lotu podaje się jako poziom lotu (flight level, FL), czyli w odniesieniu do standardowego ciśnienia atmosferycznego, a nie w odniesieniu do ziemi (AGL). Patrz też AMSL.

Kapitan i załoga tłumaczą, że gorąco dyskutowali. A kapitan nie jest członkiem załogi?

 

Uzupełnienie.

Świetny artykuł o szczepionkach: o skuteczności, o efektach ubocznych, o strachu. A także o racjonalizmie, metodzie naukowej i złudnym poczuciu kontroli nad własnym życiem.

Kilka ciekawszych wyimków podaję poniżej, ale bardzo proszę kliknąć i przeczytać całość.

Artykuł ważny nie tylko w temacie szczepionek; każe mi się coraz więcej zastanawiać czy jednak Internet, oferujący na wyciągnięcie ręki niby wiedzę, ale często powierzchowną, często jej pozory, a często bezczelne kłamstwa i mętne urojenia na wiedzę ucharakteryzowane, pozwalający każdemu poczuć się ekspertem, nie wprowadzi naszej cywilizacji – w nowe wieki ciemne.

 

Wyimki (podkreślenia moje):

 

[Ruch przeciwszczepionkowy] is also, ironically, a product of the era of instant communication and easy access to information. The doubters and deniers are empowered by the Internet (online, nobody knows you’re not a doctor) and helped by the mainstream media, which has an interest in pumping up bad science to create a “debate” where there should be none.

 

In certain parts of the US, vaccination rates have dropped so low that occurrences of some children’s diseases are approaching pre-vaccine levels for the first time ever. [...] In the June issue of the journal Pediatrics, Jason Glanz, an epidemiologist at Kaiser’s Institute for Health Research, revealed that the number of reported pertussis cases jumped from 1,000 in 1976 to 26,000 in 2004. A disease that vaccines made rare, in other words, is making a comeback.

 

The suggestion that pharmaceutical companies make vaccines hoping to pocket huge profits is ludicrous to Offit. Vaccines, after all, are given once or twice or three times in a lifetime. Diabetes drugs, neurological drugs, Lipitor, Viagra, even Rogaine — stuff that a large number of people use every day — that’s where the money is.

That’s not to say vaccines aren’t profitable: RotaTeq costs a little under $4 a dose to make, according to Offit. Merck has sold a total of more than 24 million doses in the US, most for $69.59 a pop — a 17-fold markup. Not bad, but pharmaceutical companies do sell a lot of vaccines at cost to the developing world and in some cases give them away. Merck committed $75 million in 2006 to vaccinate all children born in Nicaragua for three years. In 2008, Merck’s revenue from RotaTeq was $665 million. Meanwhile, a blockbuster drug like Pfizer’s Lipitor is a $12 billion-a-year business.

 

According to science journalist Michael Specter, author of the new book “Denialism: How Irrational Thinking Hinders Scientific Progress, Harms the Planet and Threatens Our Lives”, the controversy surrounding vaccine safety has made lack of expertise a requirement when choosing members of prominent advisory panels on the issue. “It’s shocking,” Specter says. “We live in a country where it’s actually a detriment to be an expert about something.” When expertise is diminished to such an extent, irrationality and fear can run amok.

 

[T]he study found that the risk of contracting the disease was lower if you were completely unvaccinated and living in a highly vaccinated community than if you were completely vaccinated and living in a relatively unvaccinated community. Why? Because vaccines don’t always take. What does that mean? You can’t minimize your individual risk unless your herd, your friends and neighbors, also buy in.   Herd immunity!!!! – mdm

No dobrze, żeby nie było, że ale głupi ci Amerykanie co wszystko budują z zapałek.

Większe budynki są budowane solidniej.

Przeczytałem niedawno książkę. Była okropna:

  • straszna cegła, ponad 800 stron;
  • powoli się dzieje;
  • styl narracji jest okropny: nie dość, że w czasie teraźniejszym, to jeszcze narrator czasem w afektowany sposób zwraca się do czytelnika, brr;
  • szczegółowa w opisach, ale często mało wnoszących cokolwiek do akcji lub czegokolwiek;
  • postaci nie są ani szczególnie sympatyczne, ani lotne, ani w ogóle budzące jakieś pozytywne uczucia;
  • główna bohaterka jest kurtyzaną, ale nie kształtną kobietą o nieskazitelnej urodzie żeby się czytelnik mógł pooblizywać, tylko chuderlactwem, i to z chorobą dermatologiczną(!);
  • nikomu w sumie nic nie wychodzi tak jak by chcieli;
  • parę wątków denerwująco pozostaje nie do końca lub nawet zupełnie niewyjaśnionych – w tym los głównej bohaterki.

No i kurczę nie mogłem przestać czytać.

Michel Faber, Szkarłatny płatek i biały.