You are currently browsing the monthly archive for wrzesień 2009.

Co sprawie swego kompana, który został oskarżony (i przyznał się) o seks z trzynastolatką, który jest oskarżony (choć nie przyznał się) o gwałt na niej po upiciu i podaniu narkotyków, który uciekł przed wymiarem sprawiedliwości, ma do powiedzenia:

  • słynny reżyser,
  • doktor honoris causa wielu uczelni (dokładniej KUL oraz paru innych wschodnioeuropejskich), 
  • „konsultor” Papieskiej Rady Kultury,
  • członek Polskiego PEN Clubu, Europejskiej Akademii Filmowej i Papieskiej Akademii Sztuk Pięknych i Literatury,
  • facet, który wykłada o wartościach na chrześcijańskich imprezach kulturalnych, 
  • człowiek opisywany jako „wybitna indywidualność polskiego kina”,
  • który w swoich filmach porusza „problem współodpowiedzialności człowieka za losy innych”, „problem wyboru postaw życiowych”, łączy „melodramat z moralitetem”, „dotyka problemu śmierci i możliwości wyboru czasu odejścia”, składa „hołd dla papieża Jana Pawła II”, opisuje historie Maksymiliana Kolbe i brata Alberta,
  • laureat wielu nagród i odznaczeń, włączając Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski,
  • krótko mówiąc, jeden z czołowych „autorytetów moralnych” polskiego kina?

Co ma do powiedzenia o trzynastolatce, z którą stosunek (być może wymuszony) odbył 43-latek?
Że jego zdaniem była w zasadzie prostytutką.

Może jeszcze należało podeprzeć się bon motami z filmów kolegi Pasikowskiego: bo to zła kobieta była i wszystkie kobiety to kurwy?

 

Panu reżyserowi i innym oburzającym się na aresztowanie Polańskiego polecam na otrzeźwienie z ich niewiarygodnej nieczułości, arogancji i mentalności po części plemiennej (Polański skrzywdzony jak Jakub Tomczak), po części procelebryckiej (Polański biedny jak Otylia Jędrzejczak) lekturę tego i tego.

Źródła informacji o Zanussim: 1, 2, 3, 4.

Pierwszy minus był prawie rok temu. Na drzwiach domu pojawiła się plastikowa torba z prośbą, by napełnić ją trwałymi produktami żywnościowymi i wystawić za drzwi określonego dnia. Boy Scouts ją zabiorą i dostarczą gdzie trzeba, by dokarmić biednych i głodnych. OK, cel chwalebny, nakupiłem puszek, wstawiłem do torby, wystawiłem za drzwi owego dnia. Dzień minął, torba stoi.

Wyguglałem jakiś email, zadałem pytanie, przyszła odpowiedź:
Unfortunately, sometimes things just happed* and not all the bags are picked up. [...] you can participate by giving the food to your church or local food bank.  If you know a Scout, call him and ask to have it picked up.
Thank you for helping in this important service to our communities.
Your in Scouting,
[podpis]

*pisownia oryginalna

No ładnie. Zrobili akcję, obiecali pomoc, a teraz „sam zanieś, albo sam znajdź se skauta”. Powinienem był może złośliwie dopytać się, jak dokładnie amerykańscy skauci rozumieją swoje prawo “A Scout is trustworthy, [...] helpful”, oraz co sądzą o polskiej wersji „na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy”. Ale co tam, puchy w końcu dostarczyłem sam.

A drugiego minusa amerykańskiego skautingu uświadomiła mi wczoraj wikipedia w “Today’s featured article”: Boy Scouts of America membership controversies. The Boy Scouts of America (BSA), one of the largest private youth organizations in the United States, has policies which prohibit atheists, agnostics, and “known or avowed” homosexuals from membership in its Scouting program. BSA has revoked the membership of youths and adults for violating these prohibitions.

Ciekawe, czy to dokładnie miał na myśli Baden-Powell pisząc w Prawie Skautowym: A scout is a friend to all. [...]  A scout accepts the other man as he finds him…

Poniewczasie, bo Magdalena Środa wypowiedziała się w środę, a ja się odnoszę dopiero w sobotę (dla wielu w niedzielę).

Poniewczasie, bo komentarzy już o tem niemało: młody fizyk, miasto-maßa-maszyna, ~/.Trash.

Po Środzie, gdyż felietonistka miała na tyle, hm, słabszy dzień, że wprost nie można się po niej nie przejechać :-).

A po mojemu, bo chcę zwrócić uwagę na co innego niż zlinkowani komentatorzy. Którzy naśmiewają się ze Środy za to, że energetykę jądrową nazwała męską (i przeto złą), bo, w domyśle, z męskimi gonadami jej się skojarzyła. Moim zdaniem nie w tym jednak tkwi istota (by nie rzec – jądro) problemu z felietonem Środy. Feministyczne doszukiwanie się męskiego dążenia do władzy w (pozornie?) niezwiązanych z płcią faktach może owszem śmieszyć lub złościć, bywa przesadne – choć chyba zasługuje na odrobinę refleksji. Bo chciałoby się, by, na przykład, rozmaite Tuski decydowały o czymkolwiek, włączając energetykę, na podstawie rzetelnej wiedzy i rachunku ekono- i ekologicznego. Jednak ile w tych decyzjach jest rozsądku, a ile właśnie dążenia do exegi monumentum swej męskiej władczości? Ale zostawmy to na boku, bo ze Środą jest poważniejszy problem.

Mówiąc krótko, nie ma ona racji. Nie ma racji, protestując przeciwko energetyce jądrowej.

Nie ma racji twierdząc, że stopień długofalowego zagrożenia [ze strony energetyki jądrowej] jest znacznie większy [niż ze strony energetyki węglowej]. Poprawnie zbudowana elektrownia jądrowa jest niesłychanie bezpieczna. Czernobyl nie jest tu argumentem – trzeba pamiętać, że tamtejszy reaktor był źle zaprojektowany, w sytuacji awaryjnej (wzrostu temperatury rdzenia) w tym typie reaktora pojawiają się dodatnie sprzężenia zwrotne i sytuacja stosunkowo łatwo wymyka się spod kontroli. Reaktory innych typów w podobnej sytuacji uległyby samoistnemu przygaszeniu i nie doszłoby do katastrofy. Ocena bezpieczeństwa ewentualnej polskiej elektrowni jądrowej nie powinna być więc dokonywana na podstawie tego, co stało się w obiekcie z przyczyn ideologicznych źle zaprojektowanym i źle obsługiwanym. Polska elektrownia z racji swobodnego (nie ideologicznego) wyboru bezpiecznego typu reaktora, jak i z racji najzwyczajniejszego postępu technicznego, byłaby nieporównanie bezpieczniejsza niż czernobylska.

Co więcej, nawet katastrofa czernobylska, największy wypadek radiacyjny w historii ludzkości, zabiła bezpośrednio kilkadziesiąt osób. Jak to się ma do śmiertelności powodowanej przez energetykę węglową, w tym przez kopalnictwo? Oczywiście, uran też trzeba wydobyć, i są przy tym na pewno ofiary (jak przy każdej działalności), ale jak się ich liczebność ma do ofiar górnictwa węglowego? Jak niebagatelne z pewnością zniszczenia poczernobylskie czy wzrost zachorowań na raka tarczycy (nb. jednego z najłatwiej wyleczalnych) mają do zniszczeń i chorób wywołanych emisjami z elektrowni węglowych? Te drugie, bardziej rozproszone, są pewnie mniej zauważalne, mniej medialne od pierwszych – ale czy mniej godne uwagi? Słowa Środy o „niebezpiecznych atomach” to przynosząca wstyd osobie o jej pozycji paskudna demagogia.

Tak, odpady z elektrowni jądrowych są problemem – jednak ich stosunkowo niewielka ilość ułatwia znalezienie sensownych rozwiązań. Hałdy kopalniane, pyły z elektrowni, gazy –wszystkie produkowane w ogromnych ilościach – czynią energetykę węglową znacznie bardziej uciążliwą dla środowiska niż atomowa. Również pod względem radiacyjnym: population exposure from operation of 1000-MWe nuclear and coal-fired power plants amounts to 490 person-rem/year for coal plants and 4.8 person-rem/year for nuclear plants. Thus, the population effective dose equivalent from coal plants is 100 times that from nuclear plants. For the complete nuclear fuel cycle, from mining to reactor operation to waste disposal, the radiation dose is cited as 136 person-rem/year; the equivalent dose for coal use, from mining to power plant operation to waste disposal, is not listed in this report and is probably unknown. (podkr. mdm)

Są również marną półprawdą słowa Środy, iż złoża [uranu] są małe i starczą na kilkadziesiąt lat. Na tyle starczą złoża znane i obecne technologie energetycznego wykorzystania uranu. Geologowie jednak nie zasypiają gruszek w popiele i są w stanie oszacować złoża jeszcze nieodkryte. Te mogą dostarczyć uranu na kilkaset lat, a usprawnienie technologii energetycznych jeszcze bardziej przedłuży ten czas. Nie mówiąc już o tym, że elektrownie uranowe, oparte na zjawisku rozszczepiania jąder atomowych, potrzebne będą do czasu opanowania energetyki termojądrowej, której bezpieczeństwo, nieuciążliwość dla środowiska, i dostępność paliwa są znacznie lepsze niż energetyki rozszczepialnej. Trudno sobie wyobrazić, by synteza jądrowa do celów energetycznych nie została opanowana w ciągu najbliższych kilkudziesięciu, może 100 lat.

Wreszcie, chwalebne są nawoływania autorki do oszczędności energii (samoograniczania) i do korzystania ze jej źródeł alternatywnych. Chwalebne, ale pięknoduchowskie. Oszczędność, jeśli nie mamy wrócić do jaskiń, wymaga przede wszystkim postępu technologicznego, zwiększenia efektywności produkcji, przesyłu i zużycia energii. Postęp taki wymaga pieniędzy, i co ważniejsze, czasu. Kosztownego i czasochłonnego postępu wymaga też doprowadzenie przynajmniej niektórych alternatywnych źródeł energii do kosztów i efektywności umożliwiających ich stosowanie na szeroką skalę.

W tej chwili mamy do wyboru ciągnąć na paliwach kopalnych, produkując CO2 i popioły, zabijąc ludzi i zwierzęta (katastrofy tankowców!) przy wydobyciu, transporcie i dystrybucji gigantycznych ilości węgla, ropy i gazu, doprowadzając do szkód górniczych i niszcząc wielkie obszary ziemi (kopalnie odkrywkowe!). Albo, (słowami Środy) by przyszłym pokoleniom pozostawić Ziemię co najmniej taką, jaką ją odziedziczyliśmy, ale przede wszystkim o to, by nie traktować jej jako przedmiotu eksploatacji i wyzysku, ale jako żywy organizm, który ma wartość samą w sobie – używać czystej, bezpiecznej i ograniczonej w skali oddziaływania na środowisko energetyki jądrowej.

P.S. Więcej demagogii przynoszącej wstyd osobie formatu i pozycji Środy: opisywanie Ziemi jako żywego organizmu to afektowana przenośnia mająca korzenie w leżącej na pograniczu nauki i ideologii hipotezie Gai. Demagogią jest także stawianie wartości Ziemi „samej w sobie” przeciw „przedmiotowi eksloatacji i wyzysku”. Ziemia to cenne środowisko umożliwiające życie ludziom, i przede wszystkim dla ludzi powinniśmy dbać o Ziemię. Jeśli zaczniemy dbać o nią dla niej samej, najlepszym rozwiązaniem będzie die Endlösung der Menschenfrage. Человечество – вздор, человечество – ноль?

Może cynicznie, może tylko dla ugrania głosów i przypomnienia się w mediach, ale jednak: Andrzej Olechowski proponuje w programie SD zajęcie się tradycyjnie ignorowanymi na polskiej scenie politycznej problemami.

Równouprawnieniem kobiet – i to oddając stworzenie konkretnych koncepcji organizacjom kobiecym, a nie decydując za nie (!).

Oraz związkami homoseksualnymi – proponując rozwiązanie wielce ostrożne, obejmując nim (zapewne dla złagodzenia wymowy) „osoby porzucone przez rodzinę” i natychmiast zastrzegając, że to nie małżeństwo. Ruch żałośnie nieśmiały, ale nawet taki kroczek w stronę legalizacji małżeństw homoseksualnych w polskich warunkach jest chyba godzien pochwały. Zwłaszcza ze strony mediów lewicowo-liberalnych.

Zajawka tej informacji na portalu blisko związanym z lewicowo-liberalną gazetą:

olechowski

Ciekawy głos w dyskusji o „chamstwie w internecie” zapoczątkowanej niesławnymi pojękiwaniami Jacka Żakowskiego.

Dygresja. Parę razy już mówiłem i pisałem, ale nie pamiętam, czy u siebie na blogu, więc przepraszam za ewentualną powtórkę: istnieje w polskiej sferze publicznej koncept (ucieleśniony, naturalnie) „autorytetu”. Jest to zwykle mężczyzna w nieco podeszłym wieku – a przynajmniej o powierzchowności nieco podeszłej, ale koniecznie fotogenicznej w sposób budzący nieokreślony respekt. Autorytet lubi stawiać diagnozy, często zdradzając przy tem nieznajomość istoty, głębokości, lub szerokości diagnozowanego zjawiska, i popadając w pars pro toto. Swoje najzupełniej prywatne poglądy wygłasza tonem i w sposób taki, jakby były bezdyskusyjnymi uniwersalnymi prawdami. Nie zważając na ich niezgodność, powiedzmy, z Konstytucją, wyprowadzenie z błędnej diagnozy, czy nieprzystawanie to potrzeb, poglądów czy obyczajów maluczkich, którym chce przewodzić. Przykładem może być Kościół Katolicki ;-).  Żakowski najwyraźniej zaczyna celować w rolę autorytetu. Zapuścił siwą brodę (fotogeniczny respekt) i nawołuje do cenzorskiego zwalczania „chamstwa w internecie”, przy czym ani internetu, ani chamstwa w nim najwyraźniej zbyt dobrze nie rozumie. I oczywiście nie zważa na niezgodność i nieprzystawanie, jak wyżej.

Wracając do ciekawego głosu, autorstwa Wojciecha Sadurskiego: poniżej cytuję jego spostrzeżenia zdecydowanie trafniejsze niż Żakowskiego (zapraszam też do przeczytania całości). Sadurski jednak autorytetem nigdy nie zostanie, nie ten typ urody

Omawiając przed ponad stuleciem granice wolności słowa, John Stuart Mill rozważał taką oto sugestię, że wszelkie opinie powinny być dopuszczone – pod warunkiem że będą wyrażone w sposób umiarkowany i kulturalny. Millowi – filozofowi skądinąd umiarkowanemu i spokojnemu – ta sugestia zupełnie się nie spodobała. Jeśli granicą wolności słowa – pisał – „ma być obraza tych, których opinie są atakowane, to doświadczenie pokazuje, że obrażają się oni, kiedy tylko atak jest silny i celny, oraz że każdy oponent, który przypiera ich do muru i któremu z trudem odpowiadają, wydaje im się pasjonatem”.

Sam zresztą od czasu do czasu oskarżany byłem w sieci – ku mojemu zdziwieniu – o mało kulturalne wypowiedzi, gdy popełniałem jakieś żarciki może nie najwyższego lotu, ale nie tak znowu niegrzeczne. O brak kultury oskarżali mnie ludzie, którzy – jak sądziłem z ich wcześniejszych wypowiedzi – nie należą do tak wydelikaconych i wrażliwych osobników, aby jakaś niewinna kpinka nadzwyczaj ich raniła. I właśnie tłumaczyłem sobie tę reakcję spostrzeżeniem Milla, że formą wypowiedzi obrażają się zazwyczaj ci, którzy już nie mają argumentów.

wytłuszczenia mdm

Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej wystawiła mi pokwitowanie za wniesioną opłatę. Parę dni temu je wystawiła.

receipt

Gdy słoninki ludzie nie wywieszą, możesz przekąsić… gackiem na zimno.

 Krajobraz po uczcie niemal jak u Goyi.

 

Informację z BBC przepisała jak zwykle wyborcza.pl. Skrócili i wykastrowali – gdzie zdjęcie, gdzie dane odkrywców, gdzie ciekawe informacje: o możliwym wykrywaniu przyszłej potrawy uchem, o tym, że być może sikora uczy się nowego obyczaju gastronomicznego od innej sikory, o rozmiarze nietoperza względem sikorki.

Ale błędów stosunkowo mało: łacińskie nazwy gatunkowe piszemy kursywą; to jest pierwszy udokumentowany przypadek polowania (a nie pożywiania się – znany wcześniej przykład pożywiania się jest wspomniany nawet w tym samym artykule BBC ) ptaków śpiewających na nietoperze; w doświadczeniu preferencyjnym sikorki od nietoperzy wolały boczek i ziarna słonecznika – o owocach i owadach (tak po polsku, nie „insektach”) była mowa w innym kontekście. Jak na wiodący polski dziennik prawie dobrze.

Kilkadziesiąt tysięcy osób demonstrowało w Berlinie przeciwko energetyce atomowej, domagając się likwidacji elektrowni jądrowych na całym świecie. [...] Według różnych sondaży nieco ponad połowa Niemców opowiada się za dotrzymanie harmonogramu rezygnacji z energii atomowej do 2021 r.

Brawo!

Tylko, jakie państwo proponujecie alternatywy? Gaz z jego emisją CO2?  Efekt cieplarniany, obiło się coś takiego o uszy?

Może wągiel, gołąbeczko? CO2, pyły, w tym radioaktywne (tak!), i jeszcze CH4 z kopalnictwa, kolejny gaz cieplarniany?

Hydroelektrownie, geotermia, słońce, wiatr? Każde drogie, nie do zastosowania na skalę w pełni zaspokajającą potrzeby, i każde z własnym problemami, włączając takie czy inne negatywne wpływy na środowisko?

To co, gasimy światło, wyłączamy fabryki i wracamy do Piasta Kołodzieja i Karola, hm, Młota?

Obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny były testem polskiej polityki zagranicznej. Moim zdaniem Polska ten test oblała. Dała sobie wmówić Putinowi, że pakt Ribbentrop-Mołotow dotyczy tylko Rzeczypospolitej i ZSRR. O tym, że przewidywał wchłonięcie krajów bałtyckich, podział Rumunii, że miał straszliwe konsekwencje dla Ukraińców i Białorusinów – nie padło ani słowo.

Wydaje się, że Polska poświęciła tu część prawdy, by uzyskać zbliżenie z Rosją. Poświęciła sąsiadów na rzecz jakiejś Realpolitik. (wytłuszczenia mdm)

Audrius Baculis w GW

Pochlebna opinia. Czuję jednak, że Baculis się myli. Że profesjonalni polscy politycy nie uprawiali mocarstwowych gier, a najzwyczajniej zapomnieli, lub nigdy nie wiedzieli, że knowania R. z M. kogokolwiek poza Polską dotyczyły.

Rumunii? Gdzie w ogóle jest Rumunia??